03.08.2025, 03:22 ✶
Bilius miał specjalne chody w Rejwachu, bo dostawał czyste szklanki. Te spod lady, które trzymali dla obsługi, a nie te wytarte na szybko brudną szmatą i z tłustymi odciskami palców. To nie było wiele, ale zawsze coś. Dostawał też regularne piwo, a nie starannie odmierzoną procentowo mieszankę, którą mieszali z Lewisem i Woodym wieczorami, dolewając do pinty wody. Tyle, żeby wyjść na plus, ale jednocześnie żeby klienci się nie zorientowali. Ot, regularna praktyka w lokalach ich klasy.
Weasley dostawał nawet lepsze porcje tego sławetnego Gulaszu na winie, który produkował im z pasją McKinnon, a wszystko to dlatego, że był zwyczajnie miłym gościem. Po pierwsze, nie awanturował się tak jak niektórzy. Asenka w całej swojej karierze musiała mu na poważnie nakopać tylko raz, a i to lekko bo był w takim stanie, że praktycznie sam się wyniósł. Po drugie, zapewniał innym klientom rozrywkę w postaci rozgrywek karcianych. Niby niektórzy się pieklili że tu jakieś ustawki i oszustwa, ale i tak wracali, złaknieni wrażeń. Po trzecie, trzy tygodnie temu naprawił im żyrandol, który dostawszy trzy miesiące wcześniej zbłąkanym butem, chybał się okropnie na śrubach i groził zawaleniem.
Brakowało tylko, żeby robił fikołki na zawołanie.
Wzięła głęboki wdech i policzyła w myślach do trzech, czując jak Weasley próbuje rozmasować jej rzyga. Była chyba już za stara na tego typu przygody; myślała o tym za każdym razem, kiedy przytuliła się do butelki ognistej odrobinę za mocno, ale kiedy tylko wytrzeźwiała, myśli te radośnie ulatywały uszami. Raz, dwa, trzy - niewypowiedziana uwaga, że jak ma rzygać to teraz bo nie ma czasu na cierpienie, rozpłynęło się w głowie kiedy kara boska nie nadeszła.
- Już mi przeszło - wypuściła powoli powietrze nosem. - Ale ja wiesz, Bibble to nie w tamte stronę? - zapytała, odwracając głowę oczywiście w kierunku przeciwnym do tego, w którą zaczął ich prowadzić, ale nie zrobiła nic ponad to żeby sprzeciwić się jego decyzjom. Szybko jednak tego pożałowała, bo kolejne tchnienie zastanego wiatru przyniosło ze sobą nową falę mdlącego zapachu. - Weaseley, ja myślę... - zastanowiła się z trudem, bo myślenie przychodziło jej mimo wszystko ciężko. - Że kogoś tutaj mordują - zwolniła, zmuszając go do tego samego i wskazując palcem w mijany zaułek. W odpowiedzi, coś w nim obrzydliwie mlasnęło.
Weasley dostawał nawet lepsze porcje tego sławetnego Gulaszu na winie, który produkował im z pasją McKinnon, a wszystko to dlatego, że był zwyczajnie miłym gościem. Po pierwsze, nie awanturował się tak jak niektórzy. Asenka w całej swojej karierze musiała mu na poważnie nakopać tylko raz, a i to lekko bo był w takim stanie, że praktycznie sam się wyniósł. Po drugie, zapewniał innym klientom rozrywkę w postaci rozgrywek karcianych. Niby niektórzy się pieklili że tu jakieś ustawki i oszustwa, ale i tak wracali, złaknieni wrażeń. Po trzecie, trzy tygodnie temu naprawił im żyrandol, który dostawszy trzy miesiące wcześniej zbłąkanym butem, chybał się okropnie na śrubach i groził zawaleniem.
Brakowało tylko, żeby robił fikołki na zawołanie.
Wzięła głęboki wdech i policzyła w myślach do trzech, czując jak Weasley próbuje rozmasować jej rzyga. Była chyba już za stara na tego typu przygody; myślała o tym za każdym razem, kiedy przytuliła się do butelki ognistej odrobinę za mocno, ale kiedy tylko wytrzeźwiała, myśli te radośnie ulatywały uszami. Raz, dwa, trzy - niewypowiedziana uwaga, że jak ma rzygać to teraz bo nie ma czasu na cierpienie, rozpłynęło się w głowie kiedy kara boska nie nadeszła.
- Już mi przeszło - wypuściła powoli powietrze nosem. - Ale ja wiesz, Bibble to nie w tamte stronę? - zapytała, odwracając głowę oczywiście w kierunku przeciwnym do tego, w którą zaczął ich prowadzić, ale nie zrobiła nic ponad to żeby sprzeciwić się jego decyzjom. Szybko jednak tego pożałowała, bo kolejne tchnienie zastanego wiatru przyniosło ze sobą nową falę mdlącego zapachu. - Weaseley, ja myślę... - zastanowiła się z trudem, bo myślenie przychodziło jej mimo wszystko ciężko. - Że kogoś tutaj mordują - zwolniła, zmuszając go do tego samego i wskazując palcem w mijany zaułek. W odpowiedzi, coś w nim obrzydliwie mlasnęło.
Open hand or closed fist would be fine
Blood is rare and sweet as cherry wine
Blood is rare and sweet as cherry wine