22.07.2025, 16:23 ✶
Problemy systemowe w funkcjonowaniu służb oraz nieprzygotowanie procedur mimo trwającej już od lat dwóch wojny były jednym ze słodszych elementów całej sprawy. Miód na serce obserwować niemal dziecięcą nieporadność Ministerstwa, bezpieczeństwo i stabilność państwa zdmuchnięte wskutek zamachu jednej nocy. Poza narzucającą się satysfakcją widziała w tym Philomena szansę — ktoś musiał pokrzywdzonych nieudolnością rządu poprowadzić przed sąd, gdzie domagać się będą sprawiedliwości. Potencjalna kopalnia zysków, na którą już ostrzyła sobie Mulciberowa zęby.
Lepiej walić starą babą niż zgnitym jajcem od czarnej magii. Tak samo jak lepiej walić Mulciberem niż Potterem, bo od Pottera krótka droga do Longbottoma. Herb zaś się starej należał jak psu buda — bynajmniej nie po mężu, a po synach. Ponad siedemdziesiąt lat spędziła Philomena Potterówna w domu Mulciber, wychowując jego dziedziców. Jej mąż zmarł wcześnie, pozbawiając zaledwie dwudziestoparoletniego Duncana Mulcibera ojcowskiego autorytetu, który wprowadziłby go płynnie na grunt kierownia rodziną — miejsce to zajęła matka i jej podszepty, mniej lub bardziej na niego wpływające. Szpony swoje położyła również i na spadkobiercy syna, uwielbionym wnuku, Donaldzie, który raczkować uczył się na dywaniku posklejanym z dostarczanych cyklicznie do kancelarii nowelizacji ustaw, a pierwsze kroki stawiał wsparty o wieżę kodeksów. To byli jej chłopcy. To był ich herb — to był jej herb.
W przeciwieństwie do Louvaina wymiana podstępnych uprzejmości Philomeny nadto nie ubawiła, a jego uśmieszki przyjęła z obojętnym spokojem. Mógł obtańcowywać ją ugrzecznionymi przytykami jak młody niewyżyty kocur próbujący desperacko zaznaczyć dominację przed starym znudzonym mrukiem — proszę bardzo. Obserwowała jego wygłupy z przymrużeniem oka; odparowywała je wyłącznie po to, aby nie dać sobie wejść na głowę i pokazać, że w starej sztywnej łapie wciąż błyszczy ostry pazur.
— Słusznie pan sądzi, lecz nie sposób nie zauważyć, że przespaliśmy czas, aby troszczyć się o własne. Teraz — przyznawała to nie bez goryczy — możemy ledwie próbować to odzyskać. — Zaraz jednak po raz pierwszy na jej twarzy wykwitło szczere rozbawienie; po raz pierwszy wydała się ciekawa następnych słów, jakie padną z ust Louvaina. — Co zatem czynią te róże, skoro się nie tłumaczą, panie Lestrange? Nie napotkałam jeszcze róży, która by sama siebie oplewiła. Odkąd sięgam pamięcią, zatrudniam w celu tym ogrodników.
Czekała jego odpowiedzi z występną uważnością, z jaką egzaminowała przewijających się przez kancelarię aplikantów i stażystów. Zapowiadało się na to, że wykreowana przez niego sytuacja w końcu zacznie ocierać się o konkret. On testował ją, ona testowała jego — choć oboje podejrzewali, co znajdą za fasadą.
— Nie pochwalam przemocy wobec ludności cywilnej. — Oto i pierwsze fasadowe kłamstwo. Mogła podejrzewać, jakie poglądy krążyły po głowie Louvaina i do jakiej bramki ów paniczyk gra, lecz nie była lekkomyślna: Philomena Mulciber drobiazgowo dbała o to, aby nie zastawiać na siebie zbędnych pułapek. — To, co się wydarzyło, to wielka tragedia, do której nigdy nie powinniśmy byli dopuścić. — I mówiła to bez wcześniejszej sugestywnej nuty porozumienia między wierszami, z jaką pozwoliła sobie krążyć wokół tematu kwiatowych metafor. Wszystko, co zamierzała mu powiedzieć, gotowa była powtórzyć i publicznie. Były to starannie podobierane słowa, wykalkulowane tak, aby nie było jej na czym przyskrzynić. — Nie mogę jednakże nie myśleć o tym, do jak dramatycznego stanu pozwoliliśmy doprowadzić nasze społeczeństwo, iż zebrała się wśród ludzi grupa, która poczuła się tak przyparta do muru, że aż zmuszona do poczynienia podobnego kroku. Nie zamierzam nikgo usprawiedliwiać, lecz należy pamiętać, że przemoc zawsze ma źródło. Ci ludzie, którzy przygotowali atak, byli gniewni z konkretnego powodu. Pierwsi doświadczyli krzywdy i to ta krzywda była punktem zapalnym dla ich radykalizacji. Obcy weszli do naszych domów, do naszych instytucji. Ludzie stracili poczucie bezpieczeństwa, gdy na czele Ministerstwa zasiadł pan Leach. Ojcowie wzburzyli się, gdy łajdacy z mugolskich domów z roku na rok coraz liczniej zaczęli bałamucić ich córki. Widzę więc w tej nocy desperacki ruch. Nie wiem, czy i ja nie wolałabym spalić własnego domu niż codziennie oglądać panoszącego się po nim pysznie intruza. Więcej w tym godności niż w pokornym spuszczeniu głowy.
Lepiej walić starą babą niż zgnitym jajcem od czarnej magii. Tak samo jak lepiej walić Mulciberem niż Potterem, bo od Pottera krótka droga do Longbottoma. Herb zaś się starej należał jak psu buda — bynajmniej nie po mężu, a po synach. Ponad siedemdziesiąt lat spędziła Philomena Potterówna w domu Mulciber, wychowując jego dziedziców. Jej mąż zmarł wcześnie, pozbawiając zaledwie dwudziestoparoletniego Duncana Mulcibera ojcowskiego autorytetu, który wprowadziłby go płynnie na grunt kierownia rodziną — miejsce to zajęła matka i jej podszepty, mniej lub bardziej na niego wpływające. Szpony swoje położyła również i na spadkobiercy syna, uwielbionym wnuku, Donaldzie, który raczkować uczył się na dywaniku posklejanym z dostarczanych cyklicznie do kancelarii nowelizacji ustaw, a pierwsze kroki stawiał wsparty o wieżę kodeksów. To byli jej chłopcy. To był ich herb — to był jej herb.
W przeciwieństwie do Louvaina wymiana podstępnych uprzejmości Philomeny nadto nie ubawiła, a jego uśmieszki przyjęła z obojętnym spokojem. Mógł obtańcowywać ją ugrzecznionymi przytykami jak młody niewyżyty kocur próbujący desperacko zaznaczyć dominację przed starym znudzonym mrukiem — proszę bardzo. Obserwowała jego wygłupy z przymrużeniem oka; odparowywała je wyłącznie po to, aby nie dać sobie wejść na głowę i pokazać, że w starej sztywnej łapie wciąż błyszczy ostry pazur.
— Słusznie pan sądzi, lecz nie sposób nie zauważyć, że przespaliśmy czas, aby troszczyć się o własne. Teraz — przyznawała to nie bez goryczy — możemy ledwie próbować to odzyskać. — Zaraz jednak po raz pierwszy na jej twarzy wykwitło szczere rozbawienie; po raz pierwszy wydała się ciekawa następnych słów, jakie padną z ust Louvaina. — Co zatem czynią te róże, skoro się nie tłumaczą, panie Lestrange? Nie napotkałam jeszcze róży, która by sama siebie oplewiła. Odkąd sięgam pamięcią, zatrudniam w celu tym ogrodników.
Czekała jego odpowiedzi z występną uważnością, z jaką egzaminowała przewijających się przez kancelarię aplikantów i stażystów. Zapowiadało się na to, że wykreowana przez niego sytuacja w końcu zacznie ocierać się o konkret. On testował ją, ona testowała jego — choć oboje podejrzewali, co znajdą za fasadą.
— Nie pochwalam przemocy wobec ludności cywilnej. — Oto i pierwsze fasadowe kłamstwo. Mogła podejrzewać, jakie poglądy krążyły po głowie Louvaina i do jakiej bramki ów paniczyk gra, lecz nie była lekkomyślna: Philomena Mulciber drobiazgowo dbała o to, aby nie zastawiać na siebie zbędnych pułapek. — To, co się wydarzyło, to wielka tragedia, do której nigdy nie powinniśmy byli dopuścić. — I mówiła to bez wcześniejszej sugestywnej nuty porozumienia między wierszami, z jaką pozwoliła sobie krążyć wokół tematu kwiatowych metafor. Wszystko, co zamierzała mu powiedzieć, gotowa była powtórzyć i publicznie. Były to starannie podobierane słowa, wykalkulowane tak, aby nie było jej na czym przyskrzynić. — Nie mogę jednakże nie myśleć o tym, do jak dramatycznego stanu pozwoliliśmy doprowadzić nasze społeczeństwo, iż zebrała się wśród ludzi grupa, która poczuła się tak przyparta do muru, że aż zmuszona do poczynienia podobnego kroku. Nie zamierzam nikgo usprawiedliwiać, lecz należy pamiętać, że przemoc zawsze ma źródło. Ci ludzie, którzy przygotowali atak, byli gniewni z konkretnego powodu. Pierwsi doświadczyli krzywdy i to ta krzywda była punktem zapalnym dla ich radykalizacji. Obcy weszli do naszych domów, do naszych instytucji. Ludzie stracili poczucie bezpieczeństwa, gdy na czele Ministerstwa zasiadł pan Leach. Ojcowie wzburzyli się, gdy łajdacy z mugolskich domów z roku na rok coraz liczniej zaczęli bałamucić ich córki. Widzę więc w tej nocy desperacki ruch. Nie wiem, czy i ja nie wolałabym spalić własnego domu niż codziennie oglądać panoszącego się po nim pysznie intruza. Więcej w tym godności niż w pokornym spuszczeniu głowy.
głosujcie na mnie, bo nie macie innego wyjścia