02.08.2025, 04:12 ✶
Senka pokręciła nosem, niby to teatralnie niezadowolona z tej wymiany zdań o domu. Bo nie, nie było jej tu źle. Nie mogła narzekać. Ba, bardzo lubiła Rejwach. Lubiła Tarpaulina, Lewiego i ich nowy nabytek, jakim wydawała się Nico. Lubiła te odrapane ściany, sklejanie wszystkiego na ślinę i nawet drącego się okazjonalnie barda. Było jej tu lepiej jak... jak w domu. Może dlatego na moment poczuła niewygodną gulę gdzieś w żołądku. Na moment, oczywiście, bo dla równowagi przewróciła oczami na te krzywe próby dopasowania języka do nieznajomych słów.
- Leki na bolące plecy? - zapytała wesoło, oczywiście dołączając do tego wprawną minę niewiniątka. - Ale tak, w sumie to nie będzie nasza wina, że nigdy takiej gołej baby na miotle nigdy nie zobaczą - pokiwała głową, z miną absolutnie z siebie zadowoloną, bo bardzo dobrze być o krok przed klientem. Jak się było krok do tyłu to wtedy tylko łokieć, pięta i nie ma klienta - magiczne zaklęcie, które powtarzała kiedy któryś z pijaczków zaczynał im coś broić na sali. - Wiesz, ja nie jestem pewna, czy te trupy to nie powinny być odpowiedniej ważności? No bo jak już się chwilę w ziemi poleży, w sensie martwym i nie będąc nieumarłym, to to ciało się jednak trochę rozkłada. Głupio łapać za takiego rozłożonego cycka.
A przynajmniej ona by nie łapała za takie, ani też nie chciałaby takich posiadać. Nie była do końca pewna, jak wyglądały w ogóle standardy w Kościanym Zamtuzie, bo z Lewisa to raczej były hihi hehe żarty i niestworzone historie, zamiast badanie systemu burdelowego na Podziemnych, ale była pewna że klienci też mieli pewne... standardy. Nawet jak na kogoś kto lubił zimne.
Zabawne to było trochę, że Woodiemu się trochę chyba ojcowski instynkt uruchomił i to zaraz po tym jak z wujeczną rubasznością rzucał swoje żarciki. Greyback jednak nie zraziła się tym wcale, albo i nawet tego nie zauważyła, bo podjęła zaraz temat bez mrugnięcia okiem.
- No szłam sobie normalnie, co nie. Idę sobie, okularki, te takie w czerwonych, serduszkowych oprawkach na nosie, kupiłam se gałkę w lodziarni, no dzień piękny jak każdy inny, albo i nawet lepszy. Idę sobie i nagle słyszę świst, a potem ktoś krzyczy, no to się odsunęłam, ale panna po drugiej stronie nie złapała spódnicy i ziuuuu! Wszystko było widać - kiwnęła głową, trochę wyraźnie współczując dziewczynie. Ona się nie miała czego bać, bo była bardzo postępową czarownicą i wolała spodnie. Były o wiele wygodniejsze, szczególnie kiedy kogoś trzeba było zrebutować do ustawień fabrycznych. - Ale raz sobie z nim tak rozmawiałam, Diukiem w sensie, jak zbierali zakłady przed wyścigiem. Powiedział mi, na kogo stawiać, ale zaraz poszedł komuś przywalić więc to nie trwało zbyt długo, wiec nie wiem czy mnie pamięta, ale jeśli jednak to może na ładny uśmiech by się go dało jakoś ten tego? - zastanowiła się wyraźnie, stukając palcami w stolik. Kiedy chciała, umiała całkiem zręcznie żonglować swoim urokiem osobistym, chociaż wolała jego naturalny rytm i przepływ, który może i był dość chaotyczny, ale przynajmniej do tej pory wyciągał ją z nieprzyjemnych sytuacji. - Można mu zaproponować, żeby zbijał innych miotlarzy z dowozem, jeśli znajdą się odważni i co strąci to jego - wzruszyła ramionami, ale zaraz zmrużyła oczy. - Dwa? Mamy... mamy dwóch kierowców? - zapytała ostrożnie bo coś czuła że jednak nie i Woody chciał prowadzić ten drugi.
- Leki na bolące plecy? - zapytała wesoło, oczywiście dołączając do tego wprawną minę niewiniątka. - Ale tak, w sumie to nie będzie nasza wina, że nigdy takiej gołej baby na miotle nigdy nie zobaczą - pokiwała głową, z miną absolutnie z siebie zadowoloną, bo bardzo dobrze być o krok przed klientem. Jak się było krok do tyłu to wtedy tylko łokieć, pięta i nie ma klienta - magiczne zaklęcie, które powtarzała kiedy któryś z pijaczków zaczynał im coś broić na sali. - Wiesz, ja nie jestem pewna, czy te trupy to nie powinny być odpowiedniej ważności? No bo jak już się chwilę w ziemi poleży, w sensie martwym i nie będąc nieumarłym, to to ciało się jednak trochę rozkłada. Głupio łapać za takiego rozłożonego cycka.
A przynajmniej ona by nie łapała za takie, ani też nie chciałaby takich posiadać. Nie była do końca pewna, jak wyglądały w ogóle standardy w Kościanym Zamtuzie, bo z Lewisa to raczej były hihi hehe żarty i niestworzone historie, zamiast badanie systemu burdelowego na Podziemnych, ale była pewna że klienci też mieli pewne... standardy. Nawet jak na kogoś kto lubił zimne.
Zabawne to było trochę, że Woodiemu się trochę chyba ojcowski instynkt uruchomił i to zaraz po tym jak z wujeczną rubasznością rzucał swoje żarciki. Greyback jednak nie zraziła się tym wcale, albo i nawet tego nie zauważyła, bo podjęła zaraz temat bez mrugnięcia okiem.
- No szłam sobie normalnie, co nie. Idę sobie, okularki, te takie w czerwonych, serduszkowych oprawkach na nosie, kupiłam se gałkę w lodziarni, no dzień piękny jak każdy inny, albo i nawet lepszy. Idę sobie i nagle słyszę świst, a potem ktoś krzyczy, no to się odsunęłam, ale panna po drugiej stronie nie złapała spódnicy i ziuuuu! Wszystko było widać - kiwnęła głową, trochę wyraźnie współczując dziewczynie. Ona się nie miała czego bać, bo była bardzo postępową czarownicą i wolała spodnie. Były o wiele wygodniejsze, szczególnie kiedy kogoś trzeba było zrebutować do ustawień fabrycznych. - Ale raz sobie z nim tak rozmawiałam, Diukiem w sensie, jak zbierali zakłady przed wyścigiem. Powiedział mi, na kogo stawiać, ale zaraz poszedł komuś przywalić więc to nie trwało zbyt długo, wiec nie wiem czy mnie pamięta, ale jeśli jednak to może na ładny uśmiech by się go dało jakoś ten tego? - zastanowiła się wyraźnie, stukając palcami w stolik. Kiedy chciała, umiała całkiem zręcznie żonglować swoim urokiem osobistym, chociaż wolała jego naturalny rytm i przepływ, który może i był dość chaotyczny, ale przynajmniej do tej pory wyciągał ją z nieprzyjemnych sytuacji. - Można mu zaproponować, żeby zbijał innych miotlarzy z dowozem, jeśli znajdą się odważni i co strąci to jego - wzruszyła ramionami, ale zaraz zmrużyła oczy. - Dwa? Mamy... mamy dwóch kierowców? - zapytała ostrożnie bo coś czuła że jednak nie i Woody chciał prowadzić ten drugi.
Open hand or closed fist would be fine
Blood is rare and sweet as cherry wine
Blood is rare and sweet as cherry wine