18.07.2025, 13:28 ✶
Jakoś tak wyszło - to chyba musiało jej wystarczyć, ale nie znały się od wczoraj, żeby Miles nie wiedziała, że Ger - podobnie z resztą jak i jej - trudno przychodzi mówienie o uczuciach. Tym bardziej cieszyła się, że przyjaciółka dogadała się ze swoim byłym, który widywał ją w najgorszym z możliwych stanów, znał raczej jej najobrzydliwsze tajemnice, więc nikt i nic nie powinno teraz już stanąć im na drodze do szczęścia, no chyba że oni sami. Nie zamierzała naciskać, tak jak w sumie sama nie chciałaby, by Stonks naciskała na nią w podobnej sytuacji. Czy była w podobnej sytuacji? Ledwie dwa dni temu obudziła się w objęciach z dwoma typami, którzy nie byli randomami z klubu i było to dziwaczne uczucie, którego nawet nie potrafiłaby nazwać. Może namalować... może. Zdanie o tym, że samemu nigdy nie jest lepiej - odbijało jej się w głowie echem. Stary uczył ją, że można ufać tylko rodzinie. Zakon uczył ją, że można ufać też przyjaciołom. Nie zmieniało to postaci rzeczy, że oklejenie Moody od rzeczywistości nie sprzyjało temu, żeby ogarniała, że nie jest sama. Samemu nigdy nie jest lepiej... mógł otaczać ją tłum i co z tego? Mogła się ruchać całymi nocami i co z tego? Ale te słowa uderzyły ją mocno, uderzyły ją prosto w bebech, choć próbowała jak mogła nie pokazać tego po sobie, tylko upić kilka łyków piwerka i przytaknąć bezgłośnie.
– No kurwa, chciałam być aurorem od momentu jak wypierdoliło mnie z brzucha matki! – zaśmiała się jowialnie, choć to absolutnie nie była prawda i choć mówiła tak przez całe życie, to sama w to nie wierzyła. W szkole wróżono jej karierę w lidze Quidditcha, zachwycano się jej bazgrołami, czy wskazywano na całkiem niezłą intuicję wróżbiarską. To nie miało znaczenia. Moody byli aurorami, Alastor, Harper... przecież no całe pokolenie glin, jak to zajmować się czym innym? Fakt, że Longbottom poszedł na glinę, że była tam Eden z którą łączyło ją tak dużo... to jak zamiana jednych murów, na drugie, wszyscy byli razem. Tylko że nie... Egzaminy przerastały ją, kładła uszy po sobie, gdy miała usiąść do książek, albo podciągnąć się z czarowania w tematach które miała głęboko w piździe. Była za głupia na detektywa, a co dopiero na aurora. I nie chciała oglądać Aarona. Im więcej o tym myślała, tym bardziej kurwa nie chciała go widzieć. – W dupie to mam Ger, fajnie dostać podwyżkę, ale nie dziaduje a moje ulubione sklepy i tak poszły z dymem. Tak długo jak starcza mi na fajki i farby jest ok. – Korzystając z okazji sięgnęła po pogniecioną i mocno nadgryzioną zębem wszystkiego co się wydarzyło papierośnice i sięgnęła sobie po swojego własnego skręta, proponując oczywiście drugiego przyjaciółce.
– Hmm, no jakby... - pytanie o zapierdalanie na chorobowym było... dziwne. Trochę w mózgu Miles ludzkość dzieliła się na trzy kategorie: gliny, skurwole, ofiary. Skurwole paliły, ofiary uciekały a gliny... gliny glinowały, gasiły, ogarniały chaos. Pomagały ofiarom ocaleć mimo skurwoli, którzy mieli w tym zakresie skrajnie odmienną opinię. I może świat nie był czarno-biały, ale podczas spalonej nocy, podczas pożaru, wszystko zrobiło się mocną kreską oddzielone. – Jakbym tego nie robiła, to pożar byłby większy? Ludzie by ginęli? I po co? Żeby pokurcze w maskach świętowały? Poza tym... ach... w pewnym momencie translokowałam taką kurwa ilość wody... wyciągnęłam ze studni jebane hektolitry, zrobiłam jebanego wodnego smoka na jednej kamienicy. – zaciągnęła się, rozsmakowując się w tym uczuciu. – Dla jebanej satysfakcji to robiłam. No i dla medalu od Ciebie, ofc że chce mieć wytruganego od Ciebie ziemniaka, nawet dam Ci złotą farbę, żebyś go pociągnęła dla odpowiedniego świecenia się! – Najlepsze trofeum kurwa, powiesi sobie na ścianie a co!
– Pierdole, no były podobne, ale jak tak teraz mówisz, to może rzeczywiście nie były. Nie wiem, Ty się znasz na tym gównie, i wiesz co? Jebać Jenkins, jebać MM. Jakby to ode mnie zależało to dostałabyś szefa tego departamentu od istot magicznych i byłby kurwa porządek. Oni tam siedzą i pierdzą w ten papier, jedno wielkie szambo jeśli mnie pytasz, nie polecam zero na dziesięć. – Sarkała, samemu będąc rozgoryczoną tym jak to wszystko wolno szło. Może spyta Morpheusa o chuj chodzi z widmami i czemu nikt tym się nie zajmuje? Nie był jakąś super szychą, ale... może wypluje herbatę i podzieli się światłymi uwagami na temat tych lachociągów i biurw.
W porównaniu aparycji - co zawsze wychodziło dość zabawnie - to Miles mogłaby być wspomnianą eteryczną dziołchą, która przy odpowiednim ufryzowaniu i przebraniu (co zostało udowodnione!) mogła być bardzo piękną, eteryczną i kobiecą. Tak długo jak oczywiście nie otworzyłaby ryja. Zazwyczaj wtedy zaklęcie pryskało, a obrażone gachy zabierały ją potem prosto z randki na chińszczyznę, przełykając gorycz własnej gachowskiej porażki czy coś. Cokolwiek.
– Przestań pierdolić, jesteś zajebista, uwielbiam Twoje ciało. Masz jebnięcie. Ja od zawsze musiałam byc jak jebany kungfu fretka, żeby walczyć z większymi kutasiarzami, a Ty byś przyszła, pierdła w ich kierunku i oni leżą. Kocham Twoje bicki – mówiła otwarcie i z przekonaniem, pozwalając sobie by znów zmacać ramiona Stonks, jak wtedy w ogrodzie. Zdawały się jeszcze większe i jeszcze twardsze. Co też miłość robiła z człowiekiem! – I nie jestem kurwa zdesperowana ALE chcę żebyś mi zapozowała. Do szkiców chociażby, nie ma lepszego treningu, niż oddać te wszystkie Twoje słodkie krzywizny bejb. – Rozpływała się w zachwytach, ale próżno było szukać w tym szyderstwa. Miles imponowało wszystko co duże i silne. Jak Alastor chociażby. Na potwierdzenie swoich słów wyciągnęła niemal od razu szkicownik z torby, którego strony założone były twardym i idealnie naostrzonym ołówkiem. Na poprzednich stronach znajdowało się kilka zarysowanych męskich profilów, oraz wnikliwe studium czarnych loków układających się na czaszce.
Kurwa
Pospiesznie przewinęła te strony, pet z jednego kącika ust powędrował do kolejnego w skupieniu i próbie odnalezienia wolnej strony.
– No kurwa, chciałam być aurorem od momentu jak wypierdoliło mnie z brzucha matki! – zaśmiała się jowialnie, choć to absolutnie nie była prawda i choć mówiła tak przez całe życie, to sama w to nie wierzyła. W szkole wróżono jej karierę w lidze Quidditcha, zachwycano się jej bazgrołami, czy wskazywano na całkiem niezłą intuicję wróżbiarską. To nie miało znaczenia. Moody byli aurorami, Alastor, Harper... przecież no całe pokolenie glin, jak to zajmować się czym innym? Fakt, że Longbottom poszedł na glinę, że była tam Eden z którą łączyło ją tak dużo... to jak zamiana jednych murów, na drugie, wszyscy byli razem. Tylko że nie... Egzaminy przerastały ją, kładła uszy po sobie, gdy miała usiąść do książek, albo podciągnąć się z czarowania w tematach które miała głęboko w piździe. Była za głupia na detektywa, a co dopiero na aurora. I nie chciała oglądać Aarona. Im więcej o tym myślała, tym bardziej kurwa nie chciała go widzieć. – W dupie to mam Ger, fajnie dostać podwyżkę, ale nie dziaduje a moje ulubione sklepy i tak poszły z dymem. Tak długo jak starcza mi na fajki i farby jest ok. – Korzystając z okazji sięgnęła po pogniecioną i mocno nadgryzioną zębem wszystkiego co się wydarzyło papierośnice i sięgnęła sobie po swojego własnego skręta, proponując oczywiście drugiego przyjaciółce.
– Hmm, no jakby... - pytanie o zapierdalanie na chorobowym było... dziwne. Trochę w mózgu Miles ludzkość dzieliła się na trzy kategorie: gliny, skurwole, ofiary. Skurwole paliły, ofiary uciekały a gliny... gliny glinowały, gasiły, ogarniały chaos. Pomagały ofiarom ocaleć mimo skurwoli, którzy mieli w tym zakresie skrajnie odmienną opinię. I może świat nie był czarno-biały, ale podczas spalonej nocy, podczas pożaru, wszystko zrobiło się mocną kreską oddzielone. – Jakbym tego nie robiła, to pożar byłby większy? Ludzie by ginęli? I po co? Żeby pokurcze w maskach świętowały? Poza tym... ach... w pewnym momencie translokowałam taką kurwa ilość wody... wyciągnęłam ze studni jebane hektolitry, zrobiłam jebanego wodnego smoka na jednej kamienicy. – zaciągnęła się, rozsmakowując się w tym uczuciu. – Dla jebanej satysfakcji to robiłam. No i dla medalu od Ciebie, ofc że chce mieć wytruganego od Ciebie ziemniaka, nawet dam Ci złotą farbę, żebyś go pociągnęła dla odpowiedniego świecenia się! – Najlepsze trofeum kurwa, powiesi sobie na ścianie a co!
– Pierdole, no były podobne, ale jak tak teraz mówisz, to może rzeczywiście nie były. Nie wiem, Ty się znasz na tym gównie, i wiesz co? Jebać Jenkins, jebać MM. Jakby to ode mnie zależało to dostałabyś szefa tego departamentu od istot magicznych i byłby kurwa porządek. Oni tam siedzą i pierdzą w ten papier, jedno wielkie szambo jeśli mnie pytasz, nie polecam zero na dziesięć. – Sarkała, samemu będąc rozgoryczoną tym jak to wszystko wolno szło. Może spyta Morpheusa o chuj chodzi z widmami i czemu nikt tym się nie zajmuje? Nie był jakąś super szychą, ale... może wypluje herbatę i podzieli się światłymi uwagami na temat tych lachociągów i biurw.
W porównaniu aparycji - co zawsze wychodziło dość zabawnie - to Miles mogłaby być wspomnianą eteryczną dziołchą, która przy odpowiednim ufryzowaniu i przebraniu (co zostało udowodnione!) mogła być bardzo piękną, eteryczną i kobiecą. Tak długo jak oczywiście nie otworzyłaby ryja. Zazwyczaj wtedy zaklęcie pryskało, a obrażone gachy zabierały ją potem prosto z randki na chińszczyznę, przełykając gorycz własnej gachowskiej porażki czy coś. Cokolwiek.
– Przestań pierdolić, jesteś zajebista, uwielbiam Twoje ciało. Masz jebnięcie. Ja od zawsze musiałam byc jak jebany kungfu fretka, żeby walczyć z większymi kutasiarzami, a Ty byś przyszła, pierdła w ich kierunku i oni leżą. Kocham Twoje bicki – mówiła otwarcie i z przekonaniem, pozwalając sobie by znów zmacać ramiona Stonks, jak wtedy w ogrodzie. Zdawały się jeszcze większe i jeszcze twardsze. Co też miłość robiła z człowiekiem! – I nie jestem kurwa zdesperowana ALE chcę żebyś mi zapozowała. Do szkiców chociażby, nie ma lepszego treningu, niż oddać te wszystkie Twoje słodkie krzywizny bejb. – Rozpływała się w zachwytach, ale próżno było szukać w tym szyderstwa. Miles imponowało wszystko co duże i silne. Jak Alastor chociażby. Na potwierdzenie swoich słów wyciągnęła niemal od razu szkicownik z torby, którego strony założone były twardym i idealnie naostrzonym ołówkiem. Na poprzednich stronach znajdowało się kilka zarysowanych męskich profilów, oraz wnikliwe studium czarnych loków układających się na czaszce.
Kurwa
Pospiesznie przewinęła te strony, pet z jednego kącika ust powędrował do kolejnego w skupieniu i próbie odnalezienia wolnej strony.