19.07.2025, 22:18 ✶
— Trudno mi na to odpowiedzieć — odparł z kwaśną miną, ledwo powstrzymując się przed tym, żeby nie podrapać się czubkiem różdżki po potylicy. Zupełnie jakby gest ten miał jakoś rozbudzić jego rozleniwione szare komórki, które zdawały się nadal dochodzić do siebie po koszmarze Spalonej Nocy. — Musiałbym popytać siostry, tak myślę. Ona częściej zajmuje się truposzami ode mnie. Można by wręcz powiedzieć, że to jej konik.
Wzdrygnął się na brzmienie własnych słów, mimowolnie zerkając w stronę witryny wychodzącej na główną ulicę. Jeszcze parę dni temu mógłby z dumą rozpowiadać, ze zmarłych widywał co najwyżej na pogrzebach i starych zdjęciach z albumów lub gazet. No i w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie w formie duchów, ale to raczej nie do końca się liczyło, skoro rozmawiali o trupach trupach. Tak było do niedawna i ten stan rzeczy całkiem mu odpowiadał.
A potem podczas pożarów był świadkiem tego, jak jeden przypadkowy facet dokonał samozapłonu. Czy właściciele okolicznych lokali znaleźli jakiś martwych ludzi, kiedy przybyli do magicznej dzielnicy, aby sprawdzić straty po Spalonej Nocy. Elias pokręcił gwałtownie głową. Nie powinien się teraz na tym skupiać. Miał inne rzeczy do roboty. Poza tym nie był medykiem. Nie był nekromantą. Był tylko szklarzem, więc tak naprawdę jego ingerencja na nic dobrego by się nie zdała, gdyby wylądował w takiej sytuacji.
— Chociaż nie przypominam sobie, żeby krew miała cokolwiek wspólnego z nieśmiertelnością lub wracaniem z martwych — dodał na koniec dość niepewnym tonem. Reszta rodziny wyrażała duże większe zainteresowanie naukami przyrodniczymi od niego. — Co... hmm… ty o tym myślisz? Albo słyszałeś?
Zasalutował krótko mężczyźnie, gdy ten nazwał go kapitanem.
— Jeśli kiedyś znudzi ci się pływanie na otwartych wodach, to przynajmniej wiesz, ze zawsze możesz otworzyć firmę od sprzątania i remontów — pochwalił Nicholasa, wychylając się zza lady, co by przyjrzeć się efektom rzuconego zaklęcia. — Oby tylko z całą resztą poszło tak łatwo... Cholera wie, co było w tym dymie i pyle. — Westchnął żałośnie. — Ministerstwo powinno zorganizować jakąś swoją ekipę od tego wszystkiego. Skoro ten ogień był na tyle dziki, że rozlał się po całym kraju, to kto wie, czy nie ma w tym jakiegoś zagrożenia...biologicznego. Albo epidemiologicznego!
Elias bywał podatny na sugestie w kwestii tego rodzaju historii. Może to wszystko był jakiś spisek, a głównym celem ataku na Londyn wcale nie było spalenie części magicznej dzielnicy, a zaaplikowanie czegoś mieszkańcom? Dymu halucynogennego? A może chodziło o testowanie jakiejś choroby i zarażenie jak największej ilości osób z tego regionu kraju? Gdzieś z tyłu głowy Bletchleya zaczynała palić się czerwona lampka...
Wzdrygnął się na brzmienie własnych słów, mimowolnie zerkając w stronę witryny wychodzącej na główną ulicę. Jeszcze parę dni temu mógłby z dumą rozpowiadać, ze zmarłych widywał co najwyżej na pogrzebach i starych zdjęciach z albumów lub gazet. No i w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie w formie duchów, ale to raczej nie do końca się liczyło, skoro rozmawiali o trupach trupach. Tak było do niedawna i ten stan rzeczy całkiem mu odpowiadał.
A potem podczas pożarów był świadkiem tego, jak jeden przypadkowy facet dokonał samozapłonu. Czy właściciele okolicznych lokali znaleźli jakiś martwych ludzi, kiedy przybyli do magicznej dzielnicy, aby sprawdzić straty po Spalonej Nocy. Elias pokręcił gwałtownie głową. Nie powinien się teraz na tym skupiać. Miał inne rzeczy do roboty. Poza tym nie był medykiem. Nie był nekromantą. Był tylko szklarzem, więc tak naprawdę jego ingerencja na nic dobrego by się nie zdała, gdyby wylądował w takiej sytuacji.
— Chociaż nie przypominam sobie, żeby krew miała cokolwiek wspólnego z nieśmiertelnością lub wracaniem z martwych — dodał na koniec dość niepewnym tonem. Reszta rodziny wyrażała duże większe zainteresowanie naukami przyrodniczymi od niego. — Co... hmm… ty o tym myślisz? Albo słyszałeś?
Zasalutował krótko mężczyźnie, gdy ten nazwał go kapitanem.
— Jeśli kiedyś znudzi ci się pływanie na otwartych wodach, to przynajmniej wiesz, ze zawsze możesz otworzyć firmę od sprzątania i remontów — pochwalił Nicholasa, wychylając się zza lady, co by przyjrzeć się efektom rzuconego zaklęcia. — Oby tylko z całą resztą poszło tak łatwo... Cholera wie, co było w tym dymie i pyle. — Westchnął żałośnie. — Ministerstwo powinno zorganizować jakąś swoją ekipę od tego wszystkiego. Skoro ten ogień był na tyle dziki, że rozlał się po całym kraju, to kto wie, czy nie ma w tym jakiegoś zagrożenia...biologicznego. Albo epidemiologicznego!
Elias bywał podatny na sugestie w kwestii tego rodzaju historii. Może to wszystko był jakiś spisek, a głównym celem ataku na Londyn wcale nie było spalenie części magicznej dzielnicy, a zaaplikowanie czegoś mieszkańcom? Dymu halucynogennego? A może chodziło o testowanie jakiejś choroby i zarażenie jak największej ilości osób z tego regionu kraju? Gdzieś z tyłu głowy Bletchleya zaczynała palić się czerwona lampka...