Ja Ci kurwa dam opryskliwy, Ty gówniarzu mały, zafajdany Przeklinał w myślach Rodolphusa, klnąc na niego i zastanawiając się nad jednym. Powinien już w niego wjeżdżać z pięściami, czy jeszcze za chwilę? To było pytanie wieczoru, a podpowiedź prowadzącego, mówiła, że należało się jeszcze wstrzymać. Dać mu ostatnią szansę na sprostowanie i wyjście z twarzą. Takie to trochę dwuznaczne w obecności Borgina.
Stanley ciężko westchnął, a następnie spojrzał w kierunku podłogi, którą miał pod swoimi stopami. Pokręcił przecząco głową z dezaprobatą na poczynania tego młodzieńca. Co miał mu powiedzieć? Po prostu brakowało mu słów.
- Tak. Brawo. Rozgryzłeś mnie w pełni - przeniósł z powrotem wzrok w kierunku Lestrange'a - Powiedziałbym Ci abyś spierdalał... Ale jesteśmy dżentelmenami, prawda? Więc powiem, że tak. Taka jest prawda. Nie jesteś pierwszą i pewnie też nie jesteś ostatnią osobą, która to zrobi. Bardzo wiele osób zaczęło się nagle mną interesować - przyznał - I nie chodzi mi o samą Harper Moody - wyjaśnił, przypominając o swojej ulubienicy z Ministerstwa. Nie mógł zapomnieć o Brennie, chociaż ona była jego ulubienicą z brygady, a tamta wiedźma z biura Aurorów.
Nie przyszli tutaj na jakąś terapię wsparcia czy inne kółko Anonimowych (Z)Avadowców. Mieli ważniejsze rzeczy do roboty, ot chociażby grę w pokera. Nic więc dziwnego, że Borgin oczekiwał rozdania jak kolejnej dawki nikotyny we własnym krwioobiegu.
Z niedowierzaniem patrzył na te całe sztuczki Rodolphusa. Skąd on te wszystkie, dziwne rzeczy brał? Jakieś dementorki w kapturkach, chuje-muje, dzikie węże. Czy on naprawdę nie miał co robić po godzinach?
- To akurat brzmi jak pozytyw - stwierdził, podnosząc własne karty - Wymień jakiś negatyw tego powieszenia się, a przyznam Ci rację - uśmiechnął się na tę jego troskę. Udawaną czy nie, ale jednak troskę. Tylko czy to była troska, a może jakaś z masek, które przyjmowali Śmierciożercy? Nikt nie chciał pokazać prawdziwego "ja".
Borgin zastukał melodycznie w blat stołu, unosząc brew w zdziwieniu. Jak mamy tym grać w pokera? Nie wiedział jeszcze. Nie miał jednak zamiaru się tym zamęczać, wszak miał inny pomysł.
- Masz otwarcie? - podniósł wzrok z nad kart, strzepując popiół do popielniczki - Przypomnę, że jest od pary dam w górę - dodał, skupiając wzrok na tych kurwikach w oczach Rodolphusa, całkowicie ignorując dementorka.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972