16.02.2023, 12:57 ✶
Poczuł się nieswojo. Widok dziewczęcych łez sprawiły, że miał nieodparte wrażenie, jakby to była wyłącznie jego wina. Wiedział, że było to głupie, bo szczere pomylenie łazienek jeszcze nigdy nie doprowadziło nikogo do płaczu, nie powiedział też nic złego w stronę krukonki. Z drugiej strony miał też świadomość, że gdyby nie on, to cała ta przykra konfrontacja z duchem nie miałaby miejsca.
- Jasne, nie ma sprawy. To drobiazg – odparł bez przejęcia, naturalnym tonem i schował ręce do kieszeni. Nie chciał, żeby ktoś w jego towarzystwie był smutny i jeśli mógł coś zrobić, by poprawić czyiś humor, to robił to. Podniesienie na niego głosu ani trochę na to nie wpłynęło.
- Trochę sobie zasłużyłem, nie powinienem tu wchodzić. Spieszyłem się, by zdążyć na Historię Magii i nie zauważyłem, że to damska ubikacja – usprawiedliwił jej atak bez żadnych pretensji w głosie. Rozumiał jej zachowanie, sam pewnie na jej miejscu zachowałby się w podobny sposób. Rozejrzał się szybko wokół: nie ujrzał Jęczącej Marty, która obrażona komentarzami pierwszoroczniaków gdzieś odfrunęła. Był jednak przekonany, że niedługo wróci, z nową serią wyzwisk, jeśli nie uciekną w porę z jej królestwa.
- Nie przejmuj się. Każdemu od czasu do czasu dokuczają duchy. Ja niedawno w drodze na zajęcia z winy ruchomych schodów znalazłem się na niewłaściwym piętrze i dorwał mnie Irytek. Obrzucił mnie balonami z wodą i potem całą lekcję przesiedziałem mokry od stóp do głów – podjął próbę pocieszenia jej, przekazując swoją opowieść wesołym, nieżywiącym urazy tonem. Wskazał otwartą dłonią na mokrą po starciu z Martą nogawkę, a następnie kiwnął tę samą ręką w stronę swojego ciała, próbując w ten sposób sprawić, by spróbowała sobie wyobrazić na całym jego mundurku to, co działo się na jego nogawce. Uśmiechnął się do niej ciepło, na znak, że nie musi się już zamartwiać niemiłą strażniczką łazienki, bo każdemu zdarzają się takie przygody.
- A czy wszystko w porządku, nie licząc tego jęczącego ducha? - spytał się dla pewności, bo przypomniał sobie, że Marta wspominała o tym, że półwila była smutna jeszcze zanim Theodore wbił do ubikacji.
- Jasne, nie ma sprawy. To drobiazg – odparł bez przejęcia, naturalnym tonem i schował ręce do kieszeni. Nie chciał, żeby ktoś w jego towarzystwie był smutny i jeśli mógł coś zrobić, by poprawić czyiś humor, to robił to. Podniesienie na niego głosu ani trochę na to nie wpłynęło.
- Trochę sobie zasłużyłem, nie powinienem tu wchodzić. Spieszyłem się, by zdążyć na Historię Magii i nie zauważyłem, że to damska ubikacja – usprawiedliwił jej atak bez żadnych pretensji w głosie. Rozumiał jej zachowanie, sam pewnie na jej miejscu zachowałby się w podobny sposób. Rozejrzał się szybko wokół: nie ujrzał Jęczącej Marty, która obrażona komentarzami pierwszoroczniaków gdzieś odfrunęła. Był jednak przekonany, że niedługo wróci, z nową serią wyzwisk, jeśli nie uciekną w porę z jej królestwa.
- Nie przejmuj się. Każdemu od czasu do czasu dokuczają duchy. Ja niedawno w drodze na zajęcia z winy ruchomych schodów znalazłem się na niewłaściwym piętrze i dorwał mnie Irytek. Obrzucił mnie balonami z wodą i potem całą lekcję przesiedziałem mokry od stóp do głów – podjął próbę pocieszenia jej, przekazując swoją opowieść wesołym, nieżywiącym urazy tonem. Wskazał otwartą dłonią na mokrą po starciu z Martą nogawkę, a następnie kiwnął tę samą ręką w stronę swojego ciała, próbując w ten sposób sprawić, by spróbowała sobie wyobrazić na całym jego mundurku to, co działo się na jego nogawce. Uśmiechnął się do niej ciepło, na znak, że nie musi się już zamartwiać niemiłą strażniczką łazienki, bo każdemu zdarzają się takie przygody.
- A czy wszystko w porządku, nie licząc tego jęczącego ducha? - spytał się dla pewności, bo przypomniał sobie, że Marta wspominała o tym, że półwila była smutna jeszcze zanim Theodore wbił do ubikacji.