Niektóre osoby tak już miały, że wolały nosić same ciężar swojego istnienia, inni wręcz przeciwnie - ciągle prosili o pomoc. Różne ludzie mieli charaktery, gdyby wszyscy byli tacy sami, to świat byłby zdecydowanie bardziej nudny. Ambroisa i Norę łączyło ze sobą to, że raczej nie prosili o pomoc, radzili sobie sami, jednak właśnie w przypadku takich osób dobrze było samemu od czasu do czasu zaoferować wsparcie. Nawet jeśli z niego nie korzystały, to przynajmniej miały świadomość, że istnieje opcja, z której mogą skorzystać, jakieś wyjście, rozwiązanie, no i że wcale nie jest konieczne, aby ciągle działali na własną rękę. Nawet samo poczucie wsparcia wiele znaczyło.
- Przykro mi, wiesz, że jestem matką, mam już pewne naleciałości, których nie da się pozbyć. - Nawet nie zauważyła kiedy zaczęła mówić tym tonem, korzystać ze słów, które kojarzyły się właśnie z matkowaniem. Musiał jej to wybaczyć, nie do końca nad tym panowała.
- Niby próbowałam się pilnować, ale coś nie wyszło. - Wzruszyła jedynie ramionami, bo chcąc nie chcąc powiedziała, co powiedziała. Oczywiście nie miała nic złego na myśli, nie sądziła, aby Roise też uznał, że chciała go nieco uszczypnąć swoimi słowami. Cel tego, co mówiła raczej był całkiem jasny. Naprawdę cieszyła się jego szczęściem, od dawna uważała, że na nie zasługiwał.
- Oczywiście, że postaram się pojawić, trzy dni to trochę za dużo jak na mnie, ale nie odpuściłabym sobie zobaczenia Cię w tym dniu. - W końcu byli przyjaciółmi, nawet nie wypadało, aby jej zabrakło. Towarzyszyli sobie od lat w różnych, ważnych wydarzeniach, to nie było niczym dziwnym.
- To będzie duża ceremonia? - Zapytała jeszcze, bo zaczęła już myśleć o bardzo ważnej rzeczy, jaką był tort weselny, oczywiście, że nie zamierzała pozwolić na to, by ktoś inny przygotował go na ten wyjątkowy dzień. To ona jako przyjaciółka Ambroisa rościła sobie prawa do wykonania tego wypieku.
- Potrzebujecie tortu, a wiesz kto robi najlepsze torty, prawda? - Było to pytanie retoryczne, wcale nie oczekiwała na nie odpowiedzi, chociaż posłała Greengrassowi spojrzenie, które świadczyło o tym, że jeśli odpowie na nie źle, to Norka będzie w stanie go zabić.
Oczywiście, że myślała już o tym, w jaki sposób może mu się przydać podczas tych przygotowań. Jasne, wiedziała, że sam by ją poprosił, gdyby na czymś mu zależało, nie zmieniało to jednak faktu, że odczuła potrzebę, by wyjść z inicjatywą. To było wielkie wydarzenie, a z tego, co widziała na zaproszeniu nie mieli wcale zbyt wiele czasu na przygotowania. Skoro mogła im pomóc w jakikolwiek sposób, to zamierzała to zrobić. Nie kosztowało jej to zbyt wiele.