18.07.2025, 13:10 ✶
Zapieczętowany zaklęciem list zaadresowano do Szpitala św. Munga, 9 września 1972 roku, ponieważ wróżby mi powiedziały, gdzie jest Lorien. Szach mat sceptycy.
Lorien,
Nie mogłem temu zapobiec.
Nie usłyszałaś ode mnie tej wymówki, ani żadnej innej, gdy wydarzyło się to, co się wydarzyło z Donaldem. Nie usłyszysz jej nigdy więcej. A jednak.
Nie mogłem temu zapobiec.
Nie wiedziałem. Dalej nie wiem, jak mogło do tego dojść. Znaki były wszędzie wokoło. Między stronnicami znalezionej w księgarni na Montmarte książki, "Palę Paryż". Pośród smużek dymu odpalonego o poranku papierosa. W płomieniach paleniska, odbijających się w oczach mojej Matki.
Jak się czujesz? Jakiś ptaszek zaświergotał mi do ucha, gdzie jesteś. W jego trelu usłyszałem jednak rozżalenie. Smutek, a może i wyrzut. Nie wiem. Próbowałem słuchać, ale nie potrafiłem przeniknąć reszty ptasiego świergotu. Gdybym potrafił, sam uleciałbym na skrzydłach hen daleko, pod same niebo, ale kiedyś obiecałem komuś, że nie będę uciekał.
Nie miej mi tego za złe.
Przypuszczam, że nie chcesz mnie widzieć. W porządku. W Twoim stanie lepiej, żebyś mnie nie widziała. Pewnie skończyłoby się to tak, że nawrzeszczałbym na jakiegoś medyka, a Ty na mnie, za to, że wrzeszczę.
Mogę przysłać, czego potrzebujesz, ale gdy to się skończy, przyjdę. Załatw swoje sprawy, pozwól, żeby pomogli Ci podreperować zdrowie. A potem zamieszkaj ze mną. Sprowadź się do Mulciber Manor. Wróć ze mną do domu.
Nie mogłem temu zapobiec.
Nie usłyszałaś ode mnie tej wymówki, ani żadnej innej, gdy wydarzyło się to, co się wydarzyło z Donaldem. Nie usłyszysz jej nigdy więcej. A jednak.
Nie mogłem temu zapobiec.
Nie wiedziałem. Dalej nie wiem, jak mogło do tego dojść. Znaki były wszędzie wokoło. Między stronnicami znalezionej w księgarni na Montmarte książki, "Palę Paryż". Pośród smużek dymu odpalonego o poranku papierosa. W płomieniach paleniska, odbijających się w oczach mojej Matki.
Jak się czujesz? Jakiś ptaszek zaświergotał mi do ucha, gdzie jesteś. W jego trelu usłyszałem jednak rozżalenie. Smutek, a może i wyrzut. Nie wiem. Próbowałem słuchać, ale nie potrafiłem przeniknąć reszty ptasiego świergotu. Gdybym potrafił, sam uleciałbym na skrzydłach hen daleko, pod same niebo, ale kiedyś obiecałem komuś, że nie będę uciekał.
Nie miej mi tego za złe.
Przypuszczam, że nie chcesz mnie widzieć. W porządku. W Twoim stanie lepiej, żebyś mnie nie widziała. Pewnie skończyłoby się to tak, że nawrzeszczałbym na jakiegoś medyka, a Ty na mnie, za to, że wrzeszczę.
Mogę przysłać, czego potrzebujesz, ale gdy to się skończy, przyjdę. Załatw swoje sprawy, pozwól, żeby pomogli Ci podreperować zdrowie. A potem zamieszkaj ze mną. Sprowadź się do Mulciber Manor. Wróć ze mną do domu.
Alexander
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat