19.07.2025, 00:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.07.2025, 00:50 przez Erik Longbottom.)
Rozchylił usta, jakby chciał jakoś skontrować słowa Nory, ale w pewnym momencie po prostu zabrakło mu słów. Bo co mógłby powiedzieć? Zapewniać ją, że wszystko było w porządku. A przynajmniej psychicznie czuł się lepiej niż wskazywał jego obecny wygląd? Rzucić tekstem, że przynajmniej wszyscy przeżyli? Cóż, na pewno był to jakiś atut. Przynajmniej kostucha chociaż pod tym względem tym razem oszczędziła Longbottomów. Wiele osób zapewne potraciło wielu przyjaciół i krewnych w pożarach w całej Anglii. Powinien się cieszyć, że oni stracili tylko Warownię. Koniec końców westchnął po prostu ciężko, wzruszając sztywno ramionami.
— Tak, to prawda. — Pokiwał głową na słowa Benjy'ego, niedługo później ściskając jego rękę na powitanie. — Na mieście mówi się, że ludzie widzieli w dymie jakieś kształty. Ludzkie sylwetki? Niektórzy porównywali je do Widm, które grasują obecnie w Kniei Godryka. — Jeśli ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości co do tego, że za Beltane i Spaloną Noc była odpowiedzialna ta sama grupa, to te plotki powinny to dość szybko rozwiać. — Jakby samo spalenie części Londynu i innych miast i miasteczek to było za mało, to teraz jeszcze to.
Pokiwał niespiesznie głową na słowa Corneliusa. Bez względu jak okropnie by to nie brzmiało, społeczeństwo czarodziejów i czarownic potrafiło nadzwyczajnie szybko przejść do porządku dziennego z podobnymi tragediami. Mogło ich otaczać cierpienie i ból, ale koniec końców podnosili się, aby pozbierać do kupy to co zostało zniszczone. Ludzka wytrwałość, którą łączyła zarówno czarodziejów i mugoli? A może należało się w tym dopatrywać wielopokoleniowej traumy? Schedy, która pomimo upływu lat przechodziła z ojca na syna lub z matki na córkę?
Jakby na to nie patrzeć nie był to pierwszy raz, kiedy jakiś czarnoksiężnik zagrażał bezpieczeństwu magicznego świata i sięgał po agresywne środki. O części z nich zapewne można było się dowiedzieć z kart podręczników do Historii Magii czy akt Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, ale można było też cofnąć się po prostu o jakieś pięćdziesiąt lat, kiedy to Grindelwald próbował swoich sił w obaleniu ówcześnie panującej władzy i transformacji społeczności na swoją modłę. Teraz przeżywali to samo tylko z Czarnym Panem w roli głównej. Po Beltane wrócili do normalności. Po Spalonej Nocy też im się to uda. Kiedyś. W końcu.
— Bimber... Cóż, działa — powiedział po chwili namysłu. — Wydaje mi się, że Malwa pracowała nad nim przez dłuższy czas próbując udoskonalić eee recepturę? Destylat? — Zmarszczył czoło. Nie znał się na bimbrownictwie. Zapewne był to jeden z powodów dla których skrzatka wyraziła zainteresowanie tą sztuką. Chociaż w tym znaczna część domowników nie mogła jej wyręczać na co dzień. — W każdym razie atakuje gardło i żołądek, a na dodatek rozbudza umysł.
Wysłuchał w osłupieniu doniesień Figg i Greengrassa. Przecież to zakrawało na jakiś nieśmieszny żart. Co to była za magia? Jakiej substancji użyli skoro poza łatwopalnością płomień nosił na sobie jeszcze dodatkowe znamiona czarnej magii, które przywiązały się do tutejszych budynków? Erik przymknął na chwilę oczy.
— Ogień naniósł na kamienicę klątwę? — dopytał pary, a jego zmęczone spojrzenie nagle stało się jeszcze bardziej zbolałe. — Już dawno nikt nie zapewnił Londynowi tylu atrakcji. Spalone budynki, dym z Widmami, ogień nanoszący przekleństwa na wszystko, czego się dotknie... Brakuje nam chyba tylko jakiejś epidemii od wdychania tego wszystkiego podczas tamtej nocy. To by było świetne podsumowanie całego tego cyrku.
— Tak, to prawda. — Pokiwał głową na słowa Benjy'ego, niedługo później ściskając jego rękę na powitanie. — Na mieście mówi się, że ludzie widzieli w dymie jakieś kształty. Ludzkie sylwetki? Niektórzy porównywali je do Widm, które grasują obecnie w Kniei Godryka. — Jeśli ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości co do tego, że za Beltane i Spaloną Noc była odpowiedzialna ta sama grupa, to te plotki powinny to dość szybko rozwiać. — Jakby samo spalenie części Londynu i innych miast i miasteczek to było za mało, to teraz jeszcze to.
Pokiwał niespiesznie głową na słowa Corneliusa. Bez względu jak okropnie by to nie brzmiało, społeczeństwo czarodziejów i czarownic potrafiło nadzwyczajnie szybko przejść do porządku dziennego z podobnymi tragediami. Mogło ich otaczać cierpienie i ból, ale koniec końców podnosili się, aby pozbierać do kupy to co zostało zniszczone. Ludzka wytrwałość, którą łączyła zarówno czarodziejów i mugoli? A może należało się w tym dopatrywać wielopokoleniowej traumy? Schedy, która pomimo upływu lat przechodziła z ojca na syna lub z matki na córkę?
Jakby na to nie patrzeć nie był to pierwszy raz, kiedy jakiś czarnoksiężnik zagrażał bezpieczeństwu magicznego świata i sięgał po agresywne środki. O części z nich zapewne można było się dowiedzieć z kart podręczników do Historii Magii czy akt Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, ale można było też cofnąć się po prostu o jakieś pięćdziesiąt lat, kiedy to Grindelwald próbował swoich sił w obaleniu ówcześnie panującej władzy i transformacji społeczności na swoją modłę. Teraz przeżywali to samo tylko z Czarnym Panem w roli głównej. Po Beltane wrócili do normalności. Po Spalonej Nocy też im się to uda. Kiedyś. W końcu.
— Bimber... Cóż, działa — powiedział po chwili namysłu. — Wydaje mi się, że Malwa pracowała nad nim przez dłuższy czas próbując udoskonalić eee recepturę? Destylat? — Zmarszczył czoło. Nie znał się na bimbrownictwie. Zapewne był to jeden z powodów dla których skrzatka wyraziła zainteresowanie tą sztuką. Chociaż w tym znaczna część domowników nie mogła jej wyręczać na co dzień. — W każdym razie atakuje gardło i żołądek, a na dodatek rozbudza umysł.
Wysłuchał w osłupieniu doniesień Figg i Greengrassa. Przecież to zakrawało na jakiś nieśmieszny żart. Co to była za magia? Jakiej substancji użyli skoro poza łatwopalnością płomień nosił na sobie jeszcze dodatkowe znamiona czarnej magii, które przywiązały się do tutejszych budynków? Erik przymknął na chwilę oczy.
— Ogień naniósł na kamienicę klątwę? — dopytał pary, a jego zmęczone spojrzenie nagle stało się jeszcze bardziej zbolałe. — Już dawno nikt nie zapewnił Londynowi tylu atrakcji. Spalone budynki, dym z Widmami, ogień nanoszący przekleństwa na wszystko, czego się dotknie... Brakuje nam chyba tylko jakiejś epidemii od wdychania tego wszystkiego podczas tamtej nocy. To by było świetne podsumowanie całego tego cyrku.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞