23.07.2025, 13:28 ✶
Odetchnął nieco swobodniej. Shafiq nie wygłaszał nigdy skrajnie rasistowskich poglądów, ale też nie opowiadał się również otwarcie po stronie mugolaków, a po Spalonej Nocy nastroje mogły być różne, a stanowiska - radykalizować się. Kierownicy OMSHM byli gotowi powierzyć mu odpowiedzialność, stanowisko graniczące z kierowniczym, w praktyce - wiążące się z nadzorem nad czarodziejami czystej krwi, pracującymi w Organie. To mogło wywołać nieadekwatne reakcje emocjonalne, którymi trzeba będzie zarządzić - którymi nie znosił zarządzać - ale to problem na później. Trzeba zorientować się, jakie nastroje panują w zespole. Trzeba zbadać dynamikę relacji Shafiq-Selwyn. Trzeba zapewnić jutro poczęstunek - pojawiło się w jego głowie, absurdalny biurowy obyczaj, ale ludzie lubili, kiedy nowi pracownicy częstowali słodyczami. A Lazarus potrzebował ich kooperatywności.
Poza tym… działo się tu coś dziwnego. Shafiq najpierw przywitał Selwyna tak, jakby ten miał przeprowadzić drugą część rozmowy kwalifikacyjnej, a potem pozwolił zaledwie na rozmowę o… no, nie całkiem o pogodzie, ale to był właściwie ekwiwalent rozmowy o pogodzie, nic konkretnego, po czym zadał jeszcze to swoje ostatnie pytanie (Dostałeś to, czego chciałeś? I… co to było?) i oznajmił, że Lovegood jest przyjęty, właściwie odbierając swojemu zastępcy nie tylko możliwość porozmawiania z kandydatem, ale też wpływ na proces decyzyjny.
Lazarus miał w głowie kilka potencjalnych scenariuszy.
Hipoteza 1: Shafiq jest autorytarnym, kontrolującym kierownikiem. To miało… jakieś znamiona prawdopodobieństwa, ale kłóciło się z jego dotychczasowym modus operandi, częste nieobecności w biurze, cedowanie większości zadań na Selwyna.
Hipoteza 2: Selwyn jest idiotą i Shafiq dobrze to wie. Nie zapytałby i tak o nic sensownego, więc jego szef stwarza tylko pozory liczenia się z jego zdaniem. Wysoce nieprawdopodobne, znając Anthony’ego, jeżeli w grę nie wchodzi bardzo silne umocowanie Jonathana na stanowisku. Ale kto mógłby być na tyle wpływowy, żeby zmusić Shafiqa do zatrudniania na swoim dworze błazna?
Hipoteza 3 była czymś, o czym Lazarus nie pomyślałby jeszcze kilka lat temu, ale doświadczenie pracy zawodowej i życia w społeczeństwie nauczyło go, że to jest opcja.
Selwyn wcale nie był tu po to, by zadawać pytania.
Lazarus spojrzał na niego z zainteresowaniem. Legilimenta? Aurowidz? To by miało sens.
Kiwnął głową, przyjmując do wiadomości słowa Anthony’ego.
- Dwie godziny w pełni wystarczą. Dziękuję za rozmowę i za pozytywne rozpatrzenie mojej kandydatury.
- Coś czuję, że panu się tutaj spodoba - no cóż… będzie z pewnością interesująco.
- Dla ustalonej wartości “spodoba”... - lekko wzruszył ramionami i obdarował Selwyna cieniem uśmiechu. To był najzabawniejszy żart, jaki usłyszał od rana. Nie, żeby konkurencja była duża.
Uścisnął podaną dłoń.
Poza tym… działo się tu coś dziwnego. Shafiq najpierw przywitał Selwyna tak, jakby ten miał przeprowadzić drugą część rozmowy kwalifikacyjnej, a potem pozwolił zaledwie na rozmowę o… no, nie całkiem o pogodzie, ale to był właściwie ekwiwalent rozmowy o pogodzie, nic konkretnego, po czym zadał jeszcze to swoje ostatnie pytanie (Dostałeś to, czego chciałeś? I… co to było?) i oznajmił, że Lovegood jest przyjęty, właściwie odbierając swojemu zastępcy nie tylko możliwość porozmawiania z kandydatem, ale też wpływ na proces decyzyjny.
Lazarus miał w głowie kilka potencjalnych scenariuszy.
Hipoteza 1: Shafiq jest autorytarnym, kontrolującym kierownikiem. To miało… jakieś znamiona prawdopodobieństwa, ale kłóciło się z jego dotychczasowym modus operandi, częste nieobecności w biurze, cedowanie większości zadań na Selwyna.
Hipoteza 2: Selwyn jest idiotą i Shafiq dobrze to wie. Nie zapytałby i tak o nic sensownego, więc jego szef stwarza tylko pozory liczenia się z jego zdaniem. Wysoce nieprawdopodobne, znając Anthony’ego, jeżeli w grę nie wchodzi bardzo silne umocowanie Jonathana na stanowisku. Ale kto mógłby być na tyle wpływowy, żeby zmusić Shafiqa do zatrudniania na swoim dworze błazna?
Hipoteza 3 była czymś, o czym Lazarus nie pomyślałby jeszcze kilka lat temu, ale doświadczenie pracy zawodowej i życia w społeczeństwie nauczyło go, że to jest opcja.
Selwyn wcale nie był tu po to, by zadawać pytania.
Lazarus spojrzał na niego z zainteresowaniem. Legilimenta? Aurowidz? To by miało sens.
Kiwnął głową, przyjmując do wiadomości słowa Anthony’ego.
- Dwie godziny w pełni wystarczą. Dziękuję za rozmowę i za pozytywne rozpatrzenie mojej kandydatury.
- Coś czuję, że panu się tutaj spodoba - no cóż… będzie z pewnością interesująco.
- Dla ustalonej wartości “spodoba”... - lekko wzruszył ramionami i obdarował Selwyna cieniem uśmiechu. To był najzabawniejszy żart, jaki usłyszał od rana. Nie, żeby konkurencja była duża.
Uścisnął podaną dłoń.