Słowo się rzekło, a termin został przyklepany. Stanley nie miał innej opcji, niż ta, która mówiła, że musi się zjawić na spotkanie z Nicholasem. Sam mógł nie czuć się do końca dobrze, trochę jeszcze dawała się we znaki rana. W końcu nie rzucał słów na wiatr i nie miał zamiaru wystawić kuzyna w takiej sytuacji - nawet jeżeli lekarz zaleciłby mu kilka dodatkowych dni odpoczynku.
Bez zbędnego pośpiechu, ale z zachowaniem punktualności, zjawił się na miejscu. Powolnym krokiem wszedł do środka, rozglądając się po okolicy. Dostrzeżenie Traversa nie należało do rzeczy szczególnie trudnych, zwłaszcza, że siedział na środku i wyglądał na kogoś, kto oczekuje gości. Los chciał, że tym gościem był Stanley we własnej osobie.
- Witaj - skierował swoje słowa w kierunku Nicholasa, przyglądając się jego różdżce na stole. Jako, że nie miał nic do ukrycia, zrobił to samo - odłożył swoją różdżkę na stół, aby mieli jasność co do własnych intencji. W życiu by go nie oskarżył o próbę zdrady, zamachu czy pułapkę. Nie, nic z tych rzeczy. Travers taki nie był.
- Mam nadzieję, że się nie spóźniłem - dodał, podchodząc bliżej swojego rozmówcy - Jeżeli tak, cóż, przepraszam i dziękuję, że poczekałeś - uśmiechnął się pod nosem, zatrzymując się krok przed organizatorem.
Borgin wyciągnął dłoń. Miał zamiar przywitać się z Nicholasem. Drugą dłonią sięgnął po paczkę papierosów, a następnie zbliżył ją do ust i sięgnął po nikotynowego przyjaciela. Pakunek położył na stole, co by kuzyn mógł się poczęstować.
- Jeżeli to kolejna próba terapii, czy innego dopytywania się o stan mojego zdrowia fizyczne i psychicznego, odpowiadam, że jest w porządku. Nie potrzebuję terapeuty - zakomunikował, odpalając przy tym papierosa. Chwilę później zaciągnął się nim, a na twarzy dało się dostrzec ulgę i rozkosz, która brała górę nad Stanleyem - Zwłaszcza jeżeli jest to jakiś spisek z Rodolphusem. Już mi wystarczy jego gadek, porad życiowych i tego wszystkiego, co on tam ma do powiedzenia - kontynuował, a w międzyczasie opadł na jakieś wolne krzesło - Przynajmniej na jakiś czas - parsknął pod nosem, milknąć na kilkanaście sekund. Trochę zbierał myśli. Trochę zastanawiał się nad tym co powiedzieć dalej.
- No chyba, że to co innego - wzruszył lekko ramionami - Wtedy zamieniam się w słuch - skwitował, skupiając pełnię uwagi na Nicholasie.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972