Nie wszystko poszło po jej myśli. Statek dość gwałtownie się poruszył, a ona zachwiała się na nogach, nie spodziewała się po sobie swoim ciele takiego braku subordynacji, jak widać nawet osoby tak sprawne jak ona czasem potrafiły dać się zaskoczyć. Soczysta kurwa wymsknęła się z jej ust, znaczy nie wysmknęła się, rzuciła ją z premedytacją, kiedy dotarło do niej, że nie da rady ominąć bardzo bliskiego spotkania z pokładem.
Benjy próbował jej pomóc, wiedziała, że on również był wyjątkowo zwinny, powinno mu się to udać, tyle, że los chyba im nie sprzyjał. Nie udało mu się jej złapać, zamiast tego wylądował razem z Yaxleyówną na drewnianym pokładzie. W zasadzie to miał jeszcze więcej pecha od niej, bo Geraldine zaliczyła całkiem miękkie lądowanie na jego ciele, kiedy mu przypadło uderzenie o drewniane podłoże. Jej harpun potoczył się gdzieś dalej, nie była z tego powodu szczególnie zadowolona. Irytowały ją wszelkie błędy, które popełniała, więc na twarzy kobiety pojawił się grymas, który świadczył o tym, że zaczynała się robić naprawdę wkurwiona.
- Przepraszam. - Mruknęła cicho, gdy zaczęła się zbierać z pokładu, a wsumie to z Fenwicka. Zrobiła to jak najszybciej potrafiła, żeby uniknąć upokorzenia, jednak kapitan zdążył już wyłapać to jej drobne niepowodzenie. Nie odpowiedziała mu, nie było sensu komentować tej kompromitacji, która się przed chwilą wydarzyła.
Przejęła harpun od jednego ze swoich towarzyszy, widać było na jej twarzy zmianę nastawienia przez to, co się przed chwilą wydarzyło. Zdecydowanie była w bojowym nastroju. - Jebać to, jeden jest za nami, całkiem niedaleko, czas się go pozbyć. - Przeniosła wzrok na Benjy'ego bo najwyraźniej porzuciła już chęć oczekiwania na to, aż wąż pierwszy ich zaatakuje, wydawało jej się, że zrozumie jej intencje, zresztą od samego początku ich nie negował. Mieli pozbyć się problemu, najlepiej, aby zrobili to jak najszybciej, nie było sensu dalej zwlekać. Geraldine należała do dosyć porywczych osób, wystarczała drobnostka, aby ją rozruszyć, w tym przypadku tą drobnostką było wylądowanie na pokładzie.
- Bierzcie broń, działajmy razem, jak zaatakujemy go jednocześnie to nam nie spierdoli. - Nie wątpiła w to, że mężczyźni, którzy byli tutaj z ramienia Artemis będą zadowoleni z tego, że w końcu mogli zacząć działać.
Statek miał zacząć się unosić, był to idealny moment na to, aby znaleźć się przy falszburcie i w końcu przejść do akcji. Nie zamierzała dłużej zwlekać. Zacisnęła palce na harpunie, uniosła go w górę, uspokoiła oddech, musiała działać pewnie i szybko, nie mogła sobie pozwolić na żadne błędy.
Wychyliła lewą rękę, w której trzymała harpun do tyłu, aby się zamachnąć i rzucić nim w stronę węża. Wiedziała, gdzie powinna celować, aby szybko się go pozbyć. Nie zwlekała, po prostu nim rzuciła.
AF ◉◉◉◉◉ na rzucenie w węża
Sukces!