21.07.2025, 21:21 ✶
- W basenie - kiwnął głową, ale Brenna nie zadała bardzo ważnego pytania na temat tego, dlaczego w ogóle się w nim znaleźli, dlatego Bulstrode grzecznie wyminął prowadzące ku temu powody. Te nie były aż takie złe, ale ich wyczucie czasu było jego zdaniem zwyczajnie kiepskie. Z resztą, gdyby podszedł do tego na chłodno i przyjrzał się wszystkiemu, jeszcze musiałby się mniej ich czepiać, a na to nie mógł sobie pozwolić. - I wszędzie ten cholerny piasek - westchnął, autentycznie tym faktem nieco podłamany. - Wiesz, ja mam wrażenie, że dla nich to tutaj panuje straszna nuda. Szaro, więcej pada jak jest słońca. No, przynajmniej zachmurzenie duże na przestrzeni roku... No i zimno - wzruszył ramionami, bo w sumie tak jak oni narzekali na to wszystko, tak pewnie rodowici Egipcjanie mieli swoje własne problemy po pojawieniu się na wyspach.
- Hm? - obejrzał się na nią, wreszcie przyglądając się jej z większą uwagą, zamiast z zainteresowaniem patrzeć na drzewa; szare, obgryzione z liści i może trochę upiorne, owszem, ale nie bardziej od innych miejsc gdzie panowała ograniczona wegetacja. - Nie wyglądają... - zaryzykował, ale nie mógł zaprzeczyć, że coś było nie tak. Nie chodziło o drzewa, bo te dla niego wciąż wyglądały normalnie, a okolica była dokładnie tak samo ponura i szara jak wcześniej. Cokolwiek działo się dookoła i cokolwiek Zagajnik próbował zrobić, albo go to nie dotyczyło albo z jakiegoś powodu zwyczajnie nie działało. Widział jednak niepokój, jakim zdawała się emanować Brenna i wystarczyło mu, ze dla niej to było prawdziwe.
- Czy oni nie mają własnych rąk, żeby sobie zrobić ten lunch? - zapytał, dając się bez oporu porwać i zaprowadzić dalej, z daleka od tego miejsca. Mógłby też złośliwie zapytać, czy Moody nie mógł liczyć na obiady u Botta, ale niezbyt był zaznajomiony z ich relacją. Niemniej jednak zawsze wydawało mu się to odrobinę dziwne, jak Longbottom z uporem maniaka karmiła momentami połowę biura.
- Hm? - obejrzał się na nią, wreszcie przyglądając się jej z większą uwagą, zamiast z zainteresowaniem patrzeć na drzewa; szare, obgryzione z liści i może trochę upiorne, owszem, ale nie bardziej od innych miejsc gdzie panowała ograniczona wegetacja. - Nie wyglądają... - zaryzykował, ale nie mógł zaprzeczyć, że coś było nie tak. Nie chodziło o drzewa, bo te dla niego wciąż wyglądały normalnie, a okolica była dokładnie tak samo ponura i szara jak wcześniej. Cokolwiek działo się dookoła i cokolwiek Zagajnik próbował zrobić, albo go to nie dotyczyło albo z jakiegoś powodu zwyczajnie nie działało. Widział jednak niepokój, jakim zdawała się emanować Brenna i wystarczyło mu, ze dla niej to było prawdziwe.
- Czy oni nie mają własnych rąk, żeby sobie zrobić ten lunch? - zapytał, dając się bez oporu porwać i zaprowadzić dalej, z daleka od tego miejsca. Mógłby też złośliwie zapytać, czy Moody nie mógł liczyć na obiady u Botta, ale niezbyt był zaznajomiony z ich relacją. Niemniej jednak zawsze wydawało mu się to odrobinę dziwne, jak Longbottom z uporem maniaka karmiła momentami połowę biura.