28.07.2025, 12:43 ✶
Nie dosłownie, ale w pewnym sensie obchodzili się w cichym zainteresowaniu. Obchodzili się i obwąchiwali jak dwa nieznające się wcześniej psy, zdziczałe z różnych powodów. Jeden zerwał się ze smyczy, a drugi... nigdy jej nie posiadał.
Samuel nie powiedział o swoich oczekiwaniach, ani nawet nie okazywał ich za bardzo mową ciała, bo w sumie ich po prostu nie miał. Tajemnica, którą miał strzec leżała w korzeniach jednego z otaczających ich obecnie drzew. Gdzieś tam z góry obserwowała ich Matka i mężczyzna bynajmniej nie miał na myśli boginii, a własną rodzoną matkę, przemienioną finalnie i nieodwracalnie w zwierzę, w ptaka, który był częścią jej istnienia i pewnie gdyby Sam okazał się Samanthą, również nosiłby ciężar tej klątwy. Maledictus, tak się nazywała, choć ojciec mu powtarzał, że to.. tautologia. Tak chyba mówił.
– Co badasz? – Niewinne pytanie. Chwile się pokrzątał po swoim obejściu, tylko po to by z nadżartego czasem ceramicznego dzbanka rozlać do dwóch kubków wodę. Wewnątrz chałupki pachniało wiórami, drewnianym pyłem i kozami. Zdecydowanie pachniało kozami.
Samuel wcisnął w dłoń Lazarusa jeden z drewnianych naczyń, samemu upijając wodę. – Zimą zdarza się to częściej. Wiesz... ludzie nie zapuszczają się tak głęboko w las, chyba że go świetnie znają. Parę staj stąd jest przeklęta polana z której nie da się wyjść. Z resztą w Kniei jest kilka takich miejsc gdzie teleportacja po prostu nie działa. Kręgi, pamiątki po druidach, takie tam... Bagniska na północ, gniazdo pająków na północny zachód. I to wiesz, takich pająków wielkich jak niedźwiedzie. – skrzywił się na wspomnienie, uciekając wzrokiem w tamtą stronę. – No i rośliny... bywają o wiele mniej przyjazne niż tu. Paraliż to najlepsze co można od nich dostać. Niektóre mają jednak kolce które kiedy już dostają się w skórę, to nie możesz ich wyciągnąć i do końca życia czeka Cię ból i pieczenie, no chyba że odetniesz rękę. Czy nogę. No chyba że w to wpadniesz całym ciałem... Roślina samobójców mówią. Ma za to niezłe korzenie, przeciwzapalne, odstraszające robactwo. Fauna też nie bywa zachęcająca, ale tu w okolicy jest spokój, o ile jesteś przyzwyczajony do świergotników. Jak się ich słucha za długo to wiesz, można zwariować czy coś. Corgi może potwierdzić– wskazał na kurę, która jak gdyby nigdy nic powróciła do swoich łowów na dżdżownice. – Zimą częściej niż latem. To też nie moja robota, ale nie odmawiam pomocy. Ty jednak nie wyglądasz na takiego, który by jej potrzebował. – Fakt, jeden za drugim. Swobodny. Niewymuszony. Jakby była to bardzo normalna rozmowa pomimo bardzo nienormalnych okolicznościach.
Samuel nie powiedział o swoich oczekiwaniach, ani nawet nie okazywał ich za bardzo mową ciała, bo w sumie ich po prostu nie miał. Tajemnica, którą miał strzec leżała w korzeniach jednego z otaczających ich obecnie drzew. Gdzieś tam z góry obserwowała ich Matka i mężczyzna bynajmniej nie miał na myśli boginii, a własną rodzoną matkę, przemienioną finalnie i nieodwracalnie w zwierzę, w ptaka, który był częścią jej istnienia i pewnie gdyby Sam okazał się Samanthą, również nosiłby ciężar tej klątwy. Maledictus, tak się nazywała, choć ojciec mu powtarzał, że to.. tautologia. Tak chyba mówił.
– Co badasz? – Niewinne pytanie. Chwile się pokrzątał po swoim obejściu, tylko po to by z nadżartego czasem ceramicznego dzbanka rozlać do dwóch kubków wodę. Wewnątrz chałupki pachniało wiórami, drewnianym pyłem i kozami. Zdecydowanie pachniało kozami.
Samuel wcisnął w dłoń Lazarusa jeden z drewnianych naczyń, samemu upijając wodę. – Zimą zdarza się to częściej. Wiesz... ludzie nie zapuszczają się tak głęboko w las, chyba że go świetnie znają. Parę staj stąd jest przeklęta polana z której nie da się wyjść. Z resztą w Kniei jest kilka takich miejsc gdzie teleportacja po prostu nie działa. Kręgi, pamiątki po druidach, takie tam... Bagniska na północ, gniazdo pająków na północny zachód. I to wiesz, takich pająków wielkich jak niedźwiedzie. – skrzywił się na wspomnienie, uciekając wzrokiem w tamtą stronę. – No i rośliny... bywają o wiele mniej przyjazne niż tu. Paraliż to najlepsze co można od nich dostać. Niektóre mają jednak kolce które kiedy już dostają się w skórę, to nie możesz ich wyciągnąć i do końca życia czeka Cię ból i pieczenie, no chyba że odetniesz rękę. Czy nogę. No chyba że w to wpadniesz całym ciałem... Roślina samobójców mówią. Ma za to niezłe korzenie, przeciwzapalne, odstraszające robactwo. Fauna też nie bywa zachęcająca, ale tu w okolicy jest spokój, o ile jesteś przyzwyczajony do świergotników. Jak się ich słucha za długo to wiesz, można zwariować czy coś. Corgi może potwierdzić– wskazał na kurę, która jak gdyby nigdy nic powróciła do swoich łowów na dżdżownice. – Zimą częściej niż latem. To też nie moja robota, ale nie odmawiam pomocy. Ty jednak nie wyglądasz na takiego, który by jej potrzebował. – Fakt, jeden za drugim. Swobodny. Niewymuszony. Jakby była to bardzo normalna rozmowa pomimo bardzo nienormalnych okolicznościach.