22.07.2025, 09:12 ✶
– Ja na przykład? Obawiam się, że w twoim przypadku wyjaśnienie „wskoczyłem w te płomienie, bo Morpheus to zrobił” ani trochę by mnie nie zaskoczyło. Chociaż mam nadzieję, że to zrobiłby raczej Johny, a ty wpadłbyś na to, że „zawołam Charlotte, bo jeśli ona wskoczy w te płomienie, nic sobie nie zrobi” – powiedziała Kelly, mrużąc lekko oczy na tę jego wymijającą odpowiedź. Anthony był człowiekiem wielu sprzeczności, przynajmniej w jej oczach. Czasem samolubnym, knującym i dbającym o swój interes, czasem przejmującym się tak bardzo i zachowującym się z taką empatią, że miewała ochotę prychnąć i spytać, czy nie myślał o dołączeniu do konwentu Macmillanów. Nie, nie była jakoś niesamowicie zaskoczona, że znalazł się w mieście podczas pożarów, nawet jeżeli wydawało się, że pozostanie w bezpiecznym gmachu Ministerstwa.
– Więc cieszmy się tym. Uwielbiam ludzkie rzeczy, zwłaszcza jeśli zaliczymy do nich krewetki i dobre wino – skwitowała słowa Anthonyego. Charlotte jak na kogoś przywołującego duchy bywała osobą mocno przyziemną: kochała ładne ubrania, dobre jedzenie, śliczne rzeczy. Może tym bardziej, że kiedyś je miała, później musiała z nich zrezygnować, a wreszcie je odzyskała – może nie w takim zakresie, jak bogacze, ale to tez tylko pozwalało docenić je mocniej, gdy mogła kupić sobie drogą sukienkę, ale musiała wybrać między dwiema równie ładnymi, bo zakup obu na raz przekroczyłby jej budżet. – Och, znasz nas, Niewymownych. Musimy otaczać się aurą tajemnicy, żeby nikt nie zorientował się, że w nadgodzinach, za które słono płaci Ministerstwo, gramy w bierki… – powiedziała, z pewnym rozbawieniem, czekając aż kelner odejdzie od stolika. Dopiero potem podjęła, nieco przyciszonym głosem. – Większość badań prawdopodobnie nie obejmuje moich kompetencji. Ale kilka osób zginęło w sposób, który może wskazywać na różne nowe formy magii, więc może będę mogła z nimi… pokonwersować – stwierdziła, dość krótko. Była Niewymowną, nawet jeśli jej sposób bycia na to nie wskazywał, nie opowiadała więc o szczegółach w restauracjach: Tony i tak usłyszał w tej chwili dużo więcej niż powiedziałaby komukolwiek innemu.
– Hm… – zamyśliła się na moment, przeciągnęła palcem po kieliszku, gdy wspomniał o elementach wywrotowych. – Jeśli takich ataków było więcej… elementy wywrotowe by mnie dziwiły, bo chyba musieliby wiedzieć o pożarach wcześniej? Ale może hipnoza, imperius albo zaklęcia zauraczające? Lub wielosokowy: zdaje się, że rozdawali go na Lammas, kompletni idioci – prychnęła. Nie że była wielbicielką mugolaków: nie miała nic przeciwko niemu głównie dlatego, że jeden został jej mężem. Ale i nie ceniła ich jakoś szczególnie. Wierzyła, że zaatakowali by Tonyego, choćby dlatego, że był bogaty i uprzywilejowani. Ale takie bieganie z farbą? Z farbą?! Gdy wokół były dym i płomienie?! A większość farb była łatwo palna?! – Ale porzućmy te dywagacje na mało istotne tematy, jak pożary Londynu i zajmijmy się tym, co naprawdę ważne…
Charlotte urwała. Odchyliła się nieco do tytułu, mocniej opierając o oparcie i skrzyżowała ramiona na klatce piersiowej, wpatrując się w Tonyego.
– Ty i Jonathan. Wiesz, że i tak się dowiem, co się dzieje. Nie zmuszaj mnie do wyciągania ciężkiej artylerii i przysłania do ciebie zapłakanej Rity.
!Strach przed imieniem
– Więc cieszmy się tym. Uwielbiam ludzkie rzeczy, zwłaszcza jeśli zaliczymy do nich krewetki i dobre wino – skwitowała słowa Anthonyego. Charlotte jak na kogoś przywołującego duchy bywała osobą mocno przyziemną: kochała ładne ubrania, dobre jedzenie, śliczne rzeczy. Może tym bardziej, że kiedyś je miała, później musiała z nich zrezygnować, a wreszcie je odzyskała – może nie w takim zakresie, jak bogacze, ale to tez tylko pozwalało docenić je mocniej, gdy mogła kupić sobie drogą sukienkę, ale musiała wybrać między dwiema równie ładnymi, bo zakup obu na raz przekroczyłby jej budżet. – Och, znasz nas, Niewymownych. Musimy otaczać się aurą tajemnicy, żeby nikt nie zorientował się, że w nadgodzinach, za które słono płaci Ministerstwo, gramy w bierki… – powiedziała, z pewnym rozbawieniem, czekając aż kelner odejdzie od stolika. Dopiero potem podjęła, nieco przyciszonym głosem. – Większość badań prawdopodobnie nie obejmuje moich kompetencji. Ale kilka osób zginęło w sposób, który może wskazywać na różne nowe formy magii, więc może będę mogła z nimi… pokonwersować – stwierdziła, dość krótko. Była Niewymowną, nawet jeśli jej sposób bycia na to nie wskazywał, nie opowiadała więc o szczegółach w restauracjach: Tony i tak usłyszał w tej chwili dużo więcej niż powiedziałaby komukolwiek innemu.
– Hm… – zamyśliła się na moment, przeciągnęła palcem po kieliszku, gdy wspomniał o elementach wywrotowych. – Jeśli takich ataków było więcej… elementy wywrotowe by mnie dziwiły, bo chyba musieliby wiedzieć o pożarach wcześniej? Ale może hipnoza, imperius albo zaklęcia zauraczające? Lub wielosokowy: zdaje się, że rozdawali go na Lammas, kompletni idioci – prychnęła. Nie że była wielbicielką mugolaków: nie miała nic przeciwko niemu głównie dlatego, że jeden został jej mężem. Ale i nie ceniła ich jakoś szczególnie. Wierzyła, że zaatakowali by Tonyego, choćby dlatego, że był bogaty i uprzywilejowani. Ale takie bieganie z farbą? Z farbą?! Gdy wokół były dym i płomienie?! A większość farb była łatwo palna?! – Ale porzućmy te dywagacje na mało istotne tematy, jak pożary Londynu i zajmijmy się tym, co naprawdę ważne…
Charlotte urwała. Odchyliła się nieco do tytułu, mocniej opierając o oparcie i skrzyżowała ramiona na klatce piersiowej, wpatrując się w Tonyego.
– Ty i Jonathan. Wiesz, że i tak się dowiem, co się dzieje. Nie zmuszaj mnie do wyciągania ciężkiej artylerii i przysłania do ciebie zapłakanej Rity.
!Strach przed imieniem