— Na pewno pani przesadza — roześmiał się przyjacielsko. Gio lubił osoby podchodzące z dystansem do siebie. Nic nie psuło nastroju jak obchodzenie się z towarzyszem jak jajkiem, aczkolwiek potrafił sobie z tym radzić, jak na dobrze wychowanego czarodzieja przystało.
Wycieczki antropologiczne wprawiły Gio w przedzieraniu się przez opuszczone przez ludzi tereny. Wiele interesujących go osobników mieszkało z dala od cywilizacji a często jedynym śladem ich istnienia były legendy i plotki w okolicznej osadzie. Najczęściej nie znajdywał nic, chociaż czasem udało mu się odkryć tajemnicę, którą okazywała się samowystarczalna staruszka, która w lesie zaszyła się nie z powodu posiadania dodatkowej pary rąk, a lęku społecznego.
Giovanni podzielał złość panny Lupin. Arabella była przyjemną osóbką, chociaż czarodziej nie był z nią blisko, to bardzo ją szanował. Cóż, jak prawie każdego, kto na jakikolwiek szacunek choć trochę zasługiwał.
— Oh, proszę się nie przejmować, na szczęście znam pewne znakomite zaklęcie — rzucił dumnym głosem. — Gruntus Dostopus.
Machnął różdżką w stronę spadu. Jeśli zaklęcie wyszło, ziemia przekształciła się w kształt stabilnych schodów wiodących bezpiecznie w dół. Pomimo błota, stopnie powinny się nie ślizgać. Powinny.
Transmutacja:
Akcja nieudana