22.07.2025, 23:04 ✶
Hestia przytaknęła głową na słowa Henry'ego, a następnie przytaknęła głową na słowa Marty, że mieli już sobie iść, chociaż Puchonka... Chyba trochę chciała zapytać się o jej śmierć, ale może jednak dobrze zrobiła, że po prostu wyszła za Henrym, bo... No, byłoby to zapewne dość niestosowane.
Chyba po prostu zapyta o to tatę, gdy wróci do domu. Raczej nie było powodów czemu miałby jej o tym nie opowiadać.
– I napiszcie jeszcze, że tamtego dnia płakałam bo mnie wyzywali! – rzuciła za nimi Marta, a Hestię przeszedł dreszcz po plecach. Oh to... Było jeszcze bardziej przykre, niż wcześniej zakładała. Czyli co? Gdyby Marta nie była tamtego dnia nękana przez rówieśników, pewnie nie siedziałaby w tej łazience tyle lat później.
To było straszne.
A potem wyszli z pomieszczenia i Henry powiedział inną straszną rzecz.
– Co? O mnie... Ja... Nie, nie trzeba. Tak szczerze to myślałam, że tak jej tylko powiedziałeś – rzuciła, bo naprawdę nie chciała być w żadnych podziękowaniach do artykułu, zwłaszcza, że przecież nie zrobiła nic takiego. Chciała tylko zmierzyć się z lękiem sprzed lat i to się jej udało. A co jeśli ten tekst, o ironio, stanie się powodem, że będą się z nich wszyscy śmiać? Co jeśli Henry, nie że mu nie ufała, jakoś źle dobierze słowa i...
Ugh.
Ale z drugiej strony sama popierała sprawę więc mogła się pod nią podpisać prawda? Tak wypadało zrobić.
– Albo w sumie możesz o mnie wspomnieć. Dziękuję, że pomogłeś mi z nią porozmawiać i eee. No. Baw się dobrze pisząc. To znaczy na ile możesz się dobrze bawić przy tym. Nie że pisanie nie jest fajne. Lekkiego pióra – zaczeła gadać ttochę głupio i po prostu ruszyła w stronę pokoju wspólnego Puchonów.