19.07.2025, 01:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.07.2025, 01:14 przez Lazarus Lovegood.)
Kura wędrowała pewnie przez las, a Lovegood wędrował razem z nią, nie wiedząc właściwie jak długo to trwało i czując się trochę jak bohater baśni czytanych w dzieciństwie. Czy dotrze do domku na kurzej nóżce? Pomyślał przelotnie, że jako klątwołamacz miałby być może niezłe szanse w starciu z Babą Jagą. A potem pomyślał, że trzeba dopytać lekarza, jakie są długofalowe efekty uboczne przyjmowanych przez niego leków i czy może nie pora zmniejszyć dawkę.
Kiedy zobaczył chatkę, z jednej strony odetchnął z ulgą, bo była całkiem zwykłą, beznogą chatką, pozbawioną ptasich akcentów, jeżeli nie liczyć przytulonego do niej kurniczka i w naturalny sposób upstrzonego piórami gruntu wokół niego. Z drugiej natomiast rozejrzał się niespokojnie, bo choć chatka stanowiła logiczną całość z kurniczkiem i kurą, to cały ten zestaw nijak nie pasował do głuszy, w której stał. Lazarus sięgnął po różdżkę - zwróconą z dobrowolnego depozytu w kwietniu, kiedy oceniono ryzyko, że skrzywdzi nią siebie lub kogoś innego jako wystarczająco niskie.
Charakterystyczne ptasie wołanie, które, jak się teraz zorientował, towarzyszyło mu od dłuższego czasu, rozległo się nagle bliżej za nim. Drgnął, zaskoczony, i odwrócił się, stając oko w oko z…
…ptakiem, z pewnością drapieżnym, raczej… za małym, żeby zaatakować kurę. Kania? Jastrząb? Ptaki nigdy nie były jego mocną stroną. Zaczął się powolutku cofać, tak, żeby nie stać plecami ani do jastrzębia, ani do uroczej chatki, i niespokojnie zerkać to na jedno, to na drugie. Kura zagdakała, całkiem nieporuszona tą sytuacją i obojętnie pomaszerowała w stronę kurniczka, dziubiąc to tu, to tam. Lazarus wreszcie natrafił plecami na szeroki pień starego drzewa i mając w ten sposób ubezpieczone plecy, rozejrzał się po obejściu. Śmiałość kury, jako ptaka domowego, był jeszcze w stanie zrozumieć, ale ten pierzasty drapieżnik zdecydowanie nie powinien siadać na gałęzi tak blisko niego. Ptaki nie chorowały przecież na wściekliznę, a Lazarus nie znał innej choroby, która znosiłaby wrodzony lęk dzikich zwierząt przed człowiekiem i jednocześnie atakowałaby ptactwo i występowałaby w Wielkiej Brytanii. A zatem… ptak musiał być magiczny. Metamorfomag, albo czyjś ptak pocztowy, albo iluzja, albo… - możliwości przelatywały przez głowę czarodzieja.
Być może powinien się deportować. Ciekawość jednak wzięła górę nad obawą - mógł zniknąć stąd w każdej chwili, gdyby doszło do ataku.
Kiedy zobaczył chatkę, z jednej strony odetchnął z ulgą, bo była całkiem zwykłą, beznogą chatką, pozbawioną ptasich akcentów, jeżeli nie liczyć przytulonego do niej kurniczka i w naturalny sposób upstrzonego piórami gruntu wokół niego. Z drugiej natomiast rozejrzał się niespokojnie, bo choć chatka stanowiła logiczną całość z kurniczkiem i kurą, to cały ten zestaw nijak nie pasował do głuszy, w której stał. Lazarus sięgnął po różdżkę - zwróconą z dobrowolnego depozytu w kwietniu, kiedy oceniono ryzyko, że skrzywdzi nią siebie lub kogoś innego jako wystarczająco niskie.
Charakterystyczne ptasie wołanie, które, jak się teraz zorientował, towarzyszyło mu od dłuższego czasu, rozległo się nagle bliżej za nim. Drgnął, zaskoczony, i odwrócił się, stając oko w oko z…
Wiedza o przyrodzie - czy Lazarus rozpozna krogulca, czy pomyli z jaszczembiem?
Rzut N 1d100 - 6
Akcja nieudana
Akcja nieudana
…ptakiem, z pewnością drapieżnym, raczej… za małym, żeby zaatakować kurę. Kania? Jastrząb? Ptaki nigdy nie były jego mocną stroną. Zaczął się powolutku cofać, tak, żeby nie stać plecami ani do jastrzębia, ani do uroczej chatki, i niespokojnie zerkać to na jedno, to na drugie. Kura zagdakała, całkiem nieporuszona tą sytuacją i obojętnie pomaszerowała w stronę kurniczka, dziubiąc to tu, to tam. Lazarus wreszcie natrafił plecami na szeroki pień starego drzewa i mając w ten sposób ubezpieczone plecy, rozejrzał się po obejściu. Śmiałość kury, jako ptaka domowego, był jeszcze w stanie zrozumieć, ale ten pierzasty drapieżnik zdecydowanie nie powinien siadać na gałęzi tak blisko niego. Ptaki nie chorowały przecież na wściekliznę, a Lazarus nie znał innej choroby, która znosiłaby wrodzony lęk dzikich zwierząt przed człowiekiem i jednocześnie atakowałaby ptactwo i występowałaby w Wielkiej Brytanii. A zatem… ptak musiał być magiczny. Metamorfomag, albo czyjś ptak pocztowy, albo iluzja, albo… - możliwości przelatywały przez głowę czarodzieja.
Być może powinien się deportować. Ciekawość jednak wzięła górę nad obawą - mógł zniknąć stąd w każdej chwili, gdyby doszło do ataku.