Norka niemalże od samego początku dość mocno angażowała się w to, co działo się aktualnie w Wielkiej Brytanii. Być może nie trzymała różdżki w dłoni i nie walczyła twarzą w twarz z oprawcami, jednak pomagała jak tylko potrafiła tym, którzy to robili. Należała do grupy, która stawiała opór, chociaż pewnie mało kto mógł się tego po niej spodziewać. Była niepozorna, uśmiechała się do wszystkich, miała przyjaciół zarówno wśród czarodziejów czystej krwi jak i mugolaków. Zdawała sobie sprawę z tego, że niektóre osoby, które bywały niedaleko niej, może nawet codziennie zaglądały do cukierni mogły należeć do tej grupy osób, której zależało na tym, aby pozbyć się mugolaków z ich świata.
Miała świadomość, że mogło być tylko gorzej, przynajmniej na to musieli być przygotowani po tym, co się ostatnio wydarzyło. Oprawcy przestali sięgać po półśrodki, zależało im na tym, aby ludzie się ich bali. Nie mogli pozwolić na to, żeby strach nie pozwalał im normalnie egzystować. Właśnie dlatego starała się żyć w miarę normalnie, no może poświęcała więcej czasu na tworzenie eliksirów, czy innych wyrobów, które mogły pomóc jej bliskim radzić sobie podczas walki. Nie zmieniało to jednak zbyt wiele w jej życiu.
- Tobie? Jakbym śmiała. - Rzuciła lekko, z uśmiechem. Zdawała sobie sprawę, że akurat Ambroisa wcale nie tak łatwo było urobić, jednak i na niego miała swoje sposoby, co zresztą udowodniła ostatnio, kiedy w końcu udało jej się wcisnąć mu jednego z kotów, które potrzebowały domu. Znała różne sztuczki, a na pewno nie można jej było odmówić uroku osobistego, no i jej pączki... za nie wielu dałoby się pokroić.
Figgówna ostatnio dość mocno pozwalała sobie wchodzić na głowę, Greengrass był jedną z osób, która raczej nigdy nie dzieliła się z nią swoimi problemami, wręcz przeciwnie - próbował nieco z niej ściągnąć, zawsze służył jej radą, czy wsparciem, często znajomościami, naprawdę to doceniała. Zresztą poniekąd przez to od wielu lat uważała go bardziej za brata, niż pierwszego, lepszego znajomego. Opiekował się nią, chociaż wcale o to nie prosiła.
- Domyślam się, że wiesz. - Przecież i medycy mieli aktualnie ręce pełne roboty, zapewne jeszcze trochę to potrwa. Nie było w tym niczego dziwnego. Pokłosie pożarów będzie się za nimi ciągnęło jeszcze przez długi czas. Nie sądziła zresztą, że kiedykolwiek o tym zapomną. Zbyt wiele złego się wydarzyło.
- Przepraszam za bałagan. - Mruknęła jeszcze, gdy znaleźli się w kuchni, bo faktycznie to miejsce nie wyglądało najlepiej. Na szafkach stały porozstawiane najróżniejsze składniki, na ogniu dosyć spory kocioł, jednak nie była w stanie sprzątać tego na bieżąco, nie kiedy ciągle musiała coś warzyć, czy gotować.
- Maści, eliksiry przeciwbólowe, no i teraz kadzidła na Mabon, właściwie to wszystko. - Odparła zgodnie z prawdą. Ludzie potrzebowali dosłownie wszystkiego, a skoro mogła im to dać, to zajmowała się każdym zleceniem po kolei. Wiedziała, że jej umiejętności pozwalały jej na to. Nie był to moment, w którym skupiała się tylko i wyłącznie na wypiekach, które stały się jej domeną, zajmowała się dosłownie wszystkim.