- W takim wypadku ze swoimi kolorami mogę być drogowskazem dla wszystkich zagubionych. - Rzuciła jeszcze bardzo lekko w stronę Corneliusa uśmiechając się przy tym. Nie traktowała tego szczególnie poważnie, ale nie dało się ukryć, że faktycznie wyróżniała się nieco na tle większości ludzi, tak samo jak jej klubokawiarnia wyróżniała się na tle innych lokali przy ulicy Pokątnej.
- Być może, a może po prostu mam to gdzieś. - Wzruszyła ramionami, gdy usłyszała słowa Ambroisa. Nie dało się nie zauważyć, że Norka nieco odżyła, mimo problemów, które pojawiły się w jej życiu przez pożary wydawała się być całkiem optymistycznie nastawiona do tego, co działo się wokół niej. Coś się kończy, a coś zaczyna. Miała sporo planów na nadchodzące dni, wypadało jednak najpierw ogarnąć jej miejsce na ziemi, bo trochę ucierpiało podczas tego wszystkiego.
- Tak, zainwestowałam w te zabezpieczenia dosyć sporo, a nic nie dały. - Odparła jeszcze znad owoców, którymi się aktualnie zajmowała. Dbała o to miejsce, przygotowywała się na różne ewentualności, ale nic to nie dało. Cukiernia nie powinna zająć się ogniem, ale jednak jakoś do tego doszło. Zapewne była w to zamieszane jakieś czarnomagiczne zaklęcia, bo niby jak inaczej można by to wytłumaczyć? Figgówna może nie znała się na tym jakoś szczególnie, ale posiadała elementarną wiedzę. Umiała łączyć kropki, mimo, że była tylko i wyłącznie nic nie znaczącym rzemieślnikiem.
- Myślisz, że widma wyszły z Kniei? - Przeniosła spojrzenie na Erika. Faktycznie coś takiego padło na spotkaniu Zakonu Feniksa, ale trochę powątpiewała w to, że stało się tak naprawdę, chyba pozostawiłyby za sobą więcej trupów. Właściwie to nie była szczególnie zaznajomiona z tematem więc może nie powinna się wypowiadać.
- W przypadku Malwy może to być zdradliwe. - Miała doświadczenie w testowaniu jej wyrobów i nigdy nie kończyło się to zbyt dobrze. Skrzatka naprawdę była mocno zaangażowana w to zajęcie, ale właśnie, nie do końca posiadała wyczucie... Cóż, dzisiaj będą mogli razem sprawdzić, co udało jej się wymyślić, zdecydowanie wolała smakować produktów wujka Otto, ale nie zamierzała podcinać skrzydeł skrzatce.
Przeniosła spojrzenie na Fenwicka, który znajdował się tuż obok. Mierzyła go wzrokiem krótką chwilę. - Wyglądasz na kogoś, kto potrafi się obsługiwać nożem. - Skoro miała do dyspozycji tyle osoby, to warto było wykorzystać ich wszystkie ukryte talenty. - Przejmij więc to stanowisko. - Przesunęła się nieco, by zrobić mu miejsce przy blacie, gdzie znajdowała się deska i nóż. - W ćwiartki proszę. - Cytryny i limonki, nie było to szczególnie skomplikowane, ale nie miała dla niego ciekawszego zajęcia.
Uniosła wzrok znad blatu po raz kolejny tego wieczora, kiedy Cornelius się odezwał. Słuchała uważnie tego, co miał do powiedzenia. Nie umknęło jej to, w jaki sposób wyrażał się o ministerstwie. Najwyraźniej mieli podobne podejście, nie, żeby Nora była jakoś szczególnie zainteresowana tematem, bo zupełnie inaczej widziało się wszystko, kiedy się z nimi współpracowało, ona jako zwyczajny zjadacz chleba po prostu widziała niedociągnięcia, czy braki, które miały wpływ na prostych ludzi.
- Mam nadzieję, że ominiemy ten podpunkt, ostatnio i tak nie nadążam z produkcją eliksirów na wszystkie możliwe przypadłości. - Brakowało im do szczęścia tylko epidemii, zdecydowanie wolałaby jej uniknąć. Oczywiście nie odmówiłaby pomocy swoim najbliższym, ale wiedziała, że będzie się to wiązało z kolejnym nadmiarem obowiązków. Ostatnio brała na siebie zbyt wiele, ale nie umiała odmawiać, co nie było zbyt dobrą cechą.
- Moździerz. - Przesunęła go w stronę Corio. Skoro chciał się na coś przydać, to musiała mu znaleźć jakieś zajęcie. Nie przywykła do dzielenia się obowiązkami, ale chyba nie szło jej to tak znowu najgorzej. - Mięta i bazylia, stoją na parapecie. - Dodała jeszcze, żeby dokładnie wiedział czym się ma zająć. Póki co, nie zapytała jeszcze dokładnie o gusta swoich towarzyszy, ale na to też przyjdzie odpowiedni moment.