24.07.2025, 00:32 ✶
- Proszę...? - powiedział krótko i bardzo niepewnie, przekrzywiając głowę, gdy w zastanowieniu przypatrywał się mężczyźnie, szybko ześlizgując się ku dłoni wędrującej do własnego ramienia. Dotyk był... bardzo krótki, bezosobowy. Pchnięcie, ale jakby nie. Przypominał mu trochę cielę daniela, które opuszczone przez rodziców, nieufnie sprawdza... testuje. A może nie? Samuel średnio pamiętał ile księżyców temu miał kontakt z jakimś człowiekiem. Może ten... miał inne rytuały niż ludzie, których spotykał do tej pory? Może ludzkie rytuały zmieniły się od tego czasu? Dlatego też po chwili wahania, sam wyciągnął swoją dłoń i bliźniaczo pchnął ramię rudowłosego. Krótko i bezosobowo. A potem kiwnął głową.
A potem odwrócił się i ruszył do swojego domostwa, jakby to co się wydarzyło było absolutnie normalne. Oczywiście, nie było - bo cóż normalnego było w tym, że ma... gościa?
Z rodzicami niezwykle rzadko miewali gości. Właściwie tylko jedną białowłosą damę, która była - jak mu się zdawało - przyjaciółką bardzo bliską matki. Ojciec z nią nigdy nie rozmawiał, śmiał się nawet, że kobiety miewają swoje tajemnice niedostępne mężczyznom. Zwykle gdy się pojawiały, to tata zabierał go wtedy na ryby. Samuel z oczywistych więc powodów lubił te wizyty.
Ale to było dawno, dawno temu, jak Altair jeszcze żył, a Berenica nie była przemienionym przez klątwe ptakiem.
– No już! Wyłaź Corgi. Chciałaś mieć kompana, to teraz zabawiaj go rozmową! – walnął szeroką dłonią w daszek kurnika. Dłonią, która mimo młodego wieku nosiła znamiona ciężkiej, fizycznej pracy.
– Ja też się Ciebie nie spodziewałem, a nie wyciągnąłem różdżki – stwierdził fakt, nie czuć było w jego głosie szyderstwa, ani przygany. Zdawał się być bardzo swobodny. – Tak, mieszkam tu. Czasami, jak komuś się zasłabnie w lesie, to ściągam go tutaj, żeby go opatrzeć, a potem odstawiam na wrzosowiska, bo... no bo ludzie ciągną do miasta. Ale ciebie ciągnęło do Kniei... Jesteś badaczem? – otworzył drzwi, prowadzące do bardzo skromnego, żeby nie powiedzieć prymitywnego obejścia. Było dość czysto i schludnie. Zdawało się, że ten "drwal" jest bardzo pragmatyczny, ale od progu Lovegood mógł dostrzec jeszcze jeden być może interesujący szczegół. Była to rzeźba przedstawiająca niedźwiedzia przytulonego do ryby właśnie.
A potem odwrócił się i ruszył do swojego domostwa, jakby to co się wydarzyło było absolutnie normalne. Oczywiście, nie było - bo cóż normalnego było w tym, że ma... gościa?
Z rodzicami niezwykle rzadko miewali gości. Właściwie tylko jedną białowłosą damę, która była - jak mu się zdawało - przyjaciółką bardzo bliską matki. Ojciec z nią nigdy nie rozmawiał, śmiał się nawet, że kobiety miewają swoje tajemnice niedostępne mężczyznom. Zwykle gdy się pojawiały, to tata zabierał go wtedy na ryby. Samuel z oczywistych więc powodów lubił te wizyty.
Ale to było dawno, dawno temu, jak Altair jeszcze żył, a Berenica nie była przemienionym przez klątwe ptakiem.
– No już! Wyłaź Corgi. Chciałaś mieć kompana, to teraz zabawiaj go rozmową! – walnął szeroką dłonią w daszek kurnika. Dłonią, która mimo młodego wieku nosiła znamiona ciężkiej, fizycznej pracy.
– Ja też się Ciebie nie spodziewałem, a nie wyciągnąłem różdżki – stwierdził fakt, nie czuć było w jego głosie szyderstwa, ani przygany. Zdawał się być bardzo swobodny. – Tak, mieszkam tu. Czasami, jak komuś się zasłabnie w lesie, to ściągam go tutaj, żeby go opatrzeć, a potem odstawiam na wrzosowiska, bo... no bo ludzie ciągną do miasta. Ale ciebie ciągnęło do Kniei... Jesteś badaczem? – otworzył drzwi, prowadzące do bardzo skromnego, żeby nie powiedzieć prymitywnego obejścia. Było dość czysto i schludnie. Zdawało się, że ten "drwal" jest bardzo pragmatyczny, ale od progu Lovegood mógł dostrzec jeszcze jeden być może interesujący szczegół. Była to rzeźba przedstawiająca niedźwiedzia przytulonego do ryby właśnie.
misio![[Obrazek: 77d4668b6f1b5de5d1a8c59caf985be8.jpg]](https://i.pinimg.com/736x/77/d4/66/77d4668b6f1b5de5d1a8c59caf985be8.jpg)