04.08.2025, 00:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.08.2025, 00:57 przez The Lightbringer.)
– Zobaczyłem... – Jim zawahał się, pozwalając jednak, aby uśmiech rozlał się po jego twarzy, jak gdyby nie potrafił go powstrzymać. – ...Zobaczyłem Świętego Graala.
Westchnął, stykając jeszcze na chwilę czoło swoje z czołem Layli, zanim wypuścił ją z objęć. Nic nie mógł poradzić na to, że słów brakło mu na opisanie uczuć, jakie wywołała w nim objawiona pośród płomieni wizja. Może gdyby posiadał charyzmat kaznodziejski, potrafiłby należycie oddać obraz, który wyrył mu się w pamięci, utkwił pod powiekami. Widać było jednak, że to, co przeżył w przeanieleniu wrażeń z pogranicza snu i jawy, poruszyło go do głębi.
– Zobaczyłem wznoszący się ku niebu złoty kielich, w którym śpiewała, przelewając się słodko, krew przenajświętsza, w kaźni wcześniej przelana. Czerwone także były wysadzające kielich rubiny, połyskujące tak jasno jako i cnoty, od Boga przecież pochodzące. I chociaż Pan Jezus był biedny, tak samo, jak biedna jest brać kuglarska, i skarbów żadnych nie posiadał – święte jego ręce wszystkie bogactwa by ubogim rozdały – przez wiele wieków legend wiele krążyło o tym drogocennym kielichu, będącym pamiątką po najważniejszym z chrześcijańskich sakramentów, Eucharystii, podczas której dzieli się chlebem i pije wino. – Wiele już razy opowiadał Jim w prostych słowach o doktrynie swej religii, wierząc, że przekona rodzeństwo do nawrócenia. – Bo Pan Jezus miał przyjaciół, których traktował jak rodzonych braci, i żebyśmy wszyscy pamiętali, że Bóg jest w tych, których nazywamy braćmi... I siostrami!– Jim wzniósł palec ku górze, zanim Layla zdążyła się wtrącić i go poprawić. – ...Żebyśmy wszyscy o tym pamiętali, Pan Bóg na pamiątkę tego wydarzenia dał nam sakrament, w którym razem z nim możemy zasiadać przy stole. Jedząc. Pijąc. Ciesząc się z życia, które nam dano, w oczekiwaniu na życie wieczne, które będzie nam dane. I chociaż Pan Jezus dzielił chleb rękoma, rozrywając pajdy w powietrzu, nie nad zdobionymi talerzami – chociaż wino nalewał z prostego dzbanka – chociaż nie robił tego w otoczeniu wielkopańskich salonów, lecz w ciszy wieczernika, siedząc na gołym klepisku... W chrześcijańskiej ikonografii przyjęło się go przedstawiać jako króla. A królowi nie pasują brudne od piachu sandały, tylko bogate szaty. Nie naga ziemia, tylko przykryty obrusami stół. Nie wyszczerbiony kubek, tylko złoty kielich. Więc w średniowieczu, kiedy było wielu królów, którzy wiary w Boga używali, aby legitymizować swoją władzę, bo wierzyli, że królestwa zostały im dane z boskiego nadania, rozpowszechniło się postrzeganie Jezusa Chrystusa jako króla królów. Tego, który zasługuje na to, co najlepsze. Najpiękniejsze. Najbogatsze. Wszyscy prześcigali się w poszukiwaniach. W imię Boga wznoszono wielkie świątynie, wypowiadano wielkie wojny, wyprawiano się w wielkie nieznane. Wszystko musiało być wielkie dla Boga... Jak gdyby ten dbał kiedykolwiek o wielkie czyny, a nie pochylał się z miłością nad małym, maleńkim człowiekiem! Wiele powstało legend, wiele opowieści mających dowieść, jak wielkie były to czasy. W Anglii wymyślono Graala, mistyczny kielich, który Jezus wznieść miał w trakcie Ostatniej Wieczerzy. Kielich, który miał objawić się temu tylko, kto był godzien, temu, kto wolę miał nieugiętą, a serce czyste... Wielu położyło życie, wyprawiając się w jego poszukiwanie. W końcu taka już ludzka natura, że wiecznie poszukujemy. Rycerze króla Artura, skupieni wokół Okrągłego Stołu – tego samego, któremu wila, Pani Jeziora, podarowała magiczny miecz – tego właśnie Artura, który szukał porady u wielkiego maga, Merlina! – poprzysięgli odnaleźć cudowny kielich. Czy raczej, stać się godnymi jego odnalezienia. Dlatego właśnie Święty Graal... – podjął Jim, poważniejąc nagle, a żar wiary rozpłomienił jego jasne oczy, gdy ciągnął swój wywód dalej. – ...Nie jest tylko kielichem ze złota, pełnym krwi Chrystusa. Nie jest tylko naczyniem. Jest znakiem. Znakiem tęsknoty człowieka za obecnością Boga. Graal to nie tylko przedmiot, którego szukają królowie i rycerze – to pytanie, które każdy nosi w sercu. "Czy jestem godzien?" "Czy jeszcze można mnie odkupić?" "Czy jest dla mnie miejsce przy stole?"
Widocznie zapomniał się trochę w swoim wywodzie, bo zawstydził się nagle, jak gdyby zrozumiał nagle, że powiedział zbyt dużo, zbyt prędko i niedokładnie. Zaśmiał się niepewnie, jak zawsze wtedy, gdy zdawał sobie sprawę, że Duch Święty poskąpił mu daru powściągliwości, gdy chodziło o język. A jednak dokończył myśl, zanim zdążyły dopaść go wątpliwości, których naturą było odbierać odwagę, aby mówić wprost.
– Więc gdy zobaczyłem Graala, tak sobie pomyślałem... Może to właśnie my, cyrkowa banda złożona ze rzezimieszków i podrzędnych magów, jesteśmy jak rycerze Okrągłego Stołu. Tylko że my nie szukamy Graala w pałacach. Może tylko czasem po cudzych kieszeniach. Szukamy go w... Codziennych sprawach? Skoro ja go zobaczyłem, znaczy, że każdy z nas może go zobaczyć. Każdy z nas może być kielichem. Każde serce może być naczyniem...
Wypełnili je piwem. Nie serca, tylko kubki, bo Jim przypomniał sobie, że wisi Layli piwo, które wcześniej rozlał. I chociaż kubki nie były ze złota, gdy się nimi stuknęli, wznosząc toast za zdrowie, Jimowi znów stanęło na chwilę przed oczami wspomnienie wizji złotego kielicha.
Westchnął, stykając jeszcze na chwilę czoło swoje z czołem Layli, zanim wypuścił ją z objęć. Nic nie mógł poradzić na to, że słów brakło mu na opisanie uczuć, jakie wywołała w nim objawiona pośród płomieni wizja. Może gdyby posiadał charyzmat kaznodziejski, potrafiłby należycie oddać obraz, który wyrył mu się w pamięci, utkwił pod powiekami. Widać było jednak, że to, co przeżył w przeanieleniu wrażeń z pogranicza snu i jawy, poruszyło go do głębi.
– Zobaczyłem wznoszący się ku niebu złoty kielich, w którym śpiewała, przelewając się słodko, krew przenajświętsza, w kaźni wcześniej przelana. Czerwone także były wysadzające kielich rubiny, połyskujące tak jasno jako i cnoty, od Boga przecież pochodzące. I chociaż Pan Jezus był biedny, tak samo, jak biedna jest brać kuglarska, i skarbów żadnych nie posiadał – święte jego ręce wszystkie bogactwa by ubogim rozdały – przez wiele wieków legend wiele krążyło o tym drogocennym kielichu, będącym pamiątką po najważniejszym z chrześcijańskich sakramentów, Eucharystii, podczas której dzieli się chlebem i pije wino. – Wiele już razy opowiadał Jim w prostych słowach o doktrynie swej religii, wierząc, że przekona rodzeństwo do nawrócenia. – Bo Pan Jezus miał przyjaciół, których traktował jak rodzonych braci, i żebyśmy wszyscy pamiętali, że Bóg jest w tych, których nazywamy braćmi... I siostrami!– Jim wzniósł palec ku górze, zanim Layla zdążyła się wtrącić i go poprawić. – ...Żebyśmy wszyscy o tym pamiętali, Pan Bóg na pamiątkę tego wydarzenia dał nam sakrament, w którym razem z nim możemy zasiadać przy stole. Jedząc. Pijąc. Ciesząc się z życia, które nam dano, w oczekiwaniu na życie wieczne, które będzie nam dane. I chociaż Pan Jezus dzielił chleb rękoma, rozrywając pajdy w powietrzu, nie nad zdobionymi talerzami – chociaż wino nalewał z prostego dzbanka – chociaż nie robił tego w otoczeniu wielkopańskich salonów, lecz w ciszy wieczernika, siedząc na gołym klepisku... W chrześcijańskiej ikonografii przyjęło się go przedstawiać jako króla. A królowi nie pasują brudne od piachu sandały, tylko bogate szaty. Nie naga ziemia, tylko przykryty obrusami stół. Nie wyszczerbiony kubek, tylko złoty kielich. Więc w średniowieczu, kiedy było wielu królów, którzy wiary w Boga używali, aby legitymizować swoją władzę, bo wierzyli, że królestwa zostały im dane z boskiego nadania, rozpowszechniło się postrzeganie Jezusa Chrystusa jako króla królów. Tego, który zasługuje na to, co najlepsze. Najpiękniejsze. Najbogatsze. Wszyscy prześcigali się w poszukiwaniach. W imię Boga wznoszono wielkie świątynie, wypowiadano wielkie wojny, wyprawiano się w wielkie nieznane. Wszystko musiało być wielkie dla Boga... Jak gdyby ten dbał kiedykolwiek o wielkie czyny, a nie pochylał się z miłością nad małym, maleńkim człowiekiem! Wiele powstało legend, wiele opowieści mających dowieść, jak wielkie były to czasy. W Anglii wymyślono Graala, mistyczny kielich, który Jezus wznieść miał w trakcie Ostatniej Wieczerzy. Kielich, który miał objawić się temu tylko, kto był godzien, temu, kto wolę miał nieugiętą, a serce czyste... Wielu położyło życie, wyprawiając się w jego poszukiwanie. W końcu taka już ludzka natura, że wiecznie poszukujemy. Rycerze króla Artura, skupieni wokół Okrągłego Stołu – tego samego, któremu wila, Pani Jeziora, podarowała magiczny miecz – tego właśnie Artura, który szukał porady u wielkiego maga, Merlina! – poprzysięgli odnaleźć cudowny kielich. Czy raczej, stać się godnymi jego odnalezienia. Dlatego właśnie Święty Graal... – podjął Jim, poważniejąc nagle, a żar wiary rozpłomienił jego jasne oczy, gdy ciągnął swój wywód dalej. – ...Nie jest tylko kielichem ze złota, pełnym krwi Chrystusa. Nie jest tylko naczyniem. Jest znakiem. Znakiem tęsknoty człowieka za obecnością Boga. Graal to nie tylko przedmiot, którego szukają królowie i rycerze – to pytanie, które każdy nosi w sercu. "Czy jestem godzien?" "Czy jeszcze można mnie odkupić?" "Czy jest dla mnie miejsce przy stole?"
Widocznie zapomniał się trochę w swoim wywodzie, bo zawstydził się nagle, jak gdyby zrozumiał nagle, że powiedział zbyt dużo, zbyt prędko i niedokładnie. Zaśmiał się niepewnie, jak zawsze wtedy, gdy zdawał sobie sprawę, że Duch Święty poskąpił mu daru powściągliwości, gdy chodziło o język. A jednak dokończył myśl, zanim zdążyły dopaść go wątpliwości, których naturą było odbierać odwagę, aby mówić wprost.
– Więc gdy zobaczyłem Graala, tak sobie pomyślałem... Może to właśnie my, cyrkowa banda złożona ze rzezimieszków i podrzędnych magów, jesteśmy jak rycerze Okrągłego Stołu. Tylko że my nie szukamy Graala w pałacach. Może tylko czasem po cudzych kieszeniach. Szukamy go w... Codziennych sprawach? Skoro ja go zobaczyłem, znaczy, że każdy z nas może go zobaczyć. Każdy z nas może być kielichem. Każde serce może być naczyniem...
Wypełnili je piwem. Nie serca, tylko kubki, bo Jim przypomniał sobie, że wisi Layli piwo, które wcześniej rozlał. I chociaż kubki nie były ze złota, gdy się nimi stuknęli, wznosząc toast za zdrowie, Jimowi znów stanęło na chwilę przed oczami wspomnienie wizji złotego kielicha.
Koniec sesji
gniew mój wybuchnie
jak ogień będzie płonął
i nikt nie zdoła go zgasić
jak ogień będzie płonął
i nikt nie zdoła go zgasić