15.02.2023, 19:31 ✶
Poza kilkoma złamanymi gałązkami we włosach, a także kilkoma zeschniętymi liśćmi, które leżały na ziemi prawdopodobnie od zeszłej jesieni, Cecily wyglądała w porządku. Oczywiście szybko się otrzepała, a fryzurę doprowadziła do względnego porządku (choć niechybnie pewne elementy ściółki i tak będą wylatywać spomiędzy jej włosów co najmniej do jutra).
- Spokojnie, nic mi nie będzie. Kilka siniaków w tę czy w tę różnicy mi nie robi, notorycznie z czegoś spadam lub w coś wchodzę. Jestem ślepa jak kret i powabna jak słoń w składzie porcelany - wyjaśniła, a przy tym machnęła ręką, jakby naprawdę była zaprawiona w boju z własnym niedorobieniem i nie pozwalała temu się zniechęcać. Lupin była osobą, której drobne niepowodzenia absolutnie nie zniechęcały.
Racją było, że we dwójkę szansa na zwrócenie uwagi zwierząt była mniejsza. Lecz w tym wypadku Giovanni niechybnie na myśli miał statystyczną dwójkę osób, bo jeśli wziąć pod uwagę Cecylię wchodzącą w co drugie drzewo i obowiązkowo potykającą się co sto metrów na jakimś kamieniu, to chyba się grubo przeliczył. Jeśli w krzakach czyhał na nich jakiś garboróg, to nie dawał znaków życia tylko i wyłącznie dlatego, żeby panna Lupin przez przypadek nie staranowała i jego.
- Och, mapa się na pewno przyda, słuch może przecież zawodzić - przyznała, aczkolwiek nadal szła w kierunku szumiącej wody. Uznała to za bardzo sprytne, że Urquart zaczarował mapę i w sumie zmienił ją w kompas. - Nie możemy przecież marnować czasu, Arabella nie ma tego komfortu. Niech no ja tylko dorwę tego, który ją tak urządził... - mruknęła w gniewie, wyglądając na prawdziwie zdeterminowaną, by wklepać komukolwiek, kto ośmielił się przekląć czarownicę. Nawet jeśli kobieta nie byłaby istotnym filarem Zakonu, jeśli tylko mogłaby jej pomóc, Ceci zrobiłaby to.
- Oj, trzeba będzie zejść z górki - powiedziała, kiedy dotarli do dosyć spadzistego terenu. - Nie widzę drogi na około, która by była nieco łagodniejsza. Ale z drugiej strony, mojemu wzrokowi nie można ufać. Chcemy poszukać bezpieczniejszego zejścia, czy jedziemy po błocie w dół? W sumie to prawie jak zjeżdżalnia - Uznała, po czym podparła się pod boki, patrząc na Gio wyczekująco.
- Spokojnie, nic mi nie będzie. Kilka siniaków w tę czy w tę różnicy mi nie robi, notorycznie z czegoś spadam lub w coś wchodzę. Jestem ślepa jak kret i powabna jak słoń w składzie porcelany - wyjaśniła, a przy tym machnęła ręką, jakby naprawdę była zaprawiona w boju z własnym niedorobieniem i nie pozwalała temu się zniechęcać. Lupin była osobą, której drobne niepowodzenia absolutnie nie zniechęcały.
Racją było, że we dwójkę szansa na zwrócenie uwagi zwierząt była mniejsza. Lecz w tym wypadku Giovanni niechybnie na myśli miał statystyczną dwójkę osób, bo jeśli wziąć pod uwagę Cecylię wchodzącą w co drugie drzewo i obowiązkowo potykającą się co sto metrów na jakimś kamieniu, to chyba się grubo przeliczył. Jeśli w krzakach czyhał na nich jakiś garboróg, to nie dawał znaków życia tylko i wyłącznie dlatego, żeby panna Lupin przez przypadek nie staranowała i jego.
- Och, mapa się na pewno przyda, słuch może przecież zawodzić - przyznała, aczkolwiek nadal szła w kierunku szumiącej wody. Uznała to za bardzo sprytne, że Urquart zaczarował mapę i w sumie zmienił ją w kompas. - Nie możemy przecież marnować czasu, Arabella nie ma tego komfortu. Niech no ja tylko dorwę tego, który ją tak urządził... - mruknęła w gniewie, wyglądając na prawdziwie zdeterminowaną, by wklepać komukolwiek, kto ośmielił się przekląć czarownicę. Nawet jeśli kobieta nie byłaby istotnym filarem Zakonu, jeśli tylko mogłaby jej pomóc, Ceci zrobiłaby to.
- Oj, trzeba będzie zejść z górki - powiedziała, kiedy dotarli do dosyć spadzistego terenu. - Nie widzę drogi na około, która by była nieco łagodniejsza. Ale z drugiej strony, mojemu wzrokowi nie można ufać. Chcemy poszukać bezpieczniejszego zejścia, czy jedziemy po błocie w dół? W sumie to prawie jak zjeżdżalnia - Uznała, po czym podparła się pod boki, patrząc na Gio wyczekująco.