Nie znosiła bałaganu. Raczej starała się utrzymywać porządek w miejscu swojej pracy. Nie zawsze jednak było to takie proste, nie kiedy miała ręce pełne roboty, i nie do końca wiedziała w co je wsadzić. Zlecenia sypały się jedno za drugim, a że starała się je realizować jak najszybciej się dało, to trochę cierpiały na tym jej standardy związane z czystością.
Pokręciła jedynie głową słysząc słowa przyjaciela. Jasne, na pewno wyśle na nią inspekcję, oczywiście tego właśnie mogła się po nim spodziewać, a tak naprawdę to wyczuła tę ironię w jego głosie. Wolała jednak przeprosić za warunki, jakie panowały w kuchni. Ambroise na pewno zdawał sobie sprawę z tego, że Norka miała dość wysokie standardy, przykładała wagę do takich pierdół, a co najważniejsze wszystkim zajmowała się sama. Teraz trochę brakowało jej rąk, ale bywały i takie momenty w życiu, kiedy nie do końca można mieć było wszystko.
- Będę miała to na uwadze, póki co niczego mi nie brakuje, ale kto wie. - Nie odrzucała propozycji, bo wiedziała, że dobrze było mieć jakieś dodatkowe źródła ingredientów. Składników w pobliskich sklepach mogło zabraknąć, bo czasy były niepewne, ludzie się obkupywali, bo woleli mieć wszystko pod ręką. Kto wie, kiedy będzie im się to mogło przydać. Zresztą wcale nie dziwiło jej podobne zachowanie, sama wolała mieć większe zapasy niż dotychczas.
Oczywiście miała swoją własną hodowlę ziół, jednak nie była ona zbyt wielka. Miała swój skromny ogródek na tyłach cukierni, jednak nie była w stanie tam sadzić zbyt wielu roślin. Musiała zastanowić się nad jakimś rozwiązaniem, bo zdecydowanie dużo lepiej było mieć wszystko swoje. Potrafiła zajmować się roślinami, od zawsze były one jej pasją, więc samo dbanie o nie nie było dla niej problemem, gorzej z miejscem. Miała zresztą wrażenie, że cukiernia powoli robi się dla niej za mała, powinna zastanowić się nad dokupieniem kolejnego piętra, które mogłaby zaadaptować. Być może sąsiedzi postanowią wynieść się z Londynu. Oczywiście, że nie zależało jej na tym, aby ludzie opuszczali to miejsce, w tym wypadku jednak to mogłoby być dla niej całkiem niezłym rozwiązaniem.
- Och. - Nie do końca wiedziała czego powinna się spodziewać, chociaż poniekąd miała swoje podejrzenia. Przejęła zaproszenie od Ambroisa i najpierw obejrzała je bardzo ostrożnie, nie chcąc go zniszczyć. To by dopiero było niefortunne. Kilka chwil później przeczytała jego treść. Gdy to zrobiła na jej twarzy pojawił się uśmiech, całkiem szczery. Przyjaźniła się z Greengrassem od lat i naprawdę dobrze mu życzyła. Najwyraźniej dość szybko odszedł od tego, o czym rozmawiali jeszcze podczas wakacji, dobrze było wiedzieć, że w końcu pozwolił sobie na szczęście.
- Widzę, że czekają Cię spore zmiany, jakże szybko wszystko się może zmienić. - Dość zabawne było to, że zdążył się zaręczyć w te kilka dni, kiedy ona zrobiła coś zupełnie przeciwnego. Niezbadane są koleje losu.
- Nie pozostaje mi nic innego, jak Ci pogratulować, długo na to czekałeś. - Nie miała zamiaru wytykać mu wieku, ale nie da się ukryć, że był od niej starszy o kilka lat i chyba czas najwyższy sięgać po to, co może przynieść szczęście.