Nora była dokładnie takim typem człowieka, który witał przyjaciół z szeroko otwartymi ramionami, przeciwieństwem Ambroisa. Te gesty nasilały się coraz bardziej, bo docierało do niej, że mogła stracić ich wszystkich. Musiała więc udowadniać im, jak bardzo jej na nich zależało - jakby właściwie to coś zmieniało. To ciepło, wylewność było dla niej typowe, wiedziała, że nie wszyscy za tym przepadają, ale nieszczególnie ją to obchodziło. W końcu było to tylko i wyłącznie krótkie przytulenie.
Nie tak łatwo było ją złamać, nawet w sytuacji, jak ta do której doszło starała się szukać pozytywów. Jasne, większość z jej najbliższych czekał remont, czy lizanie ran, ale nikt nie umarł, to był naprawdę spory wyczyn, jak na to co się stało. Bez wątpienia więc miała powód do tego, aby być w całkiem dobrym humorze.
- Nie spodziewałam się po Tobie takiej stanowczości. - Rzuciła całkiem lekko, jeśli jednak miało to być dziesięć minut, to niech tak będzie. Nie było powodu, aby go tutaj przetrzymywała wobec własnej woli, zresztą pewnie i tak nie byłaby w stanie tego zrobić... Nie umknął jej dobry humor, którym emanował Ambroise, cieszyło ją, że również nie należy do tych osób, które jakoś mocno załamały się po tej okropnej nocy.
- Tak, dosyć gorący okres. - Dosyć niefortunnie wybrała słowa, aczkolwiek można byłoby to nawet podciągnąć pod podwójne znaczenie. Zbliżało się Mabon, a wiadomo, że sabaty niosły ze sobą sporo zamieszania i zamówień, do tego dochodziła cała reszta związana z rzeczami, które mogły się przydać wszystkim po pożarach. Miała ręce pełne roboty, ale nie zamierzała się na to skarżyć, zapewne jeszcze będzie jej brakowało tego napiętego okresu. Lubiła, kiedy dużo się działo w jej cukierni, kiedy nie miała czasu zastanawiać się nad niczym, tylko i wyłącznie zatracać w pracy. Aktualnie w dużej mierze tak właśnie wyglądało jej życie, zajmowała się jednymi zamówieniami, by w między czasie wstawiać do kotła kolejne dawki eliksirów, które były potrzebne na już. Całkiem szybko mijał jej czas. Nie zastanawiała się dzięki temu jakoś szczególnie nad tym, co się wydarzyło, może to i lepiej.
Uniosła pytająco brew. Oczywiście, że nie mógł dać jej jednoznacznej odpowiedzi. Musiała więc chwilę poczekać, aż ją uzyska, bo w końcu musiał to z siebie wydusić. Na szczęście Figgówna należała do osób cierpliwych i mogła zaczekać te kilka sekund na informację, chociaż wzbudziło to jej ciekawość, powód jego wizyty, szczególnie gdy wspomniał o nim w ten mało konkretny sposób.
Coś dla niej miał. Spowodowało to zmrużenie oczu, najwyraźniej zaczęła się zastanawiać, czym mogło to być. Może powinna się czegoś spodziewać? Cóż, nie skomentowała tego póki co w żaden sposób. W pomieszczeniu było pusto, mogli więc się udać głębiej, do tej części, w której mogli mieć pewność, że nikt im nie przeszkodzi.
- Jasne, nie musisz pytać. - W końcu był jej przyjacielem, powinien się czuć tutaj jak u siebie. Nigdy raczej nie dała mu powodu, aby w to wątpił, zapewne zrobił to z grzeczności, chociaż zupełnie niepotrzebnie.