01.08.2025, 00:02 ✶
To nie było tak, że Atreus posiadał jakieś dziwne pojęcie o tym, czym zajmowali się brygadziści - w końcu sam przez to przechodził; przez całe dwa lata zajmował się szeroko pojętą pracą w brygadzie, która nie ograniczała się do wypominanego przez niego spisywania mioteł. Detektywi pewnie bardzo dobrze się bawili, ścigając przestępców i badając związane z nimi sprawy, ale kiedy on sam zrobił ten ważny krok i zdał egzaminy aurorskie, na wierzch wyszło jego własne ego. I potrzeba złośliwości.
- Farta? Proszę cię. Żałuję bardzo, że się nie załapałem - westchnął, wyraźnie tym wszystkim rozczarowany. Ale z drugiej strony odbił to sobie podczas Windermere, nawet jeśli smolista czerń, jaka kłębiła się po całej tamtej okolicy, była równie upiorna jak czarny szlam który przylepiał się do ścian Perły Morza. Gdyby nie fakt, że dowiedzieli się o Persefonie i jej zamiarach, zastanawiał się czy i na statku ktoś nie podrzucił takiej kryształowej czaszki.
- Hm, no tak. No to trudno, upiekło mu się - prychnął, razem z nią kierując się dalej, wzdłuż jednej ze ścieżek, która prowadziła od rozstaju, a która jego zdaniem wracała w stronę miasteczka. Kiedy zamarła, sam zatrzymał się, oglądając najpierw na nią, a potem idąc za jej spojrzeniem, ku jednemu z drzew. - No to w takim razie to jego szczęśliwy dzień. Chodź, jestem prawie pewien, że ta prowadzi w odpowiednią stronę, ale i tak trzymaj kciuki. Chociaż... skoro nie wpadłaś do dołu, to może ta błyskotka działa też na znajdowanie drogi? - uśmiechnął się półgębkiem, w końcu ruszając dalej. I jak się okazało - wrócili do Little Hangleton bez dalszych problemów.
- Farta? Proszę cię. Żałuję bardzo, że się nie załapałem - westchnął, wyraźnie tym wszystkim rozczarowany. Ale z drugiej strony odbił to sobie podczas Windermere, nawet jeśli smolista czerń, jaka kłębiła się po całej tamtej okolicy, była równie upiorna jak czarny szlam który przylepiał się do ścian Perły Morza. Gdyby nie fakt, że dowiedzieli się o Persefonie i jej zamiarach, zastanawiał się czy i na statku ktoś nie podrzucił takiej kryształowej czaszki.
- Hm, no tak. No to trudno, upiekło mu się - prychnął, razem z nią kierując się dalej, wzdłuż jednej ze ścieżek, która prowadziła od rozstaju, a która jego zdaniem wracała w stronę miasteczka. Kiedy zamarła, sam zatrzymał się, oglądając najpierw na nią, a potem idąc za jej spojrzeniem, ku jednemu z drzew. - No to w takim razie to jego szczęśliwy dzień. Chodź, jestem prawie pewien, że ta prowadzi w odpowiednią stronę, ale i tak trzymaj kciuki. Chociaż... skoro nie wpadłaś do dołu, to może ta błyskotka działa też na znajdowanie drogi? - uśmiechnął się półgębkiem, w końcu ruszając dalej. I jak się okazało - wrócili do Little Hangleton bez dalszych problemów.
Koniec sesji