30.07.2025, 12:20 ✶
Anthony wyraźnie dał do zrozumienia, że uważa ich rozmowę za zakończoną. Wyglądał na zmęczonego. Wyglądał na kogoś, kto bardzo chce zostać sam. Lazarus rozumiał tę potrzebę. Wciąż jeszcze w lekkim napięciu, ale już na powrót ze starannie neutralnym wyrazem twarzy, ruszył do drzwi i mentalnie przygotował się na ponowny kontakt z osobami, których pokoje mijał w drodze na spotkanie.
Było trochę za wcześnie, żeby w biurową atmosferę wkradło się typowe dla wielu miejsc pracy rozluźnienie spowodowane zbliżającym się wyjściem do domu, ale może to i dobrze. Będzie mógł zobaczyć zespół przy pracy. Może nie będą mieli czasu albo głowy do dłuższych pogawędek, zawsze kłopotliwych, bo o czym tu rozmawiać z dopiero co poznanymi ludźmi?
Nie zdążył położyć dłoni na klamce, kiedy złapał go napad kaszlu, kolejny tego dnia. Lazarus przestał liczyć po trzecim. Od Spalonej Nocy czuł się, jakby w drogach oddechowych zalęgło mu się coś włochatego i drażniącego. Cudem udało mu się przejść rozmowę kwalifikacyjną bez rozkaszlania się, ale najwyraźniej jego szczęście właśnie się wyczerpało. Zamiast na klamce, wsparł rękę płasko o drzwi gabinetu, próbując opanować skurcz oskrzeli. Może pora jednak rzucić palenie? - przeszło mu przez myśl, całkiem bez sensu, bo przecież kaszlał nie od papierosów, a od nawdychania się zanieczyszczonego dymem powietrza kilka dni temu. Odys… może Odys może mi przepisać jakieś eliksiry? Jest w końcu uzdrowicielem…
Udało mu się przestać, nabrać powietrza, na szczęście tylko trochę świszcząco. Na lewej dłoni, którą zasłonił usta, pojawiły się ślady czarnej flegmy. Zignorował je.
- Przepraszam - wychrypiał - to nic zakaźnego, od tych pożarów większość mojego biura tak kaszle.
Uspokoił oddech i spojrzał w ciemne oczy Selwyna - mężczyzna był wyższy od niego, co zdarzało się, ale nie tak znowu często. Po chwili jego wzrok obsunął się na bok, omiatając resztę jego twarzy.
- Chętnie obejrzę biuro, skoro od jutra pan Shafiq zamierza wrzucić mnie na głęboką wodę - zerknął na drugiego z kierowników - chciałbym też posłuchać o rozkładzie dnia i oddziałowych zwyczajach, jeżeli to nie problem.
Odwrócił się do drzwi, wreszcie chwytając za klamkę, na chwilę zamknął oczy. Wydech. Przykrył wszystkie emocje, jakie mogły w nim zostać, grubym kocem pozornego spokoju, otworzył drzwi i pewnym krokiem opuścił pomieszczenie.
Było trochę za wcześnie, żeby w biurową atmosferę wkradło się typowe dla wielu miejsc pracy rozluźnienie spowodowane zbliżającym się wyjściem do domu, ale może to i dobrze. Będzie mógł zobaczyć zespół przy pracy. Może nie będą mieli czasu albo głowy do dłuższych pogawędek, zawsze kłopotliwych, bo o czym tu rozmawiać z dopiero co poznanymi ludźmi?
Nie zdążył położyć dłoni na klamce, kiedy złapał go napad kaszlu, kolejny tego dnia. Lazarus przestał liczyć po trzecim. Od Spalonej Nocy czuł się, jakby w drogach oddechowych zalęgło mu się coś włochatego i drażniącego. Cudem udało mu się przejść rozmowę kwalifikacyjną bez rozkaszlania się, ale najwyraźniej jego szczęście właśnie się wyczerpało. Zamiast na klamce, wsparł rękę płasko o drzwi gabinetu, próbując opanować skurcz oskrzeli. Może pora jednak rzucić palenie? - przeszło mu przez myśl, całkiem bez sensu, bo przecież kaszlał nie od papierosów, a od nawdychania się zanieczyszczonego dymem powietrza kilka dni temu. Odys… może Odys może mi przepisać jakieś eliksiry? Jest w końcu uzdrowicielem…
Udało mu się przestać, nabrać powietrza, na szczęście tylko trochę świszcząco. Na lewej dłoni, którą zasłonił usta, pojawiły się ślady czarnej flegmy. Zignorował je.
- Przepraszam - wychrypiał - to nic zakaźnego, od tych pożarów większość mojego biura tak kaszle.
Uspokoił oddech i spojrzał w ciemne oczy Selwyna - mężczyzna był wyższy od niego, co zdarzało się, ale nie tak znowu często. Po chwili jego wzrok obsunął się na bok, omiatając resztę jego twarzy.
- Chętnie obejrzę biuro, skoro od jutra pan Shafiq zamierza wrzucić mnie na głęboką wodę - zerknął na drugiego z kierowników - chciałbym też posłuchać o rozkładzie dnia i oddziałowych zwyczajach, jeżeli to nie problem.
Odwrócił się do drzwi, wreszcie chwytając za klamkę, na chwilę zamknął oczy. Wydech. Przykrył wszystkie emocje, jakie mogły w nim zostać, grubym kocem pozornego spokoju, otworzył drzwi i pewnym krokiem opuścił pomieszczenie.