27.07.2025, 19:59 ✶
Ofuknięty Lazarus spojrzał uważnie na Fawleya. Nie miał nic złego na myśli, a jednak… Reakcja emocjonalna. Ciekawe. Satysfakcjonujące.
Przebicie się przez jego maskę obojętności było trochę jak odwet za te wszystkie razy, kiedy to psychiatra widział go zredukowanego do żałosnego kłębka bólu, wściekłości - na świat, na siebie, na człowieka, który poświęcił się dla niego, skazał go na życie - na takie życie. To prawda, po to przychodził do Odysseusa, za to płacił (niemało), ale wciąż było to trudne. Emocje były trudne. I niewygodne. Wspomnienia…
Odys proponował mu kiedyś usunięcie tych trudnych wspomnień, ale Lazarus odmówił. Musiałby się pożegnać nie tylko z tymi najgorszymi, pełnymi szumu magii dzwoniącego w uszach, krzyków i trwogi, a potem żałoby i poczucia winy. Musiałby także pokazać uzdrowicielowi, a potem utracić te inne - słodko-gorzkie, spokojne, rozsiane po całych latach prowadzących do tej jednej decyzji i tej jednej tragedii.
Nie był gotów.
- Wspominałeś kiedyś, że niektórzy pacjenci wychodzą od ciebie trzaskając drzwiami - a zdarzyło się kiedyś, że to ty wyrzuciłeś kogoś z gabinetu? - zmienił temat, choć czy na pewno? Trudno było sobie wyobrazić Odysseusa poruszonego na tyle, żeby naprawdę wyrzucił pacjenta za drzwi. Czy odmówiłby pomocy? Bardzo się starał stwarzać wrażenie zblazowanego i mającego etykę lekarską za nic, ale Lazarus przez rok współpracy nie doświadczył z jego strony bezcelowego okrucieństwa. Cierpienia dzierżonego niczym skalpel - tak. Przymusu - tak, bo czasami był konieczny, by pacjent poddał się terapii, by przyjął eliksiry albo nawet pokarm.
Czy byłby w stanie stracić - albo oddać - kontrolę? Na co dzień wydawał się doskonale opanowany, ale ile to znaczyło, tak naprawdę? Interesujące.
Czy rok to było wystarczająco długo, by poznać człowieka? Lovegood nie wiedział.
- Szaleństwo - kiwnął głową, przyjmując odpowiedź do wiadomości - Nie obawiaj się, nie planuję w najbliższym czasie.
Gdyby już musiał wybierać, jednak wolałby stan wolny od myśli, uczuć i wspomnień. Obłęd brzmiał jak coś dokładnie przeciwnego.
- Dobrze więc - pracujmy. Spodziewam się wkrótce nowych pożarów do gaszenia - nie mogę sobie pozwolić na wysłuchiwanie wrzasków z przeszłości pod czaszką w nieprzewidzianych momentach - niesmaczny żart, w świetle ostatnich wydarzeń, ale czy kogoś w tym pokoju obchodziła poprawność polityczna?
Przebicie się przez jego maskę obojętności było trochę jak odwet za te wszystkie razy, kiedy to psychiatra widział go zredukowanego do żałosnego kłębka bólu, wściekłości - na świat, na siebie, na człowieka, który poświęcił się dla niego, skazał go na życie - na takie życie. To prawda, po to przychodził do Odysseusa, za to płacił (niemało), ale wciąż było to trudne. Emocje były trudne. I niewygodne. Wspomnienia…
Odys proponował mu kiedyś usunięcie tych trudnych wspomnień, ale Lazarus odmówił. Musiałby się pożegnać nie tylko z tymi najgorszymi, pełnymi szumu magii dzwoniącego w uszach, krzyków i trwogi, a potem żałoby i poczucia winy. Musiałby także pokazać uzdrowicielowi, a potem utracić te inne - słodko-gorzkie, spokojne, rozsiane po całych latach prowadzących do tej jednej decyzji i tej jednej tragedii.
Nie był gotów.
- Wspominałeś kiedyś, że niektórzy pacjenci wychodzą od ciebie trzaskając drzwiami - a zdarzyło się kiedyś, że to ty wyrzuciłeś kogoś z gabinetu? - zmienił temat, choć czy na pewno? Trudno było sobie wyobrazić Odysseusa poruszonego na tyle, żeby naprawdę wyrzucił pacjenta za drzwi. Czy odmówiłby pomocy? Bardzo się starał stwarzać wrażenie zblazowanego i mającego etykę lekarską za nic, ale Lazarus przez rok współpracy nie doświadczył z jego strony bezcelowego okrucieństwa. Cierpienia dzierżonego niczym skalpel - tak. Przymusu - tak, bo czasami był konieczny, by pacjent poddał się terapii, by przyjął eliksiry albo nawet pokarm.
Czy byłby w stanie stracić - albo oddać - kontrolę? Na co dzień wydawał się doskonale opanowany, ale ile to znaczyło, tak naprawdę? Interesujące.
Czy rok to było wystarczająco długo, by poznać człowieka? Lovegood nie wiedział.
- Szaleństwo - kiwnął głową, przyjmując odpowiedź do wiadomości - Nie obawiaj się, nie planuję w najbliższym czasie.
Gdyby już musiał wybierać, jednak wolałby stan wolny od myśli, uczuć i wspomnień. Obłęd brzmiał jak coś dokładnie przeciwnego.
- Dobrze więc - pracujmy. Spodziewam się wkrótce nowych pożarów do gaszenia - nie mogę sobie pozwolić na wysłuchiwanie wrzasków z przeszłości pod czaszką w nieprzewidzianych momentach - niesmaczny żart, w świetle ostatnich wydarzeń, ale czy kogoś w tym pokoju obchodziła poprawność polityczna?