28.07.2025, 16:24 ✶
Przynajmniej nigdy nie przyprowadziła żadnego truposza na rodzinną kolację, pomyślał przelotnie, wzdrygając się na myśl o tym, że siostra mogła w pewnym momencie zacząć spotykać się z jakimś ghoulem. Albo wampirem. Cholera, nie wiadomo, co gorsze. Jedno cuchnie zgnilizną, a drugie pewnie nawet nie może się najeść i napić tym co wszyscy. Czy krwiopijcy faktycznie nie mogli spożywać ludzkich posiłków? A może była to tylko plotka... Eliasz zmarszczył lekko czoło.
— Chyba prędzej zaufałbym kadzidłom twojej matki niż współczesnej medycynie — odparł przyciszonym głosem. — Jak na mój gust medycy zdecydowanie zbyt często chcą przeprowadzać jakieś magiczne ''naświetletnia''. A cholera wie, co ta magia robi z naszymi ciałami. Równie dobrze mogą nam zaszczepiać jakieś choroby, żeby potem nas zmuszać do wydawania kasy na rehabilitacje albo kupowanie leków i szczepionek!
Bletchley już otwierał usta, aby mówić dalej, jednak wtedy Nicholas spytał o ich wspólną robotę.
— Hmm… Teoretycznie mam jeszcze do sprawdzenia część magazynową. Jeśli to coś, co się interesuje. — Zerknął pytająco w stronę Nicholasa. Ostatnio wyrażał spore zainteresowanie wytworami ''Szklanej Alchemii', a raczej nie zapowiadało się, aby miał w najbliższym czasie zobaczyć zaplecze. A tak można było upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. — Wprawdzie główna pracownia zbytnio nie ucierpiała, ale kto wie, czy ta okropna sadza i tam się nie wdarła. Mam tam parę pudeł z niedokończonymi lub porzuconymi przez klientów zamówieniami, więc dobrze y było to przejrzeć. Więc... Zapraszam?
Ruszył niepewnie w stronę drzwi oznaczonych plakietkami ''Nieupoważnionym wstęp wzbroniony'' i ''Tylko dla pracowników''. Teoretycznie dalej było sporo do zrobienia na sali sprzedażowej, ale nie chciał za bardzo wykorzystywać Nicholasa do tego typu robót. Nie był tutaj oficjalnie zatrudniony, a jednak gruntowne prace remontowe znacznie różniły się do zwykłego popylania między półkami z różdżką i miotełką. Zwłaszcza, że jedyne co mógł zaproponować w zamian za pomoc, to własne towarzystwo i dość standardowy obiad.
— Wnętrze na szczęście zbytnio nie ucierpiało, jeśli chodzi o główną pracownię — wyjaśnił Eliasz, uchylając drzwi i puszczając Nicholasa przodem. — Budynek i tak był stworzony z myślą o tym, aby wytrzymać wysokie temperatury, chociaż... Patrząc na to, co spotkało inne lokale, to gdyby pożar nie został opanowany przed świtem, to i z tego miejsca mogłaby zostać kupka kamieni.
Ściany warsztatu były wykonane z grubego kamienia, choć przy bliższych oględzinach można było zauważyć, że czas i codzienna długotrwała praca zdołała już odcisnąć na nim swoje piętno. Na wysokości stołów formierskich widać było odbarwienia od żaru, zacieki po eliksirach, a tu i ówdzie niewielkie pęknięcia. W rogach pomieszczenia znajdowały się plamy, których nie udało się jak dotąd nikomu usunąć. Ba, większość pracowników pewnie nawet nie pamiętała, co je wywołało. Ogień? Zaklęcia? A może po prostu nieostrożna praca i nieskalibrowane maszyny? Okna też nie należały do najczystszych: widać było na nich zadrapania, odpryski i ślady sadzy.
— Tam znajduje się nasz główny piec hutniczy — zagaił, wskazując rozbudowaną konstrukcję pod jedną z bocznych ścian. — Oprócz tego mamy tutaj stanowiska z palnikami, stoły formierskie... Wykorzystujemy też maszyny do srebrzenia, piaskarki i urządzenia do cięcia szkła. W zależności od potrzeb jesteśmy w stanie hmm odsunąć na bok czarodziejskie składniki rzemieślnicze i pójść w bardziej standardowe wyroby. Niższa cena. I tak dalej.
Przez pewien czas pewnie będzie to dla nas nowa norma, pomyślał przelotnie Bletchley. Wątpił, aby wszystkich w Londynie było stać na korzystanie z ich usług. Ceny pójdą w górę, gdy tylko mieszkańcy miasta zorientują się w jak złym stanie znajdują się ich lokale. Nie wspominając o właścicielach większej ilości mieszkań, które były wykorzystywane pod wynajem. Landlordzi będą chcieli jak najszybciej przywrócić lokale do stanu używalności. Na samą myśl o tym Eliasza rozbolała głowa.
— A tam — wskazał na pół-otwarte pomieszczenie zabudowane z trzech stron, a więc otwarte z jednej strony na resztę warsztatu. — Mamy część magazynową. Regały pełne świecidełek i szkiełek.
— Chyba prędzej zaufałbym kadzidłom twojej matki niż współczesnej medycynie — odparł przyciszonym głosem. — Jak na mój gust medycy zdecydowanie zbyt często chcą przeprowadzać jakieś magiczne ''naświetletnia''. A cholera wie, co ta magia robi z naszymi ciałami. Równie dobrze mogą nam zaszczepiać jakieś choroby, żeby potem nas zmuszać do wydawania kasy na rehabilitacje albo kupowanie leków i szczepionek!
Bletchley już otwierał usta, aby mówić dalej, jednak wtedy Nicholas spytał o ich wspólną robotę.
— Hmm… Teoretycznie mam jeszcze do sprawdzenia część magazynową. Jeśli to coś, co się interesuje. — Zerknął pytająco w stronę Nicholasa. Ostatnio wyrażał spore zainteresowanie wytworami ''Szklanej Alchemii', a raczej nie zapowiadało się, aby miał w najbliższym czasie zobaczyć zaplecze. A tak można było upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. — Wprawdzie główna pracownia zbytnio nie ucierpiała, ale kto wie, czy ta okropna sadza i tam się nie wdarła. Mam tam parę pudeł z niedokończonymi lub porzuconymi przez klientów zamówieniami, więc dobrze y było to przejrzeć. Więc... Zapraszam?
Ruszył niepewnie w stronę drzwi oznaczonych plakietkami ''Nieupoważnionym wstęp wzbroniony'' i ''Tylko dla pracowników''. Teoretycznie dalej było sporo do zrobienia na sali sprzedażowej, ale nie chciał za bardzo wykorzystywać Nicholasa do tego typu robót. Nie był tutaj oficjalnie zatrudniony, a jednak gruntowne prace remontowe znacznie różniły się do zwykłego popylania między półkami z różdżką i miotełką. Zwłaszcza, że jedyne co mógł zaproponować w zamian za pomoc, to własne towarzystwo i dość standardowy obiad.
— Wnętrze na szczęście zbytnio nie ucierpiało, jeśli chodzi o główną pracownię — wyjaśnił Eliasz, uchylając drzwi i puszczając Nicholasa przodem. — Budynek i tak był stworzony z myślą o tym, aby wytrzymać wysokie temperatury, chociaż... Patrząc na to, co spotkało inne lokale, to gdyby pożar nie został opanowany przed świtem, to i z tego miejsca mogłaby zostać kupka kamieni.
Ściany warsztatu były wykonane z grubego kamienia, choć przy bliższych oględzinach można było zauważyć, że czas i codzienna długotrwała praca zdołała już odcisnąć na nim swoje piętno. Na wysokości stołów formierskich widać było odbarwienia od żaru, zacieki po eliksirach, a tu i ówdzie niewielkie pęknięcia. W rogach pomieszczenia znajdowały się plamy, których nie udało się jak dotąd nikomu usunąć. Ba, większość pracowników pewnie nawet nie pamiętała, co je wywołało. Ogień? Zaklęcia? A może po prostu nieostrożna praca i nieskalibrowane maszyny? Okna też nie należały do najczystszych: widać było na nich zadrapania, odpryski i ślady sadzy.
— Tam znajduje się nasz główny piec hutniczy — zagaił, wskazując rozbudowaną konstrukcję pod jedną z bocznych ścian. — Oprócz tego mamy tutaj stanowiska z palnikami, stoły formierskie... Wykorzystujemy też maszyny do srebrzenia, piaskarki i urządzenia do cięcia szkła. W zależności od potrzeb jesteśmy w stanie hmm odsunąć na bok czarodziejskie składniki rzemieślnicze i pójść w bardziej standardowe wyroby. Niższa cena. I tak dalej.
Przez pewien czas pewnie będzie to dla nas nowa norma, pomyślał przelotnie Bletchley. Wątpił, aby wszystkich w Londynie było stać na korzystanie z ich usług. Ceny pójdą w górę, gdy tylko mieszkańcy miasta zorientują się w jak złym stanie znajdują się ich lokale. Nie wspominając o właścicielach większej ilości mieszkań, które były wykorzystywane pod wynajem. Landlordzi będą chcieli jak najszybciej przywrócić lokale do stanu używalności. Na samą myśl o tym Eliasza rozbolała głowa.
— A tam — wskazał na pół-otwarte pomieszczenie zabudowane z trzech stron, a więc otwarte z jednej strony na resztę warsztatu. — Mamy część magazynową. Regały pełne świecidełek i szkiełek.