Mabon zbliżało się wielkimi krokami, a to wiązało się z ogromem pracy, który aktualnie miała na głowie panna Figg. Poza świętem, które czarodzieje mieli obchodzić za kilka dni sporo czasu zajmowało jej tworzenie ogromnych ilości eliksirów, maści, czy świec. Musieli być gotowi na wszystko, więc robiła, co mogła, aby jakoś wspomóc swoich przyjaciół. Nigdy nie wiadomo, kiedy tamci postanowią znowu w nich uderzyć, musieli zacząć przygotowywać się na najgorsze, bo to był przecież dopiero początek. Nie sypiała ostatnio zbyt dużo, była naprawdę zapracowana, z drugiej strony dobrze, że miała się czym zająć, nie skupiała się za bardzo na innych sferach swojego życia, w których również doszło do zmian. Ostatnio wszystko działo się bardzo szybko, musiała nieco zwolnić, odetchnąć i faktycznie zastanowić się nad tym, czego chce od życia. Oczywiście poza rozwijającą się karierą, jako, że to jej wychodziło, to na tym się skupiała, tak było prościej.
Norka kręciła się po cukierni, było dosyć wcześnie, miała sporo czasu do pojawienia się pierwszych klientów, bo ostatnio te ranne godziny nie były aż takie pracowite. Ludzie byli zajęci swoimi sprawami, przez to również nieco zmieniła godziny pracy klubokawiarni, przynajmniej na te kilka tygodni. Miała sporo na głowie, musiała jakoś dzielić swój wolny czas na to, by być w stanie zająć się wszystkim na czym jej zależało. Akurat stała za ladą, kiedy usłyszała dźwięk dzwonka, przeniosła spojrzenie w stronę drzwi, bo nie spodziewała się tutaj nikogo tak wcześnie.
Na jej twarzy pojawił się uśmiech, gdy dostrzegła znajomą twarz. Zawsze cieszyły ją wizyty przyjaciół, chociaż ostatnio sama nie miała dla nich zbyt wiele czasu. Spodziewała się, że Greengrass również był zapracowany, nie wydawało jej się, by Mung już ogarnął tych wszystkich pacjentów, którzy trafili tam podczas Spalonej Nocy.
Wyszła zza lady, aby odpowiednio przywitać się z Ambroisem. Nie mogła sobie odmówić chociaż krótkiego przytulenia, naprawdę doceniała to, że nikt z jej bliskich nie stracił życia podczas tej tragedii, która wydarzyła się w Londynie.
- Tylko dziesięć minut? - Rzuciła jeszcze nim przytuliła się do Greengrassa.
- Wiesz, że dla Ciebie zawsze. - Raczej nie spodziewała się, że może mieć do niej jakiś interes, chociaż nigdy nie wiadomo. Odsunęła się więc o krok i przyglądała mu się w milczeniu przez krótką chwilę.
- Potrzebujesz czegoś? - To raczej ona zazwyczaj korzystała z jego wsparcia, więc dobrze byłoby się w końcu odwdzięczyć.
W cukierni poza nimi nie było żywej duszy, jedyny dźwięk jaki dochodził z pomieszczenia to Lady, która leżała gdzieś w kącie i bawiła się jedną ze swoich kocich zabawek. Nie było to typowe dla tego miejsca, ale chyba tak malowała się aktualna rzeczywistość.