18.07.2025, 23:07 ✶
To nie jest tak, że puściłby Corgi samopas.
Knieja będąca jego ukochanym domem, bywała bardzo niebezpieczna dla niezbyt rozważnych kurek. Z drugiej strony, jego drób uwielbiał wymykać się ze swojego domu - niewielkiego kurniczka dobudowanego do równie niewielkiej leśniczówki w samym sercu tętniącej życiem puszczy. Samuel pozwalał jej na to (nie zauważał tego) głównie dlatego, że kiedy już nie chciał na to pozwalać (zauważał to), pospiesznie przemieniał się w krogulca i błyskawicznie znajdował się na tropie uciekinierki.
Tak było i tym razem, choć tak w rzeczywistości tym razem było zupełnie inaczej. Corgi znalazła bowiem człowieka, który wydawał się być na tyle zafascynowany jej prezencją, że ruszył za drobnymi kroczkami kurki, jakby był przez nią zaczarowany.
Siedzący na gałęzi krogulec - niewielki ptak drapieżny o płowym opierzeniu w paski, przekrzywił z niedowierzaniem głowę, z pamięci odtwarzając kilka gatunków o wiele większych drapieżników, które potrafiły w ten sposób zaciągnąć ofiarę do swojego leża. Rudowłosy mężczyzna nie wyciągnął nawet różdżki i ptak zdenerwował się nieco, że sobie może zrobić równie konkretną krzywdę co jego drób. Obu byłoby szkoda, nawet jeśli intruz nie znosił Samuelowi jajek.
Tymczasem kura widząc, że ktoś poświęca jej zbyt dużo uwagi, gnana instynktem samozachowawczym ruszyła... w kierunku domu. Tak więc szli takim dość niecodziennym pochodem - ptak nielot, człowiek (też nielot) i ptak całkiem niezły lot (też człowiek, ale niekoniecznie w tym momencie). Złociste oczko obserwowało i czuwało. Może powinien się martwić tym, że zaraz ktoś obcy dotrze do jego schronienia. Może liczył, że zaraz się podda i zawróci, albo wyciągnie różdżkę i teleportuje. Może powinien nastraszyć go w formie niedźwiedziej? Cóż, na razie ograniczył się do skakania z gałęzi na gałąź, krótkich przelotów i ostrzegawczych pisków, które bardziej rozpoznałaby jego ptasia towarzyszka aniżeli ludzki naddatek.
Knieja będąca jego ukochanym domem, bywała bardzo niebezpieczna dla niezbyt rozważnych kurek. Z drugiej strony, jego drób uwielbiał wymykać się ze swojego domu - niewielkiego kurniczka dobudowanego do równie niewielkiej leśniczówki w samym sercu tętniącej życiem puszczy. Samuel pozwalał jej na to (nie zauważał tego) głównie dlatego, że kiedy już nie chciał na to pozwalać (zauważał to), pospiesznie przemieniał się w krogulca i błyskawicznie znajdował się na tropie uciekinierki.
Tak było i tym razem, choć tak w rzeczywistości tym razem było zupełnie inaczej. Corgi znalazła bowiem człowieka, który wydawał się być na tyle zafascynowany jej prezencją, że ruszył za drobnymi kroczkami kurki, jakby był przez nią zaczarowany.
Siedzący na gałęzi krogulec - niewielki ptak drapieżny o płowym opierzeniu w paski, przekrzywił z niedowierzaniem głowę, z pamięci odtwarzając kilka gatunków o wiele większych drapieżników, które potrafiły w ten sposób zaciągnąć ofiarę do swojego leża. Rudowłosy mężczyzna nie wyciągnął nawet różdżki i ptak zdenerwował się nieco, że sobie może zrobić równie konkretną krzywdę co jego drób. Obu byłoby szkoda, nawet jeśli intruz nie znosił Samuelowi jajek.
Tymczasem kura widząc, że ktoś poświęca jej zbyt dużo uwagi, gnana instynktem samozachowawczym ruszyła... w kierunku domu. Tak więc szli takim dość niecodziennym pochodem - ptak nielot, człowiek (też nielot) i ptak całkiem niezły lot (też człowiek, ale niekoniecznie w tym momencie). Złociste oczko obserwowało i czuwało. Może powinien się martwić tym, że zaraz ktoś obcy dotrze do jego schronienia. Może liczył, że zaraz się podda i zawróci, albo wyciągnie różdżkę i teleportuje. Może powinien nastraszyć go w formie niedźwiedziej? Cóż, na razie ograniczył się do skakania z gałęzi na gałąź, krótkich przelotów i ostrzegawczych pisków, które bardziej rozpoznałaby jego ptasia towarzyszka aniżeli ludzki naddatek.