— Wyglądacie jak dwa zjeby — szepnął, odrzucając do tyłu blond grzywkę, której absolutnie się nie spodziewał. Uniósł brwi na Asenę. Blond? Prostowany blond? Co on, Beatels jakiś, z grzywką ulizaną jakby go krowa językiem uczesała? — Kurwa, serio? Trzy zjeby. I lizać może nie, ale jak się obudzicie z parchami od klątwy, to nie do mnie.
Tyle narzekania, tyle narzekania, ostatecznie nie było to ważne, interesowała go teraz mechanika i konstrukcja magiczna tworu wiweryjnego (a może wiwernowego? Nigdy nie był dobry z języka, książek też zbyt wiele nie czytał), części składowe zapadek, zakładek, magiczne sigile, gotowe uruchomić blokady, wyjce, alarmy czy sprowadzić typków spod ciemniejszej gwiazdy niż oni sami. Przecież nie BUM-owców, tu był Nokturn, szanujmy się.
— Dobra, działam, ale nawet przy najlepszym wyjściu, musimy się sprężać, nie mamy za dużo czasu, tak dla bezpieczeństwa trzymamy się pół godziny. Później ja się zmywam, nie patrzę w tył. Pasi?
Nie czekał na odpowiedź potwierdzającą czy jakiekolwiek dyskusje, bo uznał swoje pytanie za retoryczne. Zresztą, tylko ktoś pokurwiony na łeb stwierdziłby, że to dobry pomysł kręcić się po wrogim lokalu dłużej, zwłaszcza że jucha już leciała. Zaczął rozbrajać zamek.
Rzut na rozbrojenie zamka, zgodnie z mechaniką podaną przez MG:
Przewagi: Złodziejstwo (I), Tworzenie mechanizmów (II)