15.02.2023, 23:30 ✶
Darcy lubił przed snem wyobrażać sobie, że jest bohaterem. Potężnym czarodziejem, który włada starożytną mocą, jakiej nie miał nikt od tysiącleci – i oczywiście dlatego jej dotąd nie odkryto i nie wyszkolono należycie. W tych fantazjach często walczył ze śmierciożercami, rzecz jasna nieraz ratując z ich rąk piękne blondynki. Czasem znajome, czasem zupełnie zmyślone.
Problem polegał na tym, że Lockhart nie był potężnym wybrańcem, a po prostu przeciętnym czarodziejem. Utalentowanym w niektórych dziedzinach i beznadziejnym w innych. Który nie był może absolutnym tchórzem, ale na widok śmierciożerców dałby drapaka. Z dużym prawdopodobieństwem zostawiłby za sobą większość znajomych i krewnych – choć nie przyznałby się do tego nawet sam przed sobą.
Zapewne jednak nie Daisy. Istniała całkiem spora szansa, ze w jej obronie bohatersko by zginął, bo raczej nie miałby wielkich opcji w prawdziwej walce z czarnoksiężnikiem.
- Mogę ci nawet dziś powiedzieć, co napiszą. „Dnia tego i tego niezidentyfikowani sprawcy napadli na rodzinę w Dolinie Godryka. Ze względu na dobro ofiar i ich krewnych nie ujawniamy szczegółów śledztwa. Sytuacja jest pod pełną kontrolą Ministerstwa Magii i nie ma powodów do paniki” – wyrecytował Lockhart, celowo nadając swojemu głosowi nieco natchnione brzmienie, jakby wygłaszał Bardzo Ważny Komunikat. Nie, to się zupełnie nie nadawało do ich artykułu. Oni chcieli odrobiny paniki, bo spanikowany czarodziej chce wiedzieć, co się dzieje. Czyta prasę, aby być gotowym wyemigrować do Afryki.
Musieli wyciągnąć informacje sami. Z tego, jak wyglądały ruiny, jak zachowywali się Brygadziści (a było ich sporo), co mówili sąsiedzi.
– Prawda? – przytaknęła sąsiadka na słowa Daisy. – Do czego to dochodzi, aby ludzie bali się zasnąć we własnym łóżku! To znaczy… moi rodzice to czarodzieje, więc mnie oczywiście problem nie dotyczy…
Trudno powiedzieć, czy chciała zapewnić o tym ich, siebie czy ot tak, uznała, że na wszelki wypadek zadba o przekazanie tej informacji, gdyby śmierciożerców miało zdenerwować coś, co powiedziała do gazety.
– Nie mam pojęcia. Brygadziści oczywiście nic nie mówią. Widziałam przez chwilę Michaela, ale chyba zabrano go do świętego Munga. Nie jestem pewna, czy ktokolwiek widział moment ataku, zdaje mi się, że sąsiedzi dotarli, kiedy tu już zaczęło płonąć… – wyznała kobieta. – Och, sąsiedzi na pewno pomogą! Trochę magii, i za parę dni będzie mógł wrócić, choć oczywiście nie będzie już tak ładny, jak wcześniej…
– A może wie pani, kto go wyciągnął? – spytał Darcy z nadzieją.
– Niestety nie. Podobno jeden z sąsiadów zdołał wyważyć drzwi, wbiegł do środka i teleportował się z nimi. A potem przybiegła jeszcze jedna dziewczyna, za nią inni i ugasili ruiny, ale nikogo już nie zdołali zauważyć. Takie rzeczy… a Dolina Godryka to było kiedyś bardzo spokojne miejsce. Sama nie wiem, może to pora przenieść się na Pokątną…
Lockhart potakiwał tylko, chociaż jeśli szło o niego, nie był pewny, czy tam są bezpieczniejsi. Chociaż taką miał nadzieję.
– Bardzo dziękujemy pani za rozmowę. Daisy? Co ty na to, żeby podejść i zrobić trochę zdjęć domu? – zaproponował, w myślach dodając: a raczej tego, co z niego zostało.
Problem polegał na tym, że Lockhart nie był potężnym wybrańcem, a po prostu przeciętnym czarodziejem. Utalentowanym w niektórych dziedzinach i beznadziejnym w innych. Który nie był może absolutnym tchórzem, ale na widok śmierciożerców dałby drapaka. Z dużym prawdopodobieństwem zostawiłby za sobą większość znajomych i krewnych – choć nie przyznałby się do tego nawet sam przed sobą.
Zapewne jednak nie Daisy. Istniała całkiem spora szansa, ze w jej obronie bohatersko by zginął, bo raczej nie miałby wielkich opcji w prawdziwej walce z czarnoksiężnikiem.
- Mogę ci nawet dziś powiedzieć, co napiszą. „Dnia tego i tego niezidentyfikowani sprawcy napadli na rodzinę w Dolinie Godryka. Ze względu na dobro ofiar i ich krewnych nie ujawniamy szczegółów śledztwa. Sytuacja jest pod pełną kontrolą Ministerstwa Magii i nie ma powodów do paniki” – wyrecytował Lockhart, celowo nadając swojemu głosowi nieco natchnione brzmienie, jakby wygłaszał Bardzo Ważny Komunikat. Nie, to się zupełnie nie nadawało do ich artykułu. Oni chcieli odrobiny paniki, bo spanikowany czarodziej chce wiedzieć, co się dzieje. Czyta prasę, aby być gotowym wyemigrować do Afryki.
Musieli wyciągnąć informacje sami. Z tego, jak wyglądały ruiny, jak zachowywali się Brygadziści (a było ich sporo), co mówili sąsiedzi.
– Prawda? – przytaknęła sąsiadka na słowa Daisy. – Do czego to dochodzi, aby ludzie bali się zasnąć we własnym łóżku! To znaczy… moi rodzice to czarodzieje, więc mnie oczywiście problem nie dotyczy…
Trudno powiedzieć, czy chciała zapewnić o tym ich, siebie czy ot tak, uznała, że na wszelki wypadek zadba o przekazanie tej informacji, gdyby śmierciożerców miało zdenerwować coś, co powiedziała do gazety.
– Nie mam pojęcia. Brygadziści oczywiście nic nie mówią. Widziałam przez chwilę Michaela, ale chyba zabrano go do świętego Munga. Nie jestem pewna, czy ktokolwiek widział moment ataku, zdaje mi się, że sąsiedzi dotarli, kiedy tu już zaczęło płonąć… – wyznała kobieta. – Och, sąsiedzi na pewno pomogą! Trochę magii, i za parę dni będzie mógł wrócić, choć oczywiście nie będzie już tak ładny, jak wcześniej…
– A może wie pani, kto go wyciągnął? – spytał Darcy z nadzieją.
– Niestety nie. Podobno jeden z sąsiadów zdołał wyważyć drzwi, wbiegł do środka i teleportował się z nimi. A potem przybiegła jeszcze jedna dziewczyna, za nią inni i ugasili ruiny, ale nikogo już nie zdołali zauważyć. Takie rzeczy… a Dolina Godryka to było kiedyś bardzo spokojne miejsce. Sama nie wiem, może to pora przenieść się na Pokątną…
Lockhart potakiwał tylko, chociaż jeśli szło o niego, nie był pewny, czy tam są bezpieczniejsi. Chociaż taką miał nadzieję.
– Bardzo dziękujemy pani za rozmowę. Daisy? Co ty na to, żeby podejść i zrobić trochę zdjęć domu? – zaproponował, w myślach dodając: a raczej tego, co z niego zostało.