28.07.2025, 15:50 ✶
Może Basilius nie powinien być taki przewrażliwiony, skoro tym razem leżał "na górze"?
No i nikt nie miał ciastka, którym można było umazać twarz.
Nie trzymała go na siłę, oczywiście, ale jego odejście posypało i resztę - pozostała dwójka absolutnie nie pozostała na podłodze, a Miles dźwignęła się i pomogła powrócić Thomasowi na łóżko. A potem zmieniła zdanie, w końcu musieli się umyć. Wszyscy troje. Nie razem oczywiście. Zamiast roztrząsać taką formę przebudzenia, jej mocne i słabe strony, Miles szybko opracowała plan w którym pomaga im ogarnąć śniadanie i poranną toaletę, a potem jak przystało na dobrą magiczną taksówkę podrzuci Basiliusa do szpitala.
Podczas śniadania zrobiła też z rozpędu więcej kanapek - część dla siebie na dzień, część dla Prewetta do pracy i część dla Figga na rekonwalescencję.
Muszę znaleźć Alastora – informowała o swoich planach – Muszę upewnić się, że Eden też nic nie jest – jak bardzo sparowała jej się w głowie ta dwójka? Ogień jednak odparował resztę łez w tej materii. Tak jej się wydawało. – Potem wrócę ogarnę dla Ciebie obiad Tommy i będę Cię karmić jak dzidziusia albo wyjebie Ci to na ryj – Kanapki nie były jakieś wybitne, woskowany papier dział jako dobre zawinięcie tego tylko dlatego, że był umagiczniany. – Potem zrobię zakupy i skoczę do Ciebie do szpitala Liszek, jakieś życzenia co do kolacji? – pierdolona tradycyjna żonka z niej wychodziła, jakaś część milsowej duszy umierała z każdym słowem. Na szczęście potem mogli się spokojnie pokłócić na temat tego, że Thomas wcale nie chciał jej pomocy, a Liszek wcale nie chciał jej gościnności, zdążyła na nich nawrzeszczeć, postraszyć głodówką, obiecać bimber i wspólne karty na wieczór, więc trochę podładowała się nim każdy ruszył w swoją stronę z nadzieją, że ich drogi przetną się w mniej niż 15 godzin.
Londyn chyba nie zamierzał spłonąć po raz drugi?
No i nikt nie miał ciastka, którym można było umazać twarz.
Nie trzymała go na siłę, oczywiście, ale jego odejście posypało i resztę - pozostała dwójka absolutnie nie pozostała na podłodze, a Miles dźwignęła się i pomogła powrócić Thomasowi na łóżko. A potem zmieniła zdanie, w końcu musieli się umyć. Wszyscy troje. Nie razem oczywiście. Zamiast roztrząsać taką formę przebudzenia, jej mocne i słabe strony, Miles szybko opracowała plan w którym pomaga im ogarnąć śniadanie i poranną toaletę, a potem jak przystało na dobrą magiczną taksówkę podrzuci Basiliusa do szpitala.
Podczas śniadania zrobiła też z rozpędu więcej kanapek - część dla siebie na dzień, część dla Prewetta do pracy i część dla Figga na rekonwalescencję.
Muszę znaleźć Alastora – informowała o swoich planach – Muszę upewnić się, że Eden też nic nie jest – jak bardzo sparowała jej się w głowie ta dwójka? Ogień jednak odparował resztę łez w tej materii. Tak jej się wydawało. – Potem wrócę ogarnę dla Ciebie obiad Tommy i będę Cię karmić jak dzidziusia albo wyjebie Ci to na ryj – Kanapki nie były jakieś wybitne, woskowany papier dział jako dobre zawinięcie tego tylko dlatego, że był umagiczniany. – Potem zrobię zakupy i skoczę do Ciebie do szpitala Liszek, jakieś życzenia co do kolacji? – pierdolona tradycyjna żonka z niej wychodziła, jakaś część milsowej duszy umierała z każdym słowem. Na szczęście potem mogli się spokojnie pokłócić na temat tego, że Thomas wcale nie chciał jej pomocy, a Liszek wcale nie chciał jej gościnności, zdążyła na nich nawrzeszczeć, postraszyć głodówką, obiecać bimber i wspólne karty na wieczór, więc trochę podładowała się nim każdy ruszył w swoją stronę z nadzieją, że ich drogi przetną się w mniej niż 15 godzin.
Londyn chyba nie zamierzał spłonąć po raz drugi?
Koniec sesji