27.07.2025, 22:38 ✶
- Em... wokół jezior też zwykle jest piasek? - rzucił, ale takim odrobinę pretensjonalnym tonem, jakby przypominając jej że zapomniała o tej jednak, jakże ważnej rzeczy, która stanowiła całą oś tej rozmowy. - Ale w sumie, to nawet poszedłbym nad jezioro - i to nawet nie po to, żeby utopić w nim swoje smutki. Pogoda powoli zmieniała się, coraz wyraźniej akcentując jesień, która kalendarzowo przecież już niemal u nich była, więc należało jakoś wykorzystać te resztki ciepła i dobrej pogody, szczególnie że pozostałości po ciemnych, popielnych chmurach które od paru dni wisiały nad Anglią, wreszcie zaczęły znikać.
- Zapytałbym, czy ten rytuał to wspólne wpadanie do jakiegoś dołu, ale to już w sumie mamy za sobą - mruknął, przez chwilę jeszcze patrząc w otchłań, jakby ta miała spojrzeć również na niego, albo personalnie zaprosić do skoczenia. Nie miał zamiaru tego zrobić, oczywiście, ale nie mógłby też z czystym sumieniem powiedzieć że gdyby wpadło, to specjalnie by tego żałował. Bo Brenna miała w sumie trochę racji - Atreus zwyczajnie kusił los. - W życiu nie zrobiłbym przecież czegoś takiego - parsknął, dając się bez problemu pociągnąć dalej, z dala od złowieszczego dołu i wizji skończenia w nim z połamanymi kośćmi. - Ale same fakty mogą działać przeciwko tobie. W końcu masz pewną reputację.
- Mam wrażenie, że ta w lewo. Wiesz, w najgorszym wypadku się teleportujemy - wzruszył ramionami. Ruszyli spokojnie ścieżką, która wiodła w kierunku rozstajów i wierzby, która nad nimi złowieszczo wisiało. Nic jednak nie wydawało przesadnie odstawać od normy. Truposz jak wisiał, tak wisiał dalej, niepomny na wszystko co działo się dookoła.
- Jak myślisz - zagaił, przyglądając się szkieletowi. - Czy przy silniejszych powiewach wiatru dzwoni jak dzwonki wietrzne?
- Zapytałbym, czy ten rytuał to wspólne wpadanie do jakiegoś dołu, ale to już w sumie mamy za sobą - mruknął, przez chwilę jeszcze patrząc w otchłań, jakby ta miała spojrzeć również na niego, albo personalnie zaprosić do skoczenia. Nie miał zamiaru tego zrobić, oczywiście, ale nie mógłby też z czystym sumieniem powiedzieć że gdyby wpadło, to specjalnie by tego żałował. Bo Brenna miała w sumie trochę racji - Atreus zwyczajnie kusił los. - W życiu nie zrobiłbym przecież czegoś takiego - parsknął, dając się bez problemu pociągnąć dalej, z dala od złowieszczego dołu i wizji skończenia w nim z połamanymi kośćmi. - Ale same fakty mogą działać przeciwko tobie. W końcu masz pewną reputację.
- Mam wrażenie, że ta w lewo. Wiesz, w najgorszym wypadku się teleportujemy - wzruszył ramionami. Ruszyli spokojnie ścieżką, która wiodła w kierunku rozstajów i wierzby, która nad nimi złowieszczo wisiało. Nic jednak nie wydawało przesadnie odstawać od normy. Truposz jak wisiał, tak wisiał dalej, niepomny na wszystko co działo się dookoła.
- Jak myślisz - zagaił, przyglądając się szkieletowi. - Czy przy silniejszych powiewach wiatru dzwoni jak dzwonki wietrzne?