Spuścił wzrok w dół, gdy został zganiony za swoje zbyt pozytywne myślenie. Faktycznie, świętować będzie mógł, dopiero gdy znajdzie się daleko stąd.
— Uważam, że nie wyszedłem z wprawy — odparł po dłuższej chwili ugodowo, nie chcąc wyrzucić z siebie jedynie suchego „tak”. Doceniał taktowne podejście Trevora do sprawy, chociaż nie był w stanie ocenić, na ile wynikało to z faktycznych przekonań, czy zaś była to swego rodzaju maska. Nie miał jednak powodu wątpić w intencje mężczyzny, toteż wydusił z siebie lekki uśmiech. — Tak, zdarza mi się tam czasem wpaść. Chociaż ciężko odmówić Ci racji — kontynuował nieco niemrawo — Klub Pojedynków przypomina bardziej organizację towarzyską, że nie wszyscy członkowie są zawodowymi pojedynkowiczami. W tak różnorodnym gronie ciężko o utrzymanie kondycji, chociażby na poziomie Aurura u każdego. Raczej chodzi o to, aby nie wyjść z wprawy i mieć „rozrywkę” na wolny czas.
Raczej nie umniejszam tym innym członkom, pomyślał Erik, wodząc przez moment wzrokiem na boki. Srebrne Różdżki nie przypominały zbytnio tradycyjnego Klubu Pojedynków, jaki mogli kojarzyć uczniowie Hogwartu z czasów szkolnych. Był przede wszystkim organizacją elitarną, a proces włączenia do kręgu zaufanych nowych członków nie był taki znowuż łatwy. To z kolei sprawiało, że stali uczestnicy rozgrywek czy treningów towarzyskich mogli popaść w swego rodzaju marazm. Ciągle widziało się te same twarze, te same techniki, te same zagrywki, aż w końcu kreatywność – tak ważna przy pojedynkach – gdzieś się zatracała na poczet zabawy elity.
— Przykry obowiązek — skomentował z nutą zrozumienia. — Chociaż nie zawsze jest tak źle. Czasami z bankietu może wyniknąć wiele dobrego. Zarówno dla uczestników, jak i dla społeczeństwa. O ile ktoś jest zainteresowany wsparciem go w odpowiedni sposób.
Na tym w dużej mierze skupiała się działalność Longbottomów. Może i Erik nie przepadał za różnej maści balami i przyjęciami, gdyż wiązało się to nierzadko z obecnością znienawidzonej przez niego prasy, ale nie mógł zaprzeczyć, że hojność gości pomagała przy różnych akcjach charytatywnych. Dodać do tego parę twarzy, które faktycznie są zainteresowane okazaniem pomocy, a nie tylko tym, aby wypaść dobrze w towarzystwie czy przed dziennikarzami, a nawet wydarzenie kulturowe dla rodów czystej krwi można było przekształcić w coś, co było w stanie pozbyć się cierpień i trosk co poniektórych.
Skinął głową, gdy Trevor przyjął pieniądze.
— Oh, oczywiście — Przechylił lekko głowę w bok. — Nie będę zajmował więcej czasu.
Nietrudno było odnieść wrażenie, że incydent związany ze złodziejem raczej nie było wydarzeniem, które Trevor planował jako główną atrakcję tego dnia. Ba, mógł się nawet gdzieś spieszyć, więc Erik nie chciał już wciągać czarodzieja w rozmowę, jeśli ten się gdzieś wyjątkowo spieszył. Wszyscy się uganiali za własnymi sprawami. Bez względu na to, czy był to Nokturn, Pokątna czy nawet Horyzontalna, ludzie dzisiaj dosyć żwawo poruszali się chodnikach, pragnąc dostać się z punktu A do punktu B. Uroki gorączki nadchodzących obchodów, czyż nie?
Przeszli jeszcze kawałek trasy razem, co dało Longbottomowi szansę na mimowolne kontynuowanie trwającej między nimi konwersacji. Nie był częstym gościem w barach na Nokturnie, starał się ich wręcz unikać. Poniekąd wynikało to z zawodu, jakim się parał, ale też własnych preferencji. Wiedział, w jakich lokalach czuje się komfortowo i gdzie może się spotkać z bliskimi, a Ulica Śmiertelnego Nokturnu nie należała do dzielnic, które były odwiedzane przez jego przyjaciół. Dziurawy Kocioł był niezłym lokalem, jednak Klubokawiarnia Nory również zaczynała się plasować bardzo wysoko na jego prywatnym rankingu.
— Będę miał na uwadze Twoją sugestię — potwierdził z nieznacznym uśmiechem. — Osobiście wychodzę z założenia, że lokal ma raczej znaczenie drugorzędne. Jasne nadaje to atmosfery, a wybór trunków bywa dodatkowym plusem, ale ważniejsze jest to, z kim się pije. W dobrym towarzystwie nawet najgorsze popłuczyny wydają się znośne w smaku. — Erik zatrzymał się przy skręcie w uliczkę prowadzącą na Pokątną. — Wygląda na to, że czas się rozejść. Jeszcze raz dziękuję za pomoc. Do zobaczenia i... powodzenia w tym tłumie.
Uniósł lekko kąciki ust ku górze, po czym zniknął w uliczce, aby dalej skierować swe kroki na główną ulicę w magicznej dzielnicy Londynu. Wpadnięcie na złodzieja zdecydowanie nie było najprzyjemniejszym elementem tego wypadu do miasta, ale przynajmniej wszystko skończyło się względnie dobrze. Teraz tylko upewnić się, że o niczym nie zapomniał i mógł wracać do Doliny Godryka. Sukces!
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞