Gdyby ktoś zapytał ją o zdanie na pewno nie powiedziałaby, że była sama. Nie mogła narzekać na samotność, otaczało ją grono naprawdę życzliwych, wspaniałych osób, które zawsze były skłonne jej pomóc. Nie mogła narzekać, miała świadomość, że niektórzy mieli dużo gorzej. Jasne, musiała nieco zmienić swoje priorytety, gdy została matką w nie ma się co oszukiwać bardzo młodym wieku, jednak tak, czy siak, jakoś udało jej się spełnić marzenia. Może droga ku temu była nieco bardziej wyboista niż zakładała, ale dotarła do celu. Robiła to, co kochała, może niektóre aspekty jej życia przez to kulały, ale nie uważała, że powinna narzekać. Stała się okropnie samodzielna, nie prosiła o wsparcie, chociaż wiedziała, że jeśli tylko by to zrobiła, to na pewno znalazłby się ktoś kto chciałby jej pomóc. To wiele dla niej znaczyło, ludzie, których życia była częścią.
Być może lekkomyślnie podeszła do pewnych spraw. Nie założyła, jak bardzo zmieniła się od czasów, kiedy była nastolatką i wszystko wydawało się być proste. Zdecydowanie w przeciągu kilku ostatnich tygodni dotarło do niej, że była innym człowiekiem, który nie do końca był w stanie wejść w coś, co kiedyś wydawało jej się właściwe. Dotarło to do niej jednak na tyle szybko, że miała jeszcze szansę coś zmienić. Niczego nie żałowała, chociaż pewnie ktoś z boku mógł uznać, że jest niespełna rozumu.
- Nie jestem aż tak stara, żeby zostać matką pana młodego. - Dodała marszcząc przy tym nos. No bo bez przesady, miała jeszcze sporo czasu przed sobą, zanim powinna pełnić podobną rolę. Nie uważała zresztą, żeby nadawała się do podobnej funkcji. Tak, była obyta, wiedziała, jak wyglądają podobne wydarzenia, czy przyjęcia, jednak nie wzięłaby za siebie odpowiedzialności za podobne wesele. Dobrze, by zrobił to ktoś doświadczony, jak widać, Greengrass miał obok siebie takie osoby. Na pewno pięknie zorganizują mu to przyjęcie, nie miała co do tego wątpliwości, chociaż nie znała żadnej z kobiet o których wspomniał.
- Na pewno doskonale sobie z tym poradzą, w sumie to całkiem miło, że nie musicie organizować wszystkiego sami. - Spodziewała się, że w przypadku czystokrwistych nigdy nie robią tego sami tylko mają odpowiednie osoby, które im wszystko ustalają, ale tutaj kobiety same postanowiły się tym zająć, co też mogło wróżyć, że będzie to dopięte na ostatni guzik.
- Zrobię, co w mojej mocy, aby były to dwa dni. - Na pewno się postara, nie lubiła rzucać słów na wiatr, ale wiedziała, że może być różnie. Ten okres nie należał do spokojnych, miała ręce pełne roboty, ale postara się wyrwać z tego bałaganu chociaż na te dwa dni. Wiadomo, że Roise był dla niej ważniejszy od zamówień, które nie mogły czekać na zwłokę.
Westchnęła ciężko, gdy wspomniał, że to zależy. Nie była to odpowiedź, jaką chciała usłyszeć. Nic właściwie jej nie powiedziała, czekała więc na jakieś konkrety. Oczywiście nie dopuszczała możliwości, w której to nie ona byłaby odpowiedzialna za ten tort. Była pewna swojego talentu, nikt nie mógł jej dorównać w tym wypadku, a Roise zasługiwał na wszystko, co najlepsze.
- To już lepsza odpowiedź. - Sto osób, niby dużo, niby nie. Wiedziała, jak wyglądały przyjęcia czystokrwistych, były pełne gości, kuzynów matek, dziadków, ojców, kuzynów nie do końca wiadomo czyich. Sto osób w tym wypadku nie wydawało się więc być jakąś wygórowaną liczbą. Nie kiedy chodziło o osoby takiego pochodzenia. Zaczęła sobie wizualizować w głowie wielkość tortu, najchętniej sięgnęłaby już po ołówek i naszkicowała jakiś pomysł, jednak nie chciała wyjść na narwaną.
- Wiem, ale to nie zmienia faktu, że zamierzam zrobić ten tort. - Całkiem prosta sprawa. Na przyjęciu będzie gościem, jednak nie zmieniało to niczego. Mogła stworzyć dla Roisa małe dzieło sztuki.
- Smak, kolor, jakiś motyw przewodni? Ma być prosty, czy wyszukany, jak bardzo magiczny? - Nie wydawało jej się, by Ambroise należał do osób, które wybierały przesadę, wolała więc wiedzieć na co może sobie pozwolić, aby nie przedobrzyć.