21.07.2025, 23:25 ✶
Knajpy miały to do siebie, że bywały miejscami w miarę towarzyskimi. Nawet jak się chciało posiedzieć trochę samemu, to istniało wysokie prawdopodobieństwo, że jakiś zmartwiony życiem ćwok i tak się dosiądzie i może z tego rozwinie się jakaś głębsza znajomość. Atreus w sumie był gotowy na tego typu ewentualność, ale może nie tak szybko i przede wszystkim - nie ze strony jakiejś baby.
Spojrzał na nią, trochę skonsternowany, bo nie pojawiło się ani dzień dobry, ani spierdalaj tylko jakiś dziwny, nieoczekiwany potok słów, jakby w ogóle nie przeszkadzało jej gadanie o tego typu sprawach w miejscu publicznym. To nie było tak, że Atreus swoich poglądów się wstydził, ale wychodził z założenia, podobnie z resztą jak większość społeczeństwa chyba, że lepiej to było zachować albo dla siebie, albo dla znajomych twarzy i prywatności jaką dawały znajome cztery ściany. Tu natomiast, pośrodku Dziurawego Kotła, coś takiego jak prywatność nie istniała - tylko niskie ryzyko, że ktoś nie zwróci na ciebie kompletnie uwagi.
Wyprostował się na swoim krześle niemal machinalnie, nieco sceptycznym spojrzeniem lustrując ją od stóp do głów, jakby dając jej ostatnią szansę na bycie rozpoznaną i tym samym wybaczyć jej obcesowość. Niestety, zostawała dokładnie tak samo nierozpoznawalna jak wcześniej, nawet jeśli żółty sweter czy czerwone okulary wręcz krzyczały, by zwrócić na nią uwagę.
- Thomas Edgars - rzucił pierwsze, co mu przyszło do głowy, czyli wyimaginowana persona którą posługiwał się przy jednej akcji z Brenną. Przecież nie zamierzał podawać jej prawdziwego nazwiska, bo po pierwsze to powinna je znać, a jeśli nie to jej strata, a po drugie przyszedł tutaj dla świętego spokoju. - Sądzę, że przysiadła się pani do złego stolika. Tak, tak sobie myślę. Zaangażowani politycznie spotykają się tutaj we czwartki. Mamy piątek, spóźniła się zatem pani o jeden dzień. Przykro mi zatem, ale rozważania o absolutnej unifikacji musi sobie pani zabrać gdzie indziej, pani... - uniósł lekko brew, podkreślając tym samym że zaczepiała obcą osobę, samą też pozostając obcą.
Spojrzał na nią, trochę skonsternowany, bo nie pojawiło się ani dzień dobry, ani spierdalaj tylko jakiś dziwny, nieoczekiwany potok słów, jakby w ogóle nie przeszkadzało jej gadanie o tego typu sprawach w miejscu publicznym. To nie było tak, że Atreus swoich poglądów się wstydził, ale wychodził z założenia, podobnie z resztą jak większość społeczeństwa chyba, że lepiej to było zachować albo dla siebie, albo dla znajomych twarzy i prywatności jaką dawały znajome cztery ściany. Tu natomiast, pośrodku Dziurawego Kotła, coś takiego jak prywatność nie istniała - tylko niskie ryzyko, że ktoś nie zwróci na ciebie kompletnie uwagi.
Wyprostował się na swoim krześle niemal machinalnie, nieco sceptycznym spojrzeniem lustrując ją od stóp do głów, jakby dając jej ostatnią szansę na bycie rozpoznaną i tym samym wybaczyć jej obcesowość. Niestety, zostawała dokładnie tak samo nierozpoznawalna jak wcześniej, nawet jeśli żółty sweter czy czerwone okulary wręcz krzyczały, by zwrócić na nią uwagę.
- Thomas Edgars - rzucił pierwsze, co mu przyszło do głowy, czyli wyimaginowana persona którą posługiwał się przy jednej akcji z Brenną. Przecież nie zamierzał podawać jej prawdziwego nazwiska, bo po pierwsze to powinna je znać, a jeśli nie to jej strata, a po drugie przyszedł tutaj dla świętego spokoju. - Sądzę, że przysiadła się pani do złego stolika. Tak, tak sobie myślę. Zaangażowani politycznie spotykają się tutaj we czwartki. Mamy piątek, spóźniła się zatem pani o jeden dzień. Przykro mi zatem, ale rozważania o absolutnej unifikacji musi sobie pani zabrać gdzie indziej, pani... - uniósł lekko brew, podkreślając tym samym że zaczepiała obcą osobę, samą też pozostając obcą.