05.08.2025, 01:55 ✶
Julián mógł zobaczyć jak oczy jego córki z ciemnych stają się nagle jaśniejsze, aż zmieniły się w zszokowany błeki, który wkradł się do jej tęczówek bez pozwolenia.
Wiedziała, że była młoda.
Wiedziała, że nie miała doświadczenia.
Wiedziała, że to co się teraz działo było czymś znanym dla niej jedynie z historii opowiadanych przez starszych od niej i że nie miała pojęcia jak tak naprawdę wygląda wojenna rzeczywistość.
Ale wiedziała też, że przecież się starała.
Że dawała z siebie wszystko.
Że nie była dzieckiem, a dorosłą czarownicą która została przyjęta do Brygady i wysłana podczas pożaru w teren, więc można było traktować ją poważnie.
Jej ojciec mógł traktować ją poważnie.
Żałowała, że nie miała w sobie tyle pewności siebie, aby po prostu wyjść I trzasnąć drzwiami. Nie do zajmowanego przez nią pokoju, a z całego apartamentu. Nie miała pojęcia u kogo mogłaby się zatrzymać na noc, ale chciała pokazać ojcu, że jak tak to ona wychodzi.
Ale to by chyba było jednak za dużo. Tacie byłoby chyba za bardzo przykro. No i była jeszcze mama i Alice. Nie chciała dokładać im nerwów.
Anthony Shafiq tak jak nagle pojawił się w salonie tak zniknął i to chyba uchroniło Hestię, aby wykrzyczała coś jedynie nieprzemyślanego, a nie bardzo nieprzemyślanego. Nie chciała przecież przeszkadzać gospodarzowi. Mógł być całkiem przyzwoitym czarodziejem. Po prostu chciała wiedzieć jakie układy miał z jej ojcem, a jej własny ojciec na razie jej na to pozwalał.
Prawdę mówiąc trochę w tym momencie zazdrościła Shafiqowi. Tego, że mógł mieszkać sam w tym apartamencie i na pewno nie musiał się przejmować nie mówiącymi mu wszystkiego rodzicami.
– Czyli skoro jestem twoją córką to mniej mi ufasz tak? – wykrzyknęła momentalnie zapominając o tym, że nie chciała przeszkadzać Shafiqowi. – Biegałam po płonącym Londynie dłużej niż ty! Jestem przeszkolona. Pracuję w tym samym Departamencie. Po co uczyłeś mnie wszystkiego, po co kibicowałeś mi w zostaniu Brygadzistką skoro najwyraźniej nic z tego się nigdy nie liczyło bo jestem twoją córką!? – Wiedziała, że to było niesprawiedliwe, ale chciała aby tatę to zabolało, tak samo jak bolało ją.
Wiedziała, że była młoda.
Wiedziała, że nie miała doświadczenia.
Wiedziała, że to co się teraz działo było czymś znanym dla niej jedynie z historii opowiadanych przez starszych od niej i że nie miała pojęcia jak tak naprawdę wygląda wojenna rzeczywistość.
Ale wiedziała też, że przecież się starała.
Że dawała z siebie wszystko.
Że nie była dzieckiem, a dorosłą czarownicą która została przyjęta do Brygady i wysłana podczas pożaru w teren, więc można było traktować ją poważnie.
Jej ojciec mógł traktować ją poważnie.
Żałowała, że nie miała w sobie tyle pewności siebie, aby po prostu wyjść I trzasnąć drzwiami. Nie do zajmowanego przez nią pokoju, a z całego apartamentu. Nie miała pojęcia u kogo mogłaby się zatrzymać na noc, ale chciała pokazać ojcu, że jak tak to ona wychodzi.
Ale to by chyba było jednak za dużo. Tacie byłoby chyba za bardzo przykro. No i była jeszcze mama i Alice. Nie chciała dokładać im nerwów.
Anthony Shafiq tak jak nagle pojawił się w salonie tak zniknął i to chyba uchroniło Hestię, aby wykrzyczała coś jedynie nieprzemyślanego, a nie bardzo nieprzemyślanego. Nie chciała przecież przeszkadzać gospodarzowi. Mógł być całkiem przyzwoitym czarodziejem. Po prostu chciała wiedzieć jakie układy miał z jej ojcem, a jej własny ojciec na razie jej na to pozwalał.
Prawdę mówiąc trochę w tym momencie zazdrościła Shafiqowi. Tego, że mógł mieszkać sam w tym apartamencie i na pewno nie musiał się przejmować nie mówiącymi mu wszystkiego rodzicami.
– Czyli skoro jestem twoją córką to mniej mi ufasz tak? – wykrzyknęła momentalnie zapominając o tym, że nie chciała przeszkadzać Shafiqowi. – Biegałam po płonącym Londynie dłużej niż ty! Jestem przeszkolona. Pracuję w tym samym Departamencie. Po co uczyłeś mnie wszystkiego, po co kibicowałeś mi w zostaniu Brygadzistką skoro najwyraźniej nic z tego się nigdy nie liczyło bo jestem twoją córką!? – Wiedziała, że to było niesprawiedliwe, ale chciała aby tatę to zabolało, tak samo jak bolało ją.