22.07.2025, 20:27 ✶
Lazarus, mierzony bezpardonowo wzrokiem przez Roberta, speszył się i zgarbił jeszcze bardziej.
Robert zawsze wiedział, co powiedzieć, nie bał się nawiązywać znajomości, grał w Quidditcha i nawet, kiedy się wygłupił, zgrabnie obracał to na swoją korzyść. Ludzie lgnęli do niego. Nie to, co zakopany w książkach albo obserwujący owady i pajęczaki (“robale”, jak błędnie mówili na nie koledzy spoza jego Domu) Lazarus, który zadręczał się każdą głupotą i jakoś tak... nie umiał rozmawiać.
Jak to w ogóle działało, że kiedy trzeba było odpowiadać przed całą grupą na pytania albo wygłaszać referat, czuł się swobodnie i dawał się ponieść tematowi, ale kiedy przychodziło do nawiązywania znajomości, nie potrafił wydusić słowa? Całkiem nielogiczne.
Nie żeby zazdrościł przyjacielowi popularności - takie ciągłe zainteresowanie musiało być męczące. Tyle rozmów do przeprowadzenia, tyle osób, których imiona trzeba było pamiętać, tyle informacji o każdej z nich… Nie, to nie dla niego.
No ale była Amy, która poprosiła go ostatnio o pomoc przy zadaniu domowym z numerologii (dziwne, bo Lazarus widział, jak wcześniej tłumaczyła je Irminie Shirley) i był bal z okazji Yule, i Lazarus najwyraźniej westchnął przy Robercie o jeden raz za dużo. No i teraz... byli tu.
Rudzielec patrzył na przechadzającego się Roberta i czuł, jakby jego wzrok jednocześnie chciał ześlizgnąć się na coś spokojniejszego i był przyciągany przez ruch w polu widzenia. Nerwowo splótł dłonie i potarł nimi o siebie.
- Korzystać z tego co już… Zalety? - Lazarus zastanowił się nad tym, jakie może mieć zalety. Miał dobre oceny. Umiał nazwać każdego pająka, jakiego można było znaleźć na błoniach Hogwartu. Był przekonany, że złamał algorytm, według którego profesor Dumbledore wybiera uczniów do odpytania…
Westchnął. Chyba nie o takie zalety chodziło Robertowi.
Postawa otwarta? Spojrzał na kumpla bez przekonania. Podrapał się po głowie i wyprostował na cały swój metr siedemdziesiąt osiem - wzrost, który osiągnął szybciej, niż koledzy z klasy i który sprawiał, że zawsze wyróżniał się na ich tle.
- Że… tak?
Wcale nie czuł się od tego pewniej. W tej pozycji mógł właściwie patrzeć z góry nawet na Roberta i to było jakieś takie… dziwne. Zmarszczył brwi, przyglądając się temu wrażeniu. Nie dokładnie… niekomfortowe… - Lazarus uniósł nieco podbródek, nie na tyle, by zadzierać nosa, ale tak, by nie schylać głowy i teraz stało się całkiem jasne, że dzieli ich kilka dobrych centymetrów. To było… hm, nawet… satysfakcjonujące?