28.07.2025, 15:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.07.2025, 15:10 przez Brenna Longbottom.)
– W porządku, w takim razie chcę – zgodziła się Brenna bez większych oporów. – A dokąd chcę się udać? – spytała, zamykając za sobą starannie bramę i upewniając się, że różdżkę ma w razie czego pod ręką. Przeszło jej może przez głowę, że powinna powiedzieć komuś, z kim i dokąd idzie, ale dopiero wyrabiała w sobie tego typu odruchy, i jeszcze czasem pozwalała sobie na tego typu beztroskę, jak teraz – czyli absolutne niepodejrzewanie Helloise, mimo całej jej dziwaczności, o złe intencje.
Ruszyła ścieżką z Helloise, odruchowo starając się dostosować swój krok do jej tempa. Gdy przemieszczała się gdzieś sama, zawsze szła szybko, energicznie, ale nawykła do tego, że wiele jej przyjaciółek było niższych i chodziło dużo wolniej, więc nie stanowiło to większego problemu. Posłała jej krótkie spojrzenie, gdy ta wspomniała o tym, że śmiertelność nie jest zarezerwowana dla ludzi – Brenna kochała w swoim życiu kilka zwierząt i opłakiwała ich śmierć, ale w pierwszej chwili niezbyt zrozumiała, co kobieta może mieć na myśli. Nigdy nie spotkała ducha żadnego zwierzęcia: i nigdy nie zastanawiała się, czy działo się tak dlatego, że w ich przypadku wszystko wyglądało inaczej, czy w przeciwieństwie do ludzi po prostu te nigdy nie chciały wracać.
A potem zmarszczyła lekko brwi.
Sam fakt, że Helloise była gdzieś w pobliżu, a ona nie wyczuła jej nie tylko jako człowiek, ale i w animagicznej formie, był już wart odnotowania, zapamiętania i wrzucenia do szufladki z napisem: dowody, że muszę być bardziej uważna i ostrożna. Słowa o memortku najpierw wywołały pewne zwątpienie, bo jak martwy ptaszek miał wokół niej broić, ale potem przyszła odrobina zastanowienia – te dwie doniczki, lądujące tuż obok niej, o włos mijając głowę…
– Hmmmm – mruknęła, idąc jednak z Helloise w stronę Kniei bez większego wahania, bo nawet jeżeli zielarka nie miała racji i był to jeden z jej dzikich wymysłów, Brenna po prawdzie poszłaby pochować ptaszka tylko dlatego, że ktoś by ją o to poprosił. Powinna być w stanie go odnaleźć, jeśli nie jako człowiek, to jako wilk. – Twierdzisz, że… czekaj… memortek, tak? Tą pieśnią prosił mnie, żebym go pochowała? Kurcze, mógłby trochę bardziej wprost. Jakby powiedział „pochowaj mnie, proszę”, pewnie bym się trochę przestraszyła, ale to zrobiła, a tak to za bardzo na to nie wpadłam. I co masz na myśli przez „broił”?
Bo niby jak ten ptaszek miałby zrzucać na nią te doniczki i podrzucać pod jej nogami szpadle…?
Ruszyła ścieżką z Helloise, odruchowo starając się dostosować swój krok do jej tempa. Gdy przemieszczała się gdzieś sama, zawsze szła szybko, energicznie, ale nawykła do tego, że wiele jej przyjaciółek było niższych i chodziło dużo wolniej, więc nie stanowiło to większego problemu. Posłała jej krótkie spojrzenie, gdy ta wspomniała o tym, że śmiertelność nie jest zarezerwowana dla ludzi – Brenna kochała w swoim życiu kilka zwierząt i opłakiwała ich śmierć, ale w pierwszej chwili niezbyt zrozumiała, co kobieta może mieć na myśli. Nigdy nie spotkała ducha żadnego zwierzęcia: i nigdy nie zastanawiała się, czy działo się tak dlatego, że w ich przypadku wszystko wyglądało inaczej, czy w przeciwieństwie do ludzi po prostu te nigdy nie chciały wracać.
A potem zmarszczyła lekko brwi.
Sam fakt, że Helloise była gdzieś w pobliżu, a ona nie wyczuła jej nie tylko jako człowiek, ale i w animagicznej formie, był już wart odnotowania, zapamiętania i wrzucenia do szufladki z napisem: dowody, że muszę być bardziej uważna i ostrożna. Słowa o memortku najpierw wywołały pewne zwątpienie, bo jak martwy ptaszek miał wokół niej broić, ale potem przyszła odrobina zastanowienia – te dwie doniczki, lądujące tuż obok niej, o włos mijając głowę…
– Hmmmm – mruknęła, idąc jednak z Helloise w stronę Kniei bez większego wahania, bo nawet jeżeli zielarka nie miała racji i był to jeden z jej dzikich wymysłów, Brenna po prawdzie poszłaby pochować ptaszka tylko dlatego, że ktoś by ją o to poprosił. Powinna być w stanie go odnaleźć, jeśli nie jako człowiek, to jako wilk. – Twierdzisz, że… czekaj… memortek, tak? Tą pieśnią prosił mnie, żebym go pochowała? Kurcze, mógłby trochę bardziej wprost. Jakby powiedział „pochowaj mnie, proszę”, pewnie bym się trochę przestraszyła, ale to zrobiła, a tak to za bardzo na to nie wpadłam. I co masz na myśli przez „broił”?
Bo niby jak ten ptaszek miałby zrzucać na nią te doniczki i podrzucać pod jej nogami szpadle…?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.