20.07.2025, 15:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.07.2025, 15:22 przez Lazarus Lovegood.)
Otoczenie było sielankowe, ale i przedziwne i Lazarus odruchowo rozczapierzył palce wolnej dłoni i spojrzał na nie. Raz, dwa, trzy, cztery, pięć. Nie łączyły się ani nie rozdzielały. Był trochę za daleko, żeby rzucić czymś w domek, żeby sprawdzić, czy nie jest jednak polekową halucynacją, a w zwierzęta jakoś głupio było ciskać szyszkami, zwłaszcza gdy był obserwowany przez tego jastrzębia. Sokoła. Westchnął sfrustrowany. Koniecznie będzie musiał zdobyć jakiś atlas ptaków.
Na dźwięk słów wypowiedzianych przez nieznajomego, Lazarus odwrócił się, nadal nie oddalając się od osłaniającego mu tyły drzewa. A więc jednak metamorfomag. Młody człowiek, który stanął przed nim wyglądał dokładnie tak, jak mógłby wyglądać mieszkaniec domku w jej sercu.
Lovegood zmierzył go wzrokiem. Czy był odważny? Nie zastanawiał się nad tym - odwaga znaczyła dla każdego coś innego. Były w jego życiu chwile, kiedy w obliczu niebezpieczeństwa po prostu nie myślał o strachu i były takie, kiedy nie był w stanie pokonać swojego lęku i zrobić tego, co logiczne i właściwe Czy był głupi? Wśród wszystkich rzeczy, które myślał na swój temat, ta akurat pojawiała się dość rzadko. Czy samotne błąkanie się po lesie było niebezpieczne? Być może. Być może nie. Być może człowiek nie czujący się bezpiecznie we własnej głowie miał zaburzone poczucie tego, co jest, a co nie jest bezpieczne.
Póki co, największym potencjalnym niebezpieczeństwem, jakie tu napotkał, był metamorfomag z siekierą u pasa. Podejrzanie spokojny, jeżeli o tym mowa.
- Grozisz mi? - zapytał nie opuszczając różdżki, bez agresji, ale i bez strachu.
Na dźwięk słów wypowiedzianych przez nieznajomego, Lazarus odwrócił się, nadal nie oddalając się od osłaniającego mu tyły drzewa. A więc jednak metamorfomag. Młody człowiek, który stanął przed nim wyglądał dokładnie tak, jak mógłby wyglądać mieszkaniec domku w jej sercu.
Lovegood zmierzył go wzrokiem. Czy był odważny? Nie zastanawiał się nad tym - odwaga znaczyła dla każdego coś innego. Były w jego życiu chwile, kiedy w obliczu niebezpieczeństwa po prostu nie myślał o strachu i były takie, kiedy nie był w stanie pokonać swojego lęku i zrobić tego, co logiczne i właściwe Czy był głupi? Wśród wszystkich rzeczy, które myślał na swój temat, ta akurat pojawiała się dość rzadko. Czy samotne błąkanie się po lesie było niebezpieczne? Być może. Być może nie. Być może człowiek nie czujący się bezpiecznie we własnej głowie miał zaburzone poczucie tego, co jest, a co nie jest bezpieczne.
Póki co, największym potencjalnym niebezpieczeństwem, jakie tu napotkał, był metamorfomag z siekierą u pasa. Podejrzanie spokojny, jeżeli o tym mowa.
- Grozisz mi? - zapytał nie opuszczając różdżki, bez agresji, ale i bez strachu.