19.07.2025, 03:32 ✶
Na wspomnienie wczorajszej nocy poczuł jak włos syna karku stają mu dęba. Absolutnie była to szalona noc i to w zupełnie innym tego słowa znaczeniu niż sam by wolał to potem pamiętać. Ale kto wie co jeszcze przed nim, może miał świetlaną przyszłość wbrew pozorom? Tylko nie potrafił jej (o ironio) dostrzec.
Ten moment przypominał mu nieco ten czas kiedy wrócił z polowania na doppelgangera, tylko że to on się jej czepiał kurczowo. Chciał już rzucić jakimś dowcipem, że też się cieszy, że widzi ją całą i zdrową ale jak raz wykazał oznaki posiadania czegoś takiego jak zdrowy rozsądek i zamknął gębę, aby nie popsuć tej chwili.
Dlatego po prostu pozwolił się tulić niczym ukochana przytulanka po okropnie koszmarnym śnie - samemu chłonąc obecność tej drobnej istoty, którą wraz z bawiłem przygniatali teraz. Obecność Basiliusa za to byłą czymś nowym, nie wiedział czy dobrym czy ...
Nowy, lepszy model - jeszcze zobaczysz...
Głos w głowie również miał pożywkę z jego tymczasowego kalectwa. Kiedy pierwszy strach o Millie już minął i tak samo zadowolenie z tego, że nic jej nie jest już opadło to w głowie faktycznie pojawiły mu się wątpliwości. Czy to po tym co jej wczoraj wyznał? Wystraszył ją? To dlatego wybrała sen na podłodze? Tak intensywnie o tym wszystkim myślał, że pewnie gdyby mógł, to by teraz z uszu leciała mu taka para że Ekspres Hogwart by mógłby być zazdrosny. Na nic nie wpadł, niczego nie wymyślił i miał jeszcze więcej niezadanych pytań niż wcześniej - ale chociaż liczba odpowiedzi była taka sama.
Za to dał się rozproszyć miłym poczuciem bezpiecznej przyjemności, kiedy to kurczowy ucisk stał się przyjemnym głaskaniem między łopatkami - aż bezwiednie zamruczał jak kot zadowolony z głasków.
- Ja się nigdzie nie wybieram - wymruczał i zaraz dodał - A nawet jakbym był tak głupi i chciał, to zanim bym znalazł wyjście byś mnie zdążyła spacyfikować - żartobliwe nuty dość jasno zdradzały, że wręcz uśmiecha się podczas mówienia tych słów. - Leż, kawa nie zając, też musisz odpoczywać - tak po prawdzie to egoistycznie po prostu chciał spędzić tak jak najwięcej czasu - nawet jeśli obecność Prewetta go nieco krępowała.
Cichy, krótki chichot wyrwał się z jego ust na wspomnienie raju.
- Oczywiście, mamy długie sukienki z olśniewającej bieli, piękne aureole połyskujące nam nad głowami i obaj śpiewamy w chórze. Wiesz jaka to frajda tak podrzeć nieco ryja? - chichot na porów wyrwał mu się z gardła niekontrolowanie. Chyba ewidentnie uderzył się w głowę zbyt mocno wczoraj.
- Obudziłem się czując jakby przebiegło po mnie stado hipogryfów... - zaczął - Więc nie jesteśmy w raju, ale w piekle chyba też nie... Nie jestem pewien, nie poznaje okolicy z widoku. - dodał jeszcze.
Ten moment przypominał mu nieco ten czas kiedy wrócił z polowania na doppelgangera, tylko że to on się jej czepiał kurczowo. Chciał już rzucić jakimś dowcipem, że też się cieszy, że widzi ją całą i zdrową ale jak raz wykazał oznaki posiadania czegoś takiego jak zdrowy rozsądek i zamknął gębę, aby nie popsuć tej chwili.
Dlatego po prostu pozwolił się tulić niczym ukochana przytulanka po okropnie koszmarnym śnie - samemu chłonąc obecność tej drobnej istoty, którą wraz z bawiłem przygniatali teraz. Obecność Basiliusa za to byłą czymś nowym, nie wiedział czy dobrym czy ...
Nowy, lepszy model - jeszcze zobaczysz...
Głos w głowie również miał pożywkę z jego tymczasowego kalectwa. Kiedy pierwszy strach o Millie już minął i tak samo zadowolenie z tego, że nic jej nie jest już opadło to w głowie faktycznie pojawiły mu się wątpliwości. Czy to po tym co jej wczoraj wyznał? Wystraszył ją? To dlatego wybrała sen na podłodze? Tak intensywnie o tym wszystkim myślał, że pewnie gdyby mógł, to by teraz z uszu leciała mu taka para że Ekspres Hogwart by mógłby być zazdrosny. Na nic nie wpadł, niczego nie wymyślił i miał jeszcze więcej niezadanych pytań niż wcześniej - ale chociaż liczba odpowiedzi była taka sama.
Za to dał się rozproszyć miłym poczuciem bezpiecznej przyjemności, kiedy to kurczowy ucisk stał się przyjemnym głaskaniem między łopatkami - aż bezwiednie zamruczał jak kot zadowolony z głasków.
- Ja się nigdzie nie wybieram - wymruczał i zaraz dodał - A nawet jakbym był tak głupi i chciał, to zanim bym znalazł wyjście byś mnie zdążyła spacyfikować - żartobliwe nuty dość jasno zdradzały, że wręcz uśmiecha się podczas mówienia tych słów. - Leż, kawa nie zając, też musisz odpoczywać - tak po prawdzie to egoistycznie po prostu chciał spędzić tak jak najwięcej czasu - nawet jeśli obecność Prewetta go nieco krępowała.
Cichy, krótki chichot wyrwał się z jego ust na wspomnienie raju.
- Oczywiście, mamy długie sukienki z olśniewającej bieli, piękne aureole połyskujące nam nad głowami i obaj śpiewamy w chórze. Wiesz jaka to frajda tak podrzeć nieco ryja? - chichot na porów wyrwał mu się z gardła niekontrolowanie. Chyba ewidentnie uderzył się w głowę zbyt mocno wczoraj.
- Obudziłem się czując jakby przebiegło po mnie stado hipogryfów... - zaczął - Więc nie jesteśmy w raju, ale w piekle chyba też nie... Nie jestem pewien, nie poznaje okolicy z widoku. - dodał jeszcze.