20.07.2025, 00:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.09.2025, 22:27 przez Gabriel Montbel.)
Golf.
To był zabawny sport.
Hrabiego zawsze bawiło to, jak ludzkość potrzebowała pomachać metalowym drągiem by rozładować napięcie i z czasem okazało się, że wygodniej macha się kijem do golfa niż mieczem.
Widział początki tej zabawy. Obserwował przez spory kawał czasu, jak ewoluowały jej zasady, gdyż kręcąc się wokół dworu musiał być na bieżąco. Musiał pamiętać kiedy dobrze machać kijem jak wyspiarze, kiedy lepiej nie...
Odświeżył sobie tę dyscyplinę dwie dekady temu i czasem wracał, choć oczywiście nie sprawiało mu to takiej satysfakcji jak uprawa róż. Teraz jednak nie było żadnych róż, więc pole golfowe wydawało mu się naturalną przestrzenią do spędzenia akurat tej nocy.
Przypadek? Jonathan zapewne miałby swoje bardzo gorzkie cztery knuty do wtrącenia w tej sprawie, ale tym razem rzeczywiście wampir nie był w żaden sposób winny nieobecności pewnego dyplomaty na umówionym spotkaniu. Zupełnie nieświadom wkraczał w połacie zieleni, przyjemnie łaskotany stonowanym oświetleniem pola. W klubie było kilka osób popijajacych cherry i omawiających swoje sukcesy, tudzież próżne mugolskie spekulacje na temat pożogi, która nawiedziła kraj. Ale on nie dbał o nich, mając ochotę skupiać się wyłącznie na celu, na trafieniu do dołka, na zaspokojeniu potrzeby... jakiejś. Bycia dobrym w czymś zapewne.
Początkowo zignorował też drugiego gracza, nocnego marka z wyboru a nie - jak w jego przypadku - konieczności. Ustawił białą piłeczkę, rozejrzał się by wyczuć z którego kierunku muska go jesienny wiatr przyjemnie dla odmiany nie pachnący spalenizną. Odwrócił się do worka z kijami i zaczął poszukiwać najodpowiedniejszego. Zmieniały się techniki, zmieniały i kije, szczęśliwie dla niego, starał się być możliwie na bieżąco, więc pachnący nowością sprzęt nie odstraszał go. Cóż, jego kij z 1624 już nie istniał, więc rocznik 1972 będzie równie dobry jak każdy inny.
Wyciągnął właściwy kij i spróbował rozluźnić kark poruszając głową to na prawo, to na lewo, pozwalając kręgom strzyknąć. Trochę lat minęło... 15? 20? Mugolski strój był dobrze uszyty, materiałowe niebieskie spodnie w kratę komplementowały jego smukłą sylwetkę, a kaszmirowy biały sweter zmiękczał górną część tułowia, przesłaniając karminowy kołnierzyk koszulki. Profesjonalne buty z niewielkimi kolcami w podeszwie, aby nie kusić losu, zwłaszcza, że nocą szczególnie trawa wilgotniała... Odetchnął, nie z konieczności, a z ochoty posmakowania chłodu nadchodzącej jesieni i zaczął się ustawiać by oddać strzał. Nie spodziewałby się wcale, że ktoś przed wymachem zamierzałby się doń odezwać. Nie było przecież powodu po temu, prawda?
To był zabawny sport.
Hrabiego zawsze bawiło to, jak ludzkość potrzebowała pomachać metalowym drągiem by rozładować napięcie i z czasem okazało się, że wygodniej macha się kijem do golfa niż mieczem.
Widział początki tej zabawy. Obserwował przez spory kawał czasu, jak ewoluowały jej zasady, gdyż kręcąc się wokół dworu musiał być na bieżąco. Musiał pamiętać kiedy dobrze machać kijem jak wyspiarze, kiedy lepiej nie...
Odświeżył sobie tę dyscyplinę dwie dekady temu i czasem wracał, choć oczywiście nie sprawiało mu to takiej satysfakcji jak uprawa róż. Teraz jednak nie było żadnych róż, więc pole golfowe wydawało mu się naturalną przestrzenią do spędzenia akurat tej nocy.
Przypadek? Jonathan zapewne miałby swoje bardzo gorzkie cztery knuty do wtrącenia w tej sprawie, ale tym razem rzeczywiście wampir nie był w żaden sposób winny nieobecności pewnego dyplomaty na umówionym spotkaniu. Zupełnie nieświadom wkraczał w połacie zieleni, przyjemnie łaskotany stonowanym oświetleniem pola. W klubie było kilka osób popijajacych cherry i omawiających swoje sukcesy, tudzież próżne mugolskie spekulacje na temat pożogi, która nawiedziła kraj. Ale on nie dbał o nich, mając ochotę skupiać się wyłącznie na celu, na trafieniu do dołka, na zaspokojeniu potrzeby... jakiejś. Bycia dobrym w czymś zapewne.
Początkowo zignorował też drugiego gracza, nocnego marka z wyboru a nie - jak w jego przypadku - konieczności. Ustawił białą piłeczkę, rozejrzał się by wyczuć z którego kierunku muska go jesienny wiatr przyjemnie dla odmiany nie pachnący spalenizną. Odwrócił się do worka z kijami i zaczął poszukiwać najodpowiedniejszego. Zmieniały się techniki, zmieniały i kije, szczęśliwie dla niego, starał się być możliwie na bieżąco, więc pachnący nowością sprzęt nie odstraszał go. Cóż, jego kij z 1624 już nie istniał, więc rocznik 1972 będzie równie dobry jak każdy inny.
Wyciągnął właściwy kij i spróbował rozluźnić kark poruszając głową to na prawo, to na lewo, pozwalając kręgom strzyknąć. Trochę lat minęło... 15? 20? Mugolski strój był dobrze uszyty, materiałowe niebieskie spodnie w kratę komplementowały jego smukłą sylwetkę, a kaszmirowy biały sweter zmiękczał górną część tułowia, przesłaniając karminowy kołnierzyk koszulki. Profesjonalne buty z niewielkimi kolcami w podeszwie, aby nie kusić losu, zwłaszcza, że nocą szczególnie trawa wilgotniała... Odetchnął, nie z konieczności, a z ochoty posmakowania chłodu nadchodzącej jesieni i zaczął się ustawiać by oddać strzał. Nie spodziewałby się wcale, że ktoś przed wymachem zamierzałby się doń odezwać. Nie było przecież powodu po temu, prawda?