Droga Leto,
nawet nie wiesz, jak się ucieszyłam kiedy dostałam Twój list. Obawiałam się, że coś złego mogło Ci się przytrafić. Aktualnie bowiem nie można być pewnym niczego.
Wiesz, jak to ze mną jest. Zawsze się jakoś wyliżę, nawet jeśli znajdę się w najgłębszym bagnie z możliwych. Jak na to, jaka ogromna to była tragedia to miewam się naprawdę dobrze. Nikt z moich bliskich nie ucierpiał. Wszyscy mają się w porządku, co jest chyba najistotniejsze.
Mieliście spore szczęście, że nie było Was w Londynie, gdy zaczęło się to piekło. Dobrze, że tak się stało. Nikt nie powinien być świadkiem podobnej tragedii, ani w niej uczestniczyć.
Spokój Ci się należy. Nikt nie powinien na Ciebie naciskać, abyś ruszyła do przodu. Masz prawo przeżywać to, co się stało swoim własnym rytmem. Wiem, że to nie jest do końca akceptowalne w naszym świecie, ale zawsze będę Twoim wsparciem. Nigdy nie umiałam zrozumieć tego bezsensownego nacisku na małżeństwa. Twój przypadek jest jeszcze bardziej skomplikowany, bo przecież miałaś Finna, kochałaś go, nie wiem skąd urywają się Ci ludzie, naprawdę myślą, że tak łatwo jest zapomnieć o kimś kto był miłością Twojego życia i wejść w kolejną relację? To jest niehumanitarne.
Co za wspaniałe wieści! Nie, żebym komuś życzyła śmierci, ale jeśli miałabym komuś jej życzyć... to pewnie byłby jedną z tych osób. Los Ci sprzyja, a może to Finn zza zasłony się Tobą opiekuje? Kto wie. Dzięki temu będziesz mogła odetchnąć, to jedna z nielicznych pozytywnych informacji po tych okropnych wydarzeniach.
Powinnyście mnie odwiedzić. Jak tak dalej pójdzie to Mairead niedługo nie pozna swojej ciotki, a mogłabym przecież nauczyć ją kolejnych, ciekawych słów, z których na pewno byłabyś okropnie dumna. Może zrobimy sobie kiedyś babski wieczór?
Miewam się dobrze, rodzina jest cała i zdrowa, sporo się u mnie działo przed pożarami, ale o tym opowiem Ci kiedy się spotkamy, zbyt wiele tego było, żeby pisać o tym w liście.