Mieli różne powody, przez które dystansowali się od ludzi, nie pozwalali sobie na chwile, które dla innych pewnie nie były niczym wielkim. Inne powody, podobne podejście, a jednak dzisiaj postanowili zrobić coś inaczej niż zazwyczaj. z czego to wynikało? Czy w ogóle był sens się nad tym zastanawiać. No nie, nikt poza nimi przecież nie będzie tego analizował, czy zastanawiał się nad zmianą. Nie dało się jej jednak nie zauważyć, bo na pewno zaszła. Prue na pewno zdawała sobie z tego sprawę, wyjątkowo nie chciała tego w żaden sposób roztrząsać. Miała ochotę chwycić go za rękę, i to zrobiła, jakby faktycznie to nie było nic wielkiego, mimo, że wiedziała, że w jej przypadku to było na swój sposób wyjątkowe. Przez długi czas odgradzała się od ludzi, a na pewno unikała jakiegokolwiek fizycznego kontaktu. Mogła wydawać się zima, odległa, trudna, zresztą nie walczyła nawet z tą aurą dziwaka, która ją otaczała. Tak było wygodniej, przez lata, teraz jednak nie zależało jej na tym śmiesznym komforcie, który sama sobie zapewniała. Chciała czegoś innego i postanowiła całkiem odważnie jak na siebie po to sięgnąć. Przez chwilę poczuć się jak ktoś zwyczajny, niepokaleczony przez przeszłość.
Dopuszczanie do siebie ludzi nigdy nie było dla niej miłym doświadczeniem, w tym wypadku jednak od samego początku było inaczej. Spotkała się z tolerancją, do której nie przywykła, ze zrozumieniem, którego się nie spodziewała, z bliskością, o której pewnie nawet by nie pomyślała.
Uśmiechnęła się lekko, unosząc jedynie kąciki ust. Oczywiście, że to byłoby za proste, zresztą uprzedzała go przecież, że jej zainteresowania są naprawdę szerokie. Mógł się tego spodziewać, czyż nie? Zapewne mało kto wspominał o podobnych hobby na samym początku znajomości, ale w ich przypadku to też było inne. Nie obawiała się mu do tego przyznać, czuła, że nie będzie jej oceniał, nie robił tego od samego początku, nie widziała więc większego problemu z tym, aby przyznać się do tego, co ostatnio skupiało jej uwagę.
- Rośliny na parapecie przerabiałam bardzo dawno temu. - Okazało się to wcale nie być szczególnie fascynującym zajęciem, więc je porzuciła. - To też jest dość spokojne zajęcie. - Dodała jeszcze, żeby nie było. Nie wydawało jej się szczególnie porywające, bo wiedziała, że ludzie dla zabawy robią dużo bardziej niebezpieczne rzeczy. To było raczej nieszkodliwe, po prostu kolejna rzecz, którą chciała sprawdzić. Zobaczyć, jak to jest opuścić własne ciało, spojrzeć na nie z góry, dowiedzieć się, jakie emocje temu towarzyszyły, a później pojawiać się w miejscach, w których niekoniecznie chcieliby ją widzieć. Słuchać rozmów, których nigdy miała nie usłyszeć, czy dowiadywać się rzeczy, które miały nigdy nie wyjść na światło dzienne.
Miała świadomość, że przez to, iż eksterioryzacja była związana z nekromancją mogła być odbierana jako coś niemile widzianego. W jej przypadku była to po prostu kolejna umiejętność, którą chciała opanować, sprawdzić siebie, czy jest w stanie, czy sobie z tym poradzi. Zresztą wychodzenie z ciała, pozostawianie materialnej części siebie na rzecz wędrówek duszy, to brzmiało niezwykle interesująco. Chciała poczuć jak to jest.
Ton jej głosu wskazywał na to, że nie uznawała iż jest to coś wielkiego. Ot, kolejna naukowa zachcianka, którą chciała zrealizować. Nie było sensu więc jakoś specjalnie tego przeżywać.
Uśmiechnęła się szerzej, gdy usłyszała kolejne słowa padające z jego ust. Nie zamierzał jej tego odradzać, spodziewała się, że akurat na nim nie zrobi to większego wrażenia. Benjy wydawał się widzieć w swoim życiu już naprawdę wiele rzeczy i nic nie było w stanie go zdziwić, czy zaskoczyć, przynajmniej takie miała wrażenie. Był okropnie wyrozumiały, wiedziała bowiem, że nie każdy podszedłby z podobnym nastawieniem do jej pomysłu.
- Postaram się, chociaż wiesz, że z tym może być różnie. Nigdy nie można mieć pewności. Nie wszystko jest się w stanie przewidzieć. - Szczególnie w momencie, w którym ciało i dusza były z dala od siebie. Oczywiście, że jeśli już miałaby próbować tych wędrówek, to rozpoczynałaby je w bezpiecznym miejscu, najpewniej właśnie jej spokojnym mieszkanku, do którego nikt nie miał wstępu. Jeśli już się za coś zabierała to robiła to rozsądnie, by nie komplikować sobie tych prób jakimiś komplikacjami, które mogłaby ominąć. Miała świadomość, że będzie wtedy zupełnie bezbronna, a więc wypadałoby zadbać o to, aby chwilowo puste ciało było bezpieczne.
- Powinno być w porządku, jeśli zostanie w domu. - Podzieliła się z nim informacją, gdzie zamierzała je zostawiać, o ile w ogóle zdecyduje się na te swoje próby. Nie należała do tych osób, które uważały dom za swoją świątynię, gdzie nie dopuszczały do praktykowania pewnych dziedzin magii, wręcz przeciwnie. Wolała to robić w swoim mieszkaniu, bo przynajmniej nikt nie mógł jej na tym przyłapać, to był jej azyl, w którym mogła pozwalać sobie na wszystko, do którego nikt nie miał wstępu.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control