28.07.2025, 11:42 ✶
– Zawsze zaczynasz od końca... – sprzeciwiła się szeptem Lorraine, podnosząc głowę, aby wreszcie spojrzeć mu w oczy. Spojrzenie miała przenikliwe, ale niepozbawione czułości. Przez chwilę wyglądała tak, jak gdyby próbowała się uśmiechnąć. Nie udało jej się. Nie miała w sobie wystarczająco dużo siły, aby pocieszyć Anthony'ego, a może po prostu była zbyt nieszczęśliwa, aby dłużej zmuszać się do udawania. Wyglądała na... Zmęczoną. Nie jego wyznaniami, bo te zawsze były jej drogimi. A jednak, wszystkie krzywdzące słowa, jakie padły wcześniej w trakcie rozmowy z Anthony'm, wydawały się do niej powracać, wybrzmiewając tym okrutniej, im czulej przemawiał do niej teraz. "Czy nie warto tego przepracować?", powinna zapytać, zwróciwszy na niego spojrzenie pustych oczu. "Czy to wszystko nie jest konsekwencją drogi, którą ostatecznie wybrałeś?"
Zamiast tego, złożyła delikatny pocałunek na wierzchu jego dłoni, którą wciąż gładziła, jak gdyby w zamyśleniu. Rzeczy, które powiedział jej Anthony, nie przeszłyby jej przez usta, nawet, gdyby nie miała boleśnie zaciśniętego gardła. A jednak przeprosił. Być może Lorraine miała mniej dumy, niż myślał, bo odsunęła urazę na bok. Nie rozpłakała się przy nim. Łzy były na potem.
– ...A ból jest przecież początkiem wszystkiego – ciągnęła, nie patrząc jednak na bluźnierczą boginię, którą Baldwin nasycił swoim bólem. Nie potrafiła jej wybaczyć, że powstała z krwi, która była jej tak droga. – Matka powija w bólach dziecko, Dziewicę, która w bólu traci swe dziewictwo. Ból odbiera piękno, dając w zamian mądrość. Starucha ma już tylko ból. W boleściach wydaje ostatnie tchnienie, które staje się pierwszym tchnieniem świata. – Nie do takich wyznań przywykł Anthony. Nie były to prawdy wiary, którą mógł zgłębiać w kowenie. Prędzej brzmiały jak bluźnierstwa, ale Lorraine wypowiadała je z powagą, jak gdyby niczego w życiu nie była tak pewna, jak tego, że ból, który wciąż promieniował od niedoleczonego barku, jest boskim objawieniem. – Czasem ból jest po prostu bólem. Czasem trzeba go poczuć. Nawet bogowie czują ból. A ty... Ty jesteś tylko człowiekiem, Anthony – powiedziała cicho. – Nie musisz sam dźwigać na barkach bólu całego świata.
Przyzwyczajony był bowiem do świata, w którym wszyscy szukali zbawcy. Zachwycali się dokonaniami aurorów, dyskutowali o wyrokach Wizengamotu. Zwracali spojrzenia w stronę Dumbledore'a, który pokonał Grindelwalda w pojedynku, dlaczego nie miałby więc pokonać i Voldemorta? Ale wojna ze Śmierciożercami była tylko jedną wojną. Jej zakończenie nie rozwiązywało magicznie problemów, jakie z niej wynikały. Świat był w stanie permanentnej wojny, a o większości z walk, dzięki niech będą bogom, Anthony Shafiq nie miał najmniejszego pojęcia. Bo Lorraine nie była bohaterką. Nie była buntowniczką. Nie była kimś, kto nadawał się do ratowania świata. Jej wystarczyłoby uratować tych, których kochała... A Anthony'ego przecież kochała.
– Podobny bądź raczej do skały, o którą się ciągle fale rozbijają. A ona stoi, a koło niej usypiają bałwany morskiej wody. "O ja nieszczęśliwy, że mnie spotkał ten ból". Ależ nie tak! Lecz: "o ja szczęśliwy, że chociaż ból mnie spotkał, żyję bez smutku, nie gnębi mnie teraźniejszość, ani nie boję się przyszłości". To bowiem każdemu przydarzyć się mogło, a nie każdy potrafiłby żyć z tym bólem bez smutku. – Ze stoickim spokojem zacytowała medytacje Marka Aureliusza, tak dokładnie, jak pamiętała. – Więc nie bój się. Opowiedz mi o tym wszystkim, o czym chciałeś opowiedzieć – zachęciła miękko.
Zamiast tego, złożyła delikatny pocałunek na wierzchu jego dłoni, którą wciąż gładziła, jak gdyby w zamyśleniu. Rzeczy, które powiedział jej Anthony, nie przeszłyby jej przez usta, nawet, gdyby nie miała boleśnie zaciśniętego gardła. A jednak przeprosił. Być może Lorraine miała mniej dumy, niż myślał, bo odsunęła urazę na bok. Nie rozpłakała się przy nim. Łzy były na potem.
– ...A ból jest przecież początkiem wszystkiego – ciągnęła, nie patrząc jednak na bluźnierczą boginię, którą Baldwin nasycił swoim bólem. Nie potrafiła jej wybaczyć, że powstała z krwi, która była jej tak droga. – Matka powija w bólach dziecko, Dziewicę, która w bólu traci swe dziewictwo. Ból odbiera piękno, dając w zamian mądrość. Starucha ma już tylko ból. W boleściach wydaje ostatnie tchnienie, które staje się pierwszym tchnieniem świata. – Nie do takich wyznań przywykł Anthony. Nie były to prawdy wiary, którą mógł zgłębiać w kowenie. Prędzej brzmiały jak bluźnierstwa, ale Lorraine wypowiadała je z powagą, jak gdyby niczego w życiu nie była tak pewna, jak tego, że ból, który wciąż promieniował od niedoleczonego barku, jest boskim objawieniem. – Czasem ból jest po prostu bólem. Czasem trzeba go poczuć. Nawet bogowie czują ból. A ty... Ty jesteś tylko człowiekiem, Anthony – powiedziała cicho. – Nie musisz sam dźwigać na barkach bólu całego świata.
Przyzwyczajony był bowiem do świata, w którym wszyscy szukali zbawcy. Zachwycali się dokonaniami aurorów, dyskutowali o wyrokach Wizengamotu. Zwracali spojrzenia w stronę Dumbledore'a, który pokonał Grindelwalda w pojedynku, dlaczego nie miałby więc pokonać i Voldemorta? Ale wojna ze Śmierciożercami była tylko jedną wojną. Jej zakończenie nie rozwiązywało magicznie problemów, jakie z niej wynikały. Świat był w stanie permanentnej wojny, a o większości z walk, dzięki niech będą bogom, Anthony Shafiq nie miał najmniejszego pojęcia. Bo Lorraine nie była bohaterką. Nie była buntowniczką. Nie była kimś, kto nadawał się do ratowania świata. Jej wystarczyłoby uratować tych, których kochała... A Anthony'ego przecież kochała.
– Podobny bądź raczej do skały, o którą się ciągle fale rozbijają. A ona stoi, a koło niej usypiają bałwany morskiej wody. "O ja nieszczęśliwy, że mnie spotkał ten ból". Ależ nie tak! Lecz: "o ja szczęśliwy, że chociaż ból mnie spotkał, żyję bez smutku, nie gnębi mnie teraźniejszość, ani nie boję się przyszłości". To bowiem każdemu przydarzyć się mogło, a nie każdy potrafiłby żyć z tym bólem bez smutku. – Ze stoickim spokojem zacytowała medytacje Marka Aureliusza, tak dokładnie, jak pamiętała. – Więc nie bój się. Opowiedz mi o tym wszystkim, o czym chciałeś opowiedzieć – zachęciła miękko.