Był to dzień który mijał jej całkiem intensywnie. Wydawało jej się słuszne spotkanie twarzą w twarz z przyjaciółmi, sprawdzenie, jak się miewają, jak przetrwali tamtą noc. Jej najbliżsi byli bezpieczni, jednak poza tymi, którzy znajdowali się z nią w Exmoor miała jeszcze kilka osób na których jej zależało. Spotkała się wcześniej z Millie, dobrze było widzieć ją w jednym kawałku, zwłaszcza, że dowiedziała się o tym, że przyjaciółka większość tamtej nocy spędziła na ulicach Londynu walcząc z ogniem i ratując ludzi. Mogła stać się jej krzywda. Miała świadomość jednak, że były osoby, które nie potrafiły zająć się sobą, tylko chciały pomagać jak największej ilości osób. Ona chyba nieco od tego odeszła. Skupiła się na tym, aby jej najbliżsi jakoś przetrwali tę tragedię. Tylko to miało znaczenie.
Spotkanie z Erikiem zawsze było dobrym pomysłem. Wiedziała, że ma sporo na głowę, krótki trening jednak jeszcze nikomu nie zaszkodził, wręcz przeciwnie. Mógł na moment odsunąć troski, pozwolić skupić się na czymś zupełnie innym. Longbottom był zresztą doskonałym przeciwnikiem, tak jak Yaxleyówna pozostawał w wybitnej formie, mało kto był w stanie im dorównać, była tego całkiem świadoma. Poświęcili na to lata, ale było warto.
- Drobny sparing jeszcze nikomu nie zaszkodził. - Rzuciła lekko spoglądając na przyjaciela. Jasne, nie był to może najlepszy czas na takie rzeczy, z drugiej jednak strony, czy szybko miało się coś zmienić? Mierzyli się z pokłosiem pożarów, to jednak nie powinno wiązać się z zaniedbywaniem typowych dla nich aktywności. - Cieszy mnie to, że zakładasz, że to ja Tobie obiję tyłek, świetne nastawienie Longbottom. - Nie brzmiał szczególnie optymistycznie, ale czego mogła się po nim spodziewać? Jego rodzina dość mocno ucierpiała podczas pożarów, nie miał powodu do tego, aby tryskać wspaniałym humorem.
- Nie mam czego odreagowywać, tak właściwie to niezbyt ucierpiałam w pożarach, zarówno ja jak i moja rodzina. Poszczęściło nam się. - W Snowdonii psy szczekały dupami, była położona daleko od centrum wydarzeń, nie zdziwiło jej wcale to, że jej rodzinna posiadłość nie została ruszona. Mało kto pewnie pamiętał o tamtym miejscu, zresztą nie było powodu, aby Voldemort interesował się tamtymi rejonami. W końcu jej rodzina była czystokrwista, gdyby sobie wybrał na cel tamto miejsce z dala od innych rezydencji to byłoby wiadomo, że chciał uderzyć konkretnie w nich, a nie miał ku temu powodów.
- Brak zasad, jak zawsze? Po co nam zasady, nasi realni przeciwnicy i tak ich nie będą przestrzegać. - Ścisnęła mocniej szpadę w swojej lewej dłoni. Wybierała do tych pojedynków zawsze nieco mniejszą broń niż Erik, bo dużo łatwiej jej się nią manewrowało, była lżejsza, dzięki czemu mogła działać szybciej.
Przyjrzała się Erikowi, który z pewną nostalgią wpatrywał się w stronę miasta. Nie dało się ukryć, że nie było w najlepszej formie. Dolina oberwała dość mocno, sporo domów się spaliło i pewnie sporo czasu zajmie ich odbudowanie. Nie skomentowała jednak tego, czuła, że przyjaciel potrzebuje tej chwili dla siebie. Na pewno mocno przeżywał to, że jego rodzinny dom został zniszczony. Wolała nawet nie myśleć o tym, jakby się poczuła, gdyby to dotyczyło rezydencji Yaxleyów. W końcu te miejsca zawsze kojarzyły się z bezpieczeństwem, jak widać chyba czas najwyższy skończyć z takimi skojarzeniami, nie można bowiem być pewnym, że znowu ktoś nie postanowi zachwiać spokoju.