28.07.2025, 18:05 ✶
- Ładne słowa, Tony. Gładkie. Dyplomatyczne - pochwaliła Charlotte, unosząc kieliszek do ust, by upić nieco, zanim odłożyła go na stolik, ze śladem szminki odciśniętym na brzegu. – Zawsze byłeś bardzo dobry w takich przemowach, mój miły. Ale pamiętasz, że przez trzy lata studiowałam prawo? – przypomniała.
Tony potrafił ładnie mówić, potrafił obracać słowa w dłoniach, potrafił sprawić, że jego rozmówca ostatecznie dostawał jedno, wielkie nic, ale tak pięknie opakowane, że pośród tych wszystkich cudnych wstążeczek nie zauważał nawet, że tak naprawdę nie dostał odpowiedzi na pytanie. Charlotte jednak, tak jak wspomniała, uczyła się prawa: a poza tym znała Anthony’ego zbyt długo, aby nie dostrzegła pewnych wzorów w jego zachowaniu. Nasłuchała się bardzo wielu słów, których jedynym celem było ukrycie sedna.
Nie, nie było mowy, aby kupiła tę przemowę, brzmiącą jak gładka informacja dwóch polityków, którzy prowadzili razem partię, a teraz postanawiają zacząć dwie osobne, z powodu różnicy interesów.
– Dlaczego wasza rozmowa była taka niesatysfakcjonująca? Co takiego któryś z was zrobił, że nagle obaj wydajecie się skłonni rwać szaty i skakać z rozpaczy z mostów, kiedy dwa tygodnie temu wszystko było w porządku? – spytała, zerkając jeszcze za kelnerem, by przypadkiem ten nie zaskoczył jej, przynosząc zamówienie i nie usłyszał odrobinę za dużo. W końcu oficjalnie lepiej było trzymać się wersji, że to spotkanie w interesach dwójki pracowników Ministerstwa: Charlotte w końcu nie chciała narobić Anthony’emu jakiś problemów. Był jedną z bardzo niewielu osób na świecie, którym kłopotów… no dobrze, nadmiernych kłopotów, bo ich odrobina bywała ciekawa… nie chciała sprawić.
– Jenkins – westchnęła, zbywając to ruchem dłoni. – Ta kobieta… cóż, jakoś mnie nie dziwi, że coś sobie wymyśliła, a potem nagle się wycofała. Nie zdziwiłabym się, gdyby przekazała ten pomysł jakiemuś… hm… młodemu, obiecującemu i pełnemu energii – powiedziała, wydymając usta, i to w porównaniu z pogardliwym tonem wyraźnie świadczyło, że nie ma na myśli niczego pozytywnego. Nie, nie chodziło o wypomnienie Tonyemu wieku, wszak była starsza, a raczej o przytyk wobec gustów Eugenii oraz nepotyzmu, którego nie wypowiedziała tak całkiem wprost. – Powiedziałabym, że mógłbyś z powodzeniem założyć własną firmę, zajmującą się badaniami i współpracą i bez niej, ale wiem, że zawsze lubiłeś politykę. A wracając do ciebie i Jonathana…
To nie tak, że perypetie Anthonyego z pracą jej nie interesowały, ale Charlotte ani myślała dać się zbić z tropu i odejść od tego tematu, który obchodził ją jednak najbardziej.
Tony potrafił ładnie mówić, potrafił obracać słowa w dłoniach, potrafił sprawić, że jego rozmówca ostatecznie dostawał jedno, wielkie nic, ale tak pięknie opakowane, że pośród tych wszystkich cudnych wstążeczek nie zauważał nawet, że tak naprawdę nie dostał odpowiedzi na pytanie. Charlotte jednak, tak jak wspomniała, uczyła się prawa: a poza tym znała Anthony’ego zbyt długo, aby nie dostrzegła pewnych wzorów w jego zachowaniu. Nasłuchała się bardzo wielu słów, których jedynym celem było ukrycie sedna.
Nie, nie było mowy, aby kupiła tę przemowę, brzmiącą jak gładka informacja dwóch polityków, którzy prowadzili razem partię, a teraz postanawiają zacząć dwie osobne, z powodu różnicy interesów.
– Dlaczego wasza rozmowa była taka niesatysfakcjonująca? Co takiego któryś z was zrobił, że nagle obaj wydajecie się skłonni rwać szaty i skakać z rozpaczy z mostów, kiedy dwa tygodnie temu wszystko było w porządku? – spytała, zerkając jeszcze za kelnerem, by przypadkiem ten nie zaskoczył jej, przynosząc zamówienie i nie usłyszał odrobinę za dużo. W końcu oficjalnie lepiej było trzymać się wersji, że to spotkanie w interesach dwójki pracowników Ministerstwa: Charlotte w końcu nie chciała narobić Anthony’emu jakiś problemów. Był jedną z bardzo niewielu osób na świecie, którym kłopotów… no dobrze, nadmiernych kłopotów, bo ich odrobina bywała ciekawa… nie chciała sprawić.
– Jenkins – westchnęła, zbywając to ruchem dłoni. – Ta kobieta… cóż, jakoś mnie nie dziwi, że coś sobie wymyśliła, a potem nagle się wycofała. Nie zdziwiłabym się, gdyby przekazała ten pomysł jakiemuś… hm… młodemu, obiecującemu i pełnemu energii – powiedziała, wydymając usta, i to w porównaniu z pogardliwym tonem wyraźnie świadczyło, że nie ma na myśli niczego pozytywnego. Nie, nie chodziło o wypomnienie Tonyemu wieku, wszak była starsza, a raczej o przytyk wobec gustów Eugenii oraz nepotyzmu, którego nie wypowiedziała tak całkiem wprost. – Powiedziałabym, że mógłbyś z powodzeniem założyć własną firmę, zajmującą się badaniami i współpracą i bez niej, ale wiem, że zawsze lubiłeś politykę. A wracając do ciebie i Jonathana…
To nie tak, że perypetie Anthonyego z pracą jej nie interesowały, ale Charlotte ani myślała dać się zbić z tropu i odejść od tego tematu, który obchodził ją jednak najbardziej.